Publicystyka

Cztery na trzy cz. 3/4 (epilog)

Fizyka uczy nas, że świat, w którym żyjemy jest symetryczny. Nie jest to jednak symetria równie prosta, co kwadrat, lecz przybiera formę chaotyczną dla naszego umysłu, który nie jest w stanie pomieścić w sobie tylu danych, nie mówiąc już o swobodnym nimi operowaniu. Symetria świata polega na tym, iż akcji odpowiada zawsze bliźniacza reakcja. Reakcja, która zamyka cały ten schemat w parabolę. Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na napływające ku nam wydarzenia losowe, zaś często jesteśmy zbyt opóźnieni w reakcji, by w pełni kontrolować te, które zależą od nas. Wciąż mamy jednak przewagę reakcji – możemy, niczym piękna Maria Sharapova, odbić piłkę i wówczas nasza reakcja staje się akcją po drugiej stronie. Bramkarz nie wybiera kierunku, w którym pada rzut karny, ale jest w stu procentach odpowiedzialny za kierunek, w którym wyciągnie się jak sprężyna, by owego karniaka wyjąć.

Dosłowna symetria tego stulecia w wykonaniu Arsenalu, zamykałaby 40 lat powrotem do czasów, gdy Premier League była pojedynkiem Wengera z Fergusonem. Jakże znamienne jest to, że dziś oba te kluby borykają się z osieroceniem i nie mogą odnaleźć się w nowych warunkach. W niesymetrycznej liczbie cech, które w tej luźnej serii zaproponowałem usunąć, tudzież dodać – zaszyty jest żart z czasów, gdy jako młody chłopak najbardziej żyłem Arsenalem, a które w wykonaniu The Gunners były oscylacją pomiędzy czwartym, a trzecim miejscem.

Zabawne, że symetryzując nazwę serii liczebnikiem jej epilogu, ujrzeć można niepełną historię tych lat, w których dopinguję Arsenal. Z pierwszego na drugie, by miotać się pomiędzy trzecim, a czwartym. Niemniej, licząc na lepsze czasy, gdy Arsenal przestanie być wielkim klubem jedynie w 75%, spełniając 133.33(3)% naszych oczekiwań, musimy być cierpliwi. Musimy przygotwać się na to, że ikony okresu przejściowego, takie jak uwielbiany przez nas Aubazette, pójść mogą w inną stronę, robiąc miejsce na nowe. Wspomniałem już o tym, że musimy przestać być klubem sprzedajcym, a zacząć kupować, przestać żyć wspomnieniami, odkładając je na należny im piedestał, lecz to za mało. Musimy wychować nowe pokolenie piłkarzy, w duchu Arsene’a Wengera, ale lekko zmodyfikowanym. Wenger był romantykiem futbolu. Odnoszę wrażenie, że wolał pięknie przegrać, niż wygrać parkując busa. Jest w tym coś klasycznego dla futbolu – gdy był mniej taktyczny, mechaniczny, zaś jego sensem w części większej, niż 1/4, było show. W XX wieku ludzie bardziej, niż dopingować swoje ukochane kluby, chodzili na mecze być zabawiani. O ile uważam to za bardziej naturalne i przykro mi, że piłka stała się we większości biznesem, o tyle nie ma co obrażać się na rzeczywistość. Z duchem czasu trzeba iść, inaczej ucieknie na odległość trudną do nadrobienia.

Przechodząc zatem z językowych zabaw do konkretów – musimy zachować elegancję gry – coś co w Arsenalu i tak ciężko wytępić, wszakże jest to głęboko zakorzeniony element tożsamości klubu, jednakże przystosować się do faktu, że najważniejsze są wyniki, a o te coraz trudniej w Premier League. Spytacie mnie – to tyle? Miało być wszakże niesymetrycznie. Owszem. Czwartą rzeczą jest presja. Na lepszy Arsenal czekaliśmy tak długo, że odrobinę więcej cierpliwości nie zaszkodzi. Cytując klasyka – nie zaszliśmy tak daleko, by zajść tak niedaleko. COYG!

Autor: Fabian Grzegorczyk

Facebook Comments