Publicystyka

“Wiem, że nic nie wiem…”

Słodko gorzki posmak zdaje się czuć każdy kibic Kanonierów po wtorkowym remisie 2:2 w derbach Londynu z Chelsea. Chociaż z przebiegu wyjazdowego spotkania (grając w osłabieniu po czerwonej kartce D.Luiza) moglibyśmy być zadowoleni, to jednak ilość przypadkowości i szczęścia nie napawa optymizmem na przyszłość. W końcu cały czas czekamy i doczekać się nie możemy na próbę nawiązania rywalizacji o TOP4.
Kanonierzy w bardzo krótkiej perspektywie czasu stali się angielskim średniakiem. Myślę, że w ostatnich sezonach kadencji Arsene Wengera, pomnik Kanonierów delikatnie zaczął się przechylać i nabierać kierunku spadkowego, by ostatecznie przyjąć kształt krzywej wieży w Pizie. Biorąc pod uwagę jakimi budżetami, a co za tym szło piłkarzami, dysponował Arsene, śmiem twierdzić, że „doceniasz to co masz, w momencie, gdy to tracisz” i nie były to takie najgorsze lata, jak wówczas sądziliśmy – rokroczny udział w Champions League pozwalał myśleć (złudnie, lub nie), że chociaż z tego poziomu należymy do elity europejskiego futbolu. Nadszedł jednak czas zmian i Nas również miała dotknąć ta „dobra zmiana”.


Gdyby powstał serial o nieudolnych trenerach, coś na kształt polskiej „Usterki” z programu TTV, Unai Emery wykosiłby całą konkurencję i stałby się niewątpliwie kluczowym bohaterem tegoż show. Podczas niemalże 1,5 rocznym pobycie z ekipą The Gunners pokazał, że fakt jego niepowodzenia, jakie zaliczył z drużyną PSG, nie był przypadkowy. Zamiast być Bobem Budowniczym, stał się Patem i Matem (jedna osoba posiadała w sobie wszystkie cechy 2 postaci z kreskówki „Sąsiedzi”).

Emery w Londynie powielił te same schematy, które przytrafiły mu się we Francji – stracił posłuch wśród piłkarzy, rozbił drużynę od środka, wprowadzając wśród zawodników zachwianie pewności siebie, a co za tym poszło destrukcję kierunku, w którym jego projekt miał zmierzać. Bak zmysłu taktycznego, brak zmysłu przywódczego, brak budowania tak ważnjej wśród piłkarzy mentalności to tylko kilka z głównych błędów, jakie każdy kibic mógł dostrzec gołym okiem. Mając zielone światło na transfery, posiadając nie najgorszą schedę jaką zostawił Arsene Wenger, wydawać by się mogło, że będziemy w stanie przynajmniej utrzymać podobny, do wcześniej prezentowanego, poziom. Rzeczywistość angielskich boisk po raz kolejny i dla kolejnego szkoleniowca okazała się niewybaczalnie brutalna. Emery podczas swojego trenerskiego etatu jeszcze bardziej zachwiał równowagą zwycięskiego DNA wśród całej Kanonierskiej drużyny i zostawił totalny chaos bez tożsamości.

Nikt nie spodziewał się, że Mikel Arteta wraz z objęciem posady trenera pierwszego zespołu Arsenalu od razu i na nowo odtworzy zwycięski kod i poda piłkarzom piłkę, która na nowo „wgra” im talenty oraz pewność siebie.W tym momencie Hiszpan prowadzi terapię, która przypomina leczenie pacjentów po utracie pamięci – Kanonierzy często wyglądają, jak koszykarze, którzy w filmie „Kosmiczny mecz” stracili swoje umiejętności – wiedzą, że kopali piłkę, ale gdzie podziała się ich pewność siebie, technika, czucie gry?
Być może zza czarnych chmur, mocno mrużąc oczy, jesteśmy w stanie dostrzec przebłyski słońca, jednak czy na pełne wypogodzenie starczy Artecie czasu?

W tym momencie Kanonierom zostało do rozegrania 14 ligowych spotkań – teoretycznie 42 punkty do zdobycia. Do TOP4 tracimy 10 punktów. Spośród najcięższych boi, jakie zostały Nam do rozegrania mamy: wyjazdowe spotkanie z Manchesterem City oraz Tottenhamem, domowe pojedynki z Leicester City oraz Liverpoolem. Czy przy raczkującej poprawie gry jesteśmy w stanie osiągnąć lub chociaż zbliżyć się do czołowej 4-ki Premier League?
Myślę, że mimo wszystko to znacznie łatwiejsze zadanie, niż liczenie w tym momencie na ewentualne wygranie Ligi Europy. W grze o to trofeum zostały takie kluby jak: Ajax, Sevilla, Manchester United, Inter Mediolan, FC Salzburg, Benfica oraz AS Roma.

Kanonierzy to typowy klub dla typowego, polskiego kibica – można tutaj wzdłuż i wszerz wyliczać matematyczne szanse na ewentualne sukcesy, czyli co musiałoby się stać, żeby odczarować los i osiągnąć małe sukcesiki. To właśnie pokazuje, że przestaliśmy się liczyć w walce o poważne trofea i zjechaliśmy kilka szczebli niżej w hierarchii drużyn w Premier League.

Co przerażające Kanonierzy dojechali do swojej ostatniej stacji. Myślę, że jeszcze nie wszyscy kibice The Gunners zdają sobie sprawę, ale najbliższe miesiące będą klucze dla dalszych losów Arsenalu zarówno w angielskiej, jak u europejskiej piłce.

Jeśli okaże się, że klub nie zagwarantuje sobie prawa gry do Ligi Mistrzów, a nawet Ligi Europy z klubu odejdą największe gwiazdy – już mówi się o transferze Aubameyang’a, Lacazette podkreślał w wywiadach, że zależy mu na graniu w Champions League, a to tak naprawdę początek listy. Brak gry w europejskich rozgrywkach to również mniejszy zastrzyk gotówki do klubowej kasy, a bez niej ciężko będzie utrzymać piłkarzy z sowitymi wypłatami. Już teraz wiele klubów ostrzy sobie zęby na francuską, lepszą wersję Davida Luiza  (mowa tutaj o włosach)– Matteo Guendoziego, Gabriel Martinelli niewątpliwie będzie kuszony przez gigantów, bo to co obecnie wyczynia 18-latek jest jedynym pozytywem ostatnich tygodni.

Czy wg Was Kanonierzy w końcu wejdą na zwycięską ścieżkę i to co teraz oglądamy to droga w kierunku właściwego azymutu? Chętnie poznamy wasze opinie na ten temat. Zapraszamy gorąco do dyskusji.

Facebook Comments