Oceny pomeczowe

Oceny za spotkanie Manchester City – Arsenal.

Umówmy się, wielu z nas po tak długiej przerwie oczekiwała od piłkarzy Arsenalu sporego zaangażowania i woli walki, a przynajmniej próby – bardziej, lub mniej heroicznej, postawienia się maszynie Guardioli.  Co otrzymaliśmy? Prawy prosty, sprowadzający nas, kibiców do parteru. Pewne rzeczy się nie zmieniają, przynajmniej jeszcze. W takim wypadku wraca do żywych dział publicystyczny, który swoimi ciągłymi narzekaniami będzie starał się umilić wam czas, lub pogłębić depresję po kolejnych spotkaniach. Dobrze wrócić… Ja natomiast, zapraszam do zapoznania się z jakże „optymistycznymi” ocenami za spotkanie z „The Citizens”…

Bernd Leno [9/10] – Ostatni człowiek, do którego mógłbym mieć jakiekolwiek pretensje. Bernd, co mógł to obronił, powiem więcej czasami nawet bronił to, czego w teorii nie mógł. Owszem, zdarzało się, że musiałem go zganić, jednak uważam, że w tym sezonie potwierdził swoje miejsce w ścisłej czołówce naszej kadry. Gdybym w jakiś sposób dostał okazję zagrać z Leno za plecami, byłby to dla mnie duży zaszczyt i z samego szacunku, starałbym się nie zrobić z siebie kolejny raz klauna…

Héctor Bellerín [5/10] – Tu ciężko mi cokolwiek powiedzieć, cieszy fakt, że zagrał 90 minut, „zrobił swoje” i przysłowiowy „fajrant”. Mimo wszystko warto wspomnieć, że z tym Mahrezem to różnie bywało…

Skhodran Mustafi [5/10] – Niewątpliwie sporym plusem Mustafiego za Artety jest to, że nie robi aż tak głupich rzeczy. Jednak niestety, tutaj bez litości i szukania dziury w całym, bo wiem, że mój optymizm czasami zachodzi za daleko, trzeba jasno postawić sprawę – Sterling wchodził w pole karne jak rozgrzany nóż w masło.

Pablo Mari [5,5/10] – Długo niestety nie pograł, ale do momentu urazu było okej. Oprócz głupio sprokurowanego wolnego.

David Luiz [—-] – Na usta ciśnie się tylko i wyłącznie jeden wyraz, który moim skromnym zdaniem został najlepiej uwydatniony przez Cezarego Pazurę w „Ajlawju”. David, biegnij do nich….

Kieran Tierney [5,5/10] – Chłop miał jakieś resztki godności i momentami trochę więcej pracował. Cieszy to, że dostał pełne 90 minut. Nic ciekawego.

Mattéo Guendouzi [5/10] – Może i momentami chciał, może i momentami się starał, lecz w gruncie rzeczy był miażdżony przez trio z Manchesteru. Starał się w jakimś stopniu uzupełnić lukę po kontuzjowanym Granicie, lecz bardzo różnie po raz kolejny było z jego decyzyjnością. Element, który tłukę dosyć długi czas w tych pracach, dalej jest mam wrażenie niezauważony. Panie Arteta, czekam na telefon z ofertą pracy w sztabie.

Joe Willock [4/10] – Jego wkład w to spotkanie był tak ogromny, jak grupa fanów Marka Jakubiaka, no generalnie nie duży. Odniosłem wrażenie, że Anglik nie do końca wiedział, co on na tym boisku ma zrobić, co w konsekwencji poskutkowało tym, że nie zrobił nic.

Bukayo Saka [6/10] – To dosyć unikalny zawodnik, z uwagi na to, że w tych ocenach mu się nie oberwie. Zaczął w ofensywie, skończył na ukochanej lewej obronie, pewnie świetnie musiał się z tym czuć. Szkoda, bo nie ukrywam, że oglądanie Saki z przodu jest nieziemsko przyjemne dla oka. Może akurat by coś z tego było?

Pierre-Emerick Aubameyang [5/10] – Gabończyk zauważyłem, że gdy nie ma obsługi to wręcz nie istnieje.  Nie są kreowane sytuacje – Aubameyanga nie ma. Warto się zastanowić, czy to postawa godna kapitana – przejść obok meczu, bo o ile nie mam żadnych wątpliwości, co do tego, że jest on największą gwiazdą tej drużyny, tak w tej pierwszej kwestii, nie jestem do końca pewny.  

Eddie Nketiah [5/10] – Raz na początku spotkania ładnie kopnął piłkę, a potem odsunął się w cień niczym Bartłomiej Misiewicz.

Rezerwowi

Z ławki wchodzili Luiz, Ceballos, Lacazette, Nelson, oraz Niles. W wypadku ostatniej trójki nie ma, o czym mówić, bo nic ciekawego nie pokazali, Ceballos był okej, ale nic więcej.

Głowy do góry, już w sobotę Brighton, „gorzej już przecież nie może być…” 😉

Facebook Comments