Stan Kroenke na konferencji  MIT Sloan Sports Analytics Conference w Bostonie przesłał jasny sygnał do kibiców Arsenalu: ten klub ma mu przede wszystkim przynosić zyski, a wyniki sportowe są sprawą drugorzędną.

 

“Jeśli chcesz zdobywać mistrzostwa, to nigdy byś się w to nie angażował” – to słowa większościowego udziałowca Kanonierów. Jakże idealnie wpisują się one w obraz aktualnej sytuacji klubu na wszystkich frontach…

Stan Kroenke to amerykański biznesmen znajdujący się na liście 400 najbogatszych ludzi świata wg magazynu Forbes. Jest on pełnym właścicielem firmy KSE UK Inc., do której należy aż 67,02% akcji Arsenalu. Łatwo można się domyślić, że w takim wypadku pozostali udziałowcy nie mają zbyt wiele do powiedzenia, co Kroenkemu jak najbardziej odpowiada. Arsenal od lat notuje bardzo dobre wyniki finansowe, utrzymując przyzwoity poziom sportowy przy możliwie najniższych poniesionych kosztach. I wcale nie wygląda na to, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.

W letnim okienku transferowym przed obecnym sezonem z zespołem Wengera było łączonych tradycyjnie bardzo wielu zawodników. Również tradycyjnie, spełzło niemal na niczym. Jedynym zakupem francuskiego szkoleniowca był sprowadzony z Chelsea za kwotę 10 milionów funtów Petr Cech, co oczywiście spotykało się ze sporym niezadowoleniem kibiców. Wenger jednak uspokajał, że jego zespół ma w sobie wystarczającą jakość. Do pewnego czasu rzeczywiście wszystko układało się bardzo dobrze. Jednak jak zawsze, życie brutalnie zweryfikowało rzeczywistość i obecnie wszystko wskazuje na to, że Kanonierzy skończą ten sezon bez jakiegokolwiek trofeum.

Dla porównania, Manchester City wydał w tym samym okienku kwotę 15 razy większą. Za sprowadzenie Kevina de Bruyne, Raheema Sterlinga, Nicholasa Otamendiego czy Fabiana Delpha wydali grubo ponad 150 milionów funtów i choć w obecnej kampanii ligowej nie zachwycają, to nadal są w grze o Champions League i zbudowali bardzo solidne fundamenty pod nowy projekt pt. “Guardiola”. Jak przyznał sam Kroenke, ma on poważne wątpliwości, czy Arsenal będzie w stanie rywalizować na rynku transferowym z Chelsea czy Manchesterem City.

“Myślę, że najlepszymi właścicielami klubów sportowych są ci, którzy spoglądają na oba aspekty równocześnie [finansowy i sportowy-przyp.red.]. Jeśli nie prowadzisz dobrze biznesu, nie możesz sobie pozwolić na zakup najlepszych piłkarzy, chyba, że chcesz polegać na innych źródłach przychodu. W Premier League mieliśmy coś takiego: ‘mamy gości z Bliskiego Wschodu, ceny ropy są wciąż ponad 100$, mogą wydawać ile chcą’. Ale ja widzę w tym problem. Ci ludzie mogą stracić swoje zainteresowanie. Nie mówię, że na pewno stracą, ale załóżmy coś takiego: ‘Co się stanie, jeśli to [klub] kosztuje za dużo taką rodzinę z Bliskiego Wschodu i zdecydują się wrócić do domu?’. Powiedziałem wam, co naprawdę dzieje się w tych sytuacjach, to to, że kibice zostają zranieni, bo piłkarze są podbierani i dalej opłacani jeśli są dobrzy, ludzie od biurokracji znajdą nową pracę” – wyjaśnił obawę przed nadmiernym inwestowaniem Amerykanin.

“Czego nauczyłem się w Anglii? Tu uczysz się bardzo szybko, co to znaczy marka. Mamy pana, który chodzi na mecze Arsenalu, lata na nie helikopterem z RPA, z Cape Town do Londynu, bardzo często. To tylko przykład, co może oznaczać marka i co możemy jeszcze zrobić w sporcie. Cały czas nad tym pracujemy i to wielka okazja. Michael Jordan to pokazał- możesz zarabiać dużo więcej, jeśli potrafisz rozbudować swoją markę. Manchester United też to pokazał. Rozbudowanie ich marki sprawiło, że ludzie chcą za nią płacić” – wyraził swoje plany Kroenke. Plany skupione wyłącznie wokół robienia dużych pieniędzy. Widocznie biznesmen zapomniał, że zarówno Jordan jak i Czerwone Diabły swoją markę wyrobiły spektakularnymi sukcesami sportowymi…

Komentarze

komentarze