Oceny pomeczowe

Senna sobota na Goodison Park, czyli oceny za mecz Everton – Arsenal

18. serię spotkań angielskiej Premier League rozpoczęło spotkanie w Liverpoolu pomiędzy Evertonem, a Arsenalem. Gdyby ten mecz miał być przystawką, to w tej restauracji nie zjadłbym dania głównego. Był to raczej powolny rozruch przed tym, co miało zdarzyć się w późniejszych spotkaniach niż spotkanie na odpowiednim poziomie. Drużyny dobre tylko z nazwy, bo jedni i drudzy znajdują się w trudnym momencie. Obie ekipy czeka gruntowna przebudowa i dało się zauważyć gołym okiem, że jak najbardziej jest ona konieczna. A jak prezentowali się poszczególni zawodnicy The Gunners? Zapraszam do lektury:

Bernd Leno [7/10] – solidny występ niemieckiego golkipera. Mógł czuć się nieswojo w roli bezrobotnego bramkarza. Kilka wyjść do piłki i przechwytów dośrodkowań to cała jego praca w ten weekend. Leno z pewnością nie jest przyzwyczajony do tego, że na jego bramkę nie padają żadne strzały, ale to tylko pokazuje jak nijaki był tego dnia Everton. Dostał swój wymarzony prezent pod choinkę w postaci czystego konta.

Ainsley Maitland-Niles [6.5/10] – jeden z lepszych, występów Anglika od początku sezonu. Lepiej spisał się tylko w meczu z Newcastle, gdzie do czystego konta dorzucił asystę. Przeciwko Evertonowi zabrakło czegoś z przodu, ale kilkukrotnie zapędził się na połowę rywali i nie zaliczał głupich strat. W obronie wystarczająco agresywny, by nie dać swobody gospodarzom w rozgrywaniu piłki. Pozytywnie zaskoczył.

Calum Chambers [6.5/10] – podobnie jak kolega wyżej zagrał jedno z lepszych, jeśli nie najlepszy swój mecz w sezonie. Przeciwnik niezbyt wymagający, ale miał trzy udane odbiory na trzy próby, dwa przechwyty, pięć na pięć wygranych pojedynków powietrznych i tylko jeden wylew na szczęście bez konsekwencji. Do tego otrzymał żółtą kartkę, która nieco popsuła ten występ, ale ogólnie spisał się całkiem nieźle. Miła odmiana po ostatnich popisach. Aż szkoda, że go zabraknie w kolejnym meczu z Bournemouth z powodu kartek.

David Luiz [6/10] – najbardziej doświadczony i jednocześnie najmniej pewny z obrońców. Jego gra to jedna wielka niewiadoma. Raz wykonuje ciekawe podania czy przerzuty, żeby zaraz podjąć jakąś idiotyczną decyzję, która zupełnie burzy obraz dobrego obrońcy. Przykładowo faul na w pełni rozpędzonym Calvercie-Lewinie i danie idealnej szansy Sigurdssonowi do strzału. Zastanawia mnie, jak Brazylijczyk prezentowałby się jako defensywny pomocnik. Być może mając kogoś za plecami i świadomość, że błąd nie prowadzi od razu do katastrofalnych skutków, Luiz poczułby się pewniej i mógłby skupić się na rozrzucaniu piłek z drugiej linii.

Bukayo Saka [6.5/10] – pierwsza część spotkania to dobra gra na swojej połowie i beznadziejna na połowie przeciwnika. W drugiej już wyglądał lepiej, a trzeba pamiętać, że nie grał na swojej ulubionej pozycji. W ogólnym przekroju na pewno nie odstawał od Tierneya czy Kolasinaca, więc jeśli utrzyma taki poziom, nie mam nic przeciwko, żeby grał na lewej obronie. Występ trochę utrudniła mu wczesna żółta kartka, ale udało mu się dotrwać do końca spotkania. Na razie 50 minut z City i 90 z Evertonem bez straty bramki, więc może warto go jeszcze tam zostawić.

Lucas Torreira [7/10] – gdyby nie jego ofiarna interwencja w drugiej połowie, Arsenal wróciłby do Londynu bez choćby jednego punktu. Do tego w pierwszej części meczu popisał się świetnym podaniem z głębi pola, po którym Kanonierzy mieli jedną z nielicznych tego dnia okazji. Dobry mecz Urugwajczyka, który osiem razy odzyskiwał piłkę. Jest to postawa, na której można zacząć coś budować.

Granit Xhaka [6.5/10] – w odbiorze i ustawianiu się bardzo dobrze. W grze do przodu – piach. Wyglądał nieźle na tle takiej drużyny jak Everton. 9 razy odzyskał futbolówkę, dobrze asekurował przestrzeń w środku boiska i nie pozwalał na rozwinięcie się ataków The Toffees. Z piłką przy nodze mógłby podejmować szybsze decyzje, bo przez długie jej przetrzymywanie, nie tworzył szans do szybkiego ataku. Ale o ten aspekt jego gry prawdopodobnie nie będzie się martwił Arteta, a już Jurgen Klinsmann w Hercie Berlin.

Emile Smith-Rowe [4.5/10] – mierny występ młodego Anglika. Widać było stres i brak odwagi w sposobie jego gry. Zawsze oddawał piłkę do najbliższego i nie podejmował praktycznie żadnego ryzyka, co na pozycji nr 10. jest raczej niemile widziane. Brak kreatywności w tej strefie boiska odbił się na prezencji zespołu w ataku. Arsenal nie stwarzał sytuacji ze środka, bo nie miał do tego odpowiedniego zawodnika. Zszedł z boiska w 66. minucie, ale i tak był lepszy od swojego zmiennika.

Reiss Nelson [6/10] – nie najgorszy mecz w jego wykonaniu. Niezły w dryblingu i pewny siebie. Z drugiej strony miał poważny problem z wykonaniem ostatniego podania. Próbował coś stworzyć, ale raczej bezskutecznie. Zagrał swoje pierwsze pełne 90 minut i dał sygnał do tego, by być branym pod uwagę przez nowego menadżera przy ustalaniu składu.

Gabriel Martinelli [6.5/10] – najjaśniejszy punkt w ataku. Świetnie pokazywał się do gry i wychodził na pozycję, gubiąc nie byle jakiego obrońcę jakim jest Sidibe. Niestety nie umiał się wstrzelić w bramkę, a okazję miał ku temu wyborną. Wydaje mi się, że wraz z pierwszym golem zdobytym w Premier League Brazylijczyk zyska niezbędną pewność siebie. Na Goodison był jedną z niewielu osób, które miały jakikolwiek pomysł na atak. Pomagał w obronie Sace, który tej pomocy potrzebował. Ogólnie pozostawił po sobie dobre wrażenie.

Pierre-Emerick Aubameyang [5/10] – Jedyny gracz, który nie zaliczył ani jednego dokładnego podania w pierwszej połowie. W drugiej miał szansę dać Arsenalowi prowadzenie, ale po strąceniu piłki przez Chambersa kopnął piłkę piszczelą i zrobił z Pickforda bohatera. Współpraca z kolegami szła mu kiepsko, a i on sam jakby przeszedł obok tego meczu. Nie bez powodu zszedł z boiska w 78. minucie. Ogólnie rzecz biorąc kapitan zawiódł swoją załogę.

Zmiennicy

Joe Willock [2/5] – zauważalny w trzech fragmentach po 66. minucie. Przybił piątkę ze Smith-Rowe’em. Zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym (czego na szczęście nie zauważył sędzia), próbując ją nieudolnie wybić. Za daleko wypuścił sobie piłkę w doliczonym czasie gry i rozpaczliwie próbując się ratować wślizgiem, sfaulował na żółtą kartkę.

Alexandre Lacazette [N/A] – grał zbyt krótko, żeby ocenić.

Facebook Comments