Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 1-2 Eintracht

Przełom czwartkowego wieczoru i piątkowego przedpołudnia najdoskonalej opisuje sinusoida. Po pierwszych 45 minutach można było odnieść wrażenie, że Kanonierzy, głodni zwycięstw i żądni przełamania, wręcz pożrą niemieckich rywali. Po przerwie sytuacja odmieniła się diametralnie – nie można było poznać naszych idoli, którzy nie tylko przestali dominować, ale zaczęli się wprost kopać po czołach i w konsekwencji dostali w czapkę. Piątek to wreszcie uczucie wyzwolenia… Ale o tym w najbliższym czasie będzie jeszcze na pewno dużo. Na razie wróćmy jeszcze na chwilę myślami do ostatniego meczu Arsenalu pod wodzą Unaia Emery’ego, którego przebieg doskonale podsumował przygodę Hiszpana z londyńskim klubem.

Emi Martinez [6,5/10] – spisywał się przyzwoicie. Obronił, co mógł. Przy obu bramkach Kamady chyba nie miał wiele do powiedzenia.

Calum Chambers [6,0/10] – nie był wybitnie sprawdzany w defensywie. Za to w ataku bardzo dobrze znajdywał się na wolnych pozycjach. Problem zaczynał się, gdy otrzymywał podanie… Pokraczne ruchy niczym słonia w składzie porcelany nie wystarczyły nawet na Eintracht. Atuty Anglika leżą po prostu zupełnie gdzie indziej niż w ofensywie.

Skhodran Mustafi [6,5/10] – kolejny ponadprzeciętny występ Niemca w Lidze Europy. “Musti” po raz wtóry pokazał, że być może został za szybko skreślony na the Emirates Stadium i wciąż jest w stanie zaoferować sporo jakości piłkarskiej. Zaliczył kilka bardzo ważnych przechwytów i interwencji. Bardzo korzystnie wyglądał w rozegraniu. Bardzo imponuje mi tym, jak powoli powstaje z popiołów!

Sokratis [4,0/10] – odpowiedzialność za pierwszą straconą bramkę w dużej mierze spoczywa na jego barkach. Największe pretensje można mieć jednak do Greka za grę z piłką przy nodze. Powolne, niedokładne, wprowadzające sporo nerwowości podania potrafiły przyprawić co mniej odpornych fanów o palpitacje serca. Jeżeli chcemy oprzeć naszą grę na posiadaniu piłki i budowaniu akcji od tyłu, nie powinno być miejsca w składzie dla Sokratisa.

Kieran Tierney [6,0/10] – bardzo uważny i czujny w defensywie. Wracał, asekurował stoperów i pomocników. Za to rozczarowująco słabo spisywał się w ataku, gdzie zdecydowanie zbyt często podejmował się dryblingu, który po chwili był zbyt czytelny dla defensorów z Frankfurtu.

David Luiz [6,5/10] – eksperyment z wystąpieniem Brazylijczyka na pozycji numer “6”, niczym za starych dobrych czasów w Chelsea Mourinho, wydawał się być bardzo udany. Luiz był opanowany, pokazał, że nie straszna jest mu gra na jeden-dwa kontakty. Zaprezentował parę celnych przerzutów na dalszą odległość. Niestety, dość szybko nabawił się kontuzji klatki piersiowej i już w 31. minucie musiał opuścić murawę. Po tym zespół Arsenalu wyglądał na dużo bardziej niezorganizowany.

Granit Xhaka [7,0/10] – jego powrót na murawę z armatką na piersi przebiegł w miarę bezboleśnie (prawdopodobnie spory wpływ na to miała dramatycznie niska frekwencja na Emirates Stadium). Xhaka odcięty od reakcji trybun spisywał się naprawdę nieźle. To on nadawał ton akcjom The Gunners. Wypracował fantastyczną okazję Chambersowi do zdobycia gola dzięki odważnemu dryblingowi, którą jednak Anglik fatalnie przestrzelił. O mały włos, a sam Szwajcar wpisałby się na listę strzelców, lecz w kluczowym momencie stracił równowagę.

Joe Willock [7,0/10] – to na nim zaczynały się i często też kończyły najgroźniejsze akcje Arsenalu w tym spotkaniu. Napędzał ataki gospodarzy. Powinien mieć na koncie co najmniej dwa gole, jednak w najważniejszych momentach nie potrafił zachować zimnej krwi.

Gabriel Martinelli [7,5/10] – centymetry dzieliły go od ustrzelenia dubletu w przeciągu dosłownie kilkudziesięciu sekund. Po dwóch kolejnych rzutach rożnych strzały Brazylijczyka były wybijane niemal z linii bramkowej. Dodatkowo, zaliczył bardzo zgrabną asystę przy golu Aubameyanga, a mógł mieć przynajmniej jedną więcej, gdyby Willock zamienił jego doskonałe podanie w pole karne na bramkę. W defensywie i zakładaniu pressingu wręcz niestrudzony. Ale żeby nie było za słodko – czasem zdarzało mu się za łatwo tracić piłkę w niebezpiecznych sektorach boiska.

Pierre-Emerick Aubameyang [6,5/10] – na takie występy zwykliśmy mawiać – “anonimowy”. Nie można mieć jednak wielkich pretensji do Gabończyka – to koledzy nie dostarczali mu należytej obsługi. Co miał, to wykorzystał, trafiając jako jedyny tego wieczoru do siatki Eintrachtu.

Bukayo Saka [7,0/10] – robił bardzo dużo wiatru, szczególnie w pierwszej odsłonie, kiedy to defensorzy niemieckiego klubu nie potrafili sobie z nim poradzić. W drugiej nieco przygasł, choć w ostatnich minutach był bliski wywalczenia rzutu karnego dla swojej drużyny.


Rezerwowi:

Matteo Guendouzi [2,5/5] – kilka fajnych klepek z pierwszej piłki przy bocznej linii to w zasadzie jedyne, co dobrego można powiedzieć o jego grze w ten czwartkowy wieczór. A był na boisku ponad godzinę.

Mesut Ozil [2,0/5] – wszedł. Ponoć. Tak piszą.

Lucas Torreira [-/5] – za krótko przebywał na boisku, by jako defensywny pomocnik wywrzeć piętno na przebiegu meczu, w którym wchodził przy stanie 1-2…

Facebook Comments