Publicystyka

Stracił resztki szacunku w kilka tygodni! [ZOBACZ JAK]

Nie jest żadnym nadużyciem stwierdzenie, że Unai Emery nie narzeka ostatnimi czasy na nadmiar posłuchu w szatni i aprobaty ze strony kibiców. Będąc bardziej bezpośrednim w słowach, jedni odwrócili się do niego plecami, drudzy natomiast jadą z nim jak z furą gnoju. A to wszystko dzięki kilku prostym trickom a’la Emery!

Od początku pracy Unaia Emery’ego na Emirates Stadium raz po raz z szatni dochodzą do nas głosy, że zawodnicy nie rozumieją, o co chodzi szkoleniowcowi. Bariera językowa została pokonana – zresztą, czy w dzisiejszych czasach wciąż możemy w ogóle sądzić, że ludzie nie mogą dojść do porozumienia z powodu nieumiejętności rozmawiania w tym samym języku? Toż to paranoja, zwłaszcza w ogromnej organizacji, jaką jest klub, która może trzymać na etacie kilku zawodowych tłumaczy i nawet tego nie odczuje. A jak mawiają piłkarze, którym nie chce się uczyć obcych języków, język piłkarski jest uniwersalny na całym świecie. Mimo to, problem nadal istnieje. I sięga znacznie głębiej, niż translacja z espanolish-english na “nasze”. W stale zmieniających się ideach i wizjach Hiszpana po prostu wybitnie ciężko się połapać. Chociaż bardzo niesprawiedliwym byłoby stwierdzenie, że zawsze są one nietrafione. Tylko mało kto już go chyba w ogóle słucha…

Nie można się jednak spodziewać innej reakcji, kiedy wykazuje się tak ogromną niekonsekwencję, by nie rzec fałszywość. Zaczęło się bardzo niepozornie. “I like good pressing against the other team. I prefer to win 5-4 than win 1-0″. Nie ma chyba bardziej kompromitującego hiszpańskiego szkoleniowca cytatu, patrząc przez pryzmat tego, co prezentuje w bieżącej kampanii jego ekipa. Prawdziwa lawina ruszyła jednak dopiero, gdy grunt pod jego nogami zaczął się palić.

Kiedy Emery publicznie wyznał, że definitywnie odsuwa od składu Mesuta Ozila (rozmijając się przy tym nieco z oficjalnym stanowiskiem zarządu!), miałem przeczucie graniczące z pewnością, że nie tylko pozbawia się on wspaniałego piłkarza (z potężnymi wahaniami formy, oczywiście), ale i zaraz może stracić sporą część drużyny, w której Niemiec jest przecież szanowany i lubiany. Tak też się stało. Napięcie rosło, wyniki nie przemawiały na korzyść trenera i szatnia mocno się podzieliła. Za Chiny Ludowe nie spodziewałbym się jednak scenariusza, że już kilka tygodni po tym fakcie Emery będzie chuchał i dmuchał na Ozila, by ten na boisku walczył o utrzymanie jego posady. A wszystko wskazuje na to, że to właśnie wokół Niemca będzie budowany plan taktyczny Arsenalu w najbliższych spotkaniach. Dobitnie mogliśmy się o tym przekonać w starciu z Leicester. Skład był skrojony pod niemieckiego playmakera. Dodatkowo, jego zadania taktyczne w defensywie zostały ograniczone do minimum poprzez ciekawy zabieg przesunięcia go na szpicę, przy jednoczesnym rozejściu się Lacazette’a i Aubameyanga na boki boiska. Widać było, że to świeży pomysł i potrzebuje jeszcze dopracowania i przede wszystkim odpowiedniego zrozumienia i wykonania przez samych zawodników, ale w teorii wygląda to obiecująco. A zatem możemy powiedzieć, że wypychany na siłę z klubu przez samego menadżera Mesut Ozil staje się właśnie kluczową postacią jego zespołu. Cóż za paradoks. No, chyba, że wizjoner z Kraju Basków zrezygnuje ze swojego pomysłu forsowanego przez ostatnie dwie kolejki i dostanie kolejnego olśnienia.

Nie inaczej ma się sprawa ze Skhodranem Mustafim. Potężna fala krytyki, jaka spadała na niego w przeciągu zeszłego sezonu, sprawiła, że zrobiło mi się go już po ludzku żal. Część z wiadra pomyj wylewanego na jego biedną głowę mu się należała, to jasne. Ale doszliśmy do takiego momentu, że cokolwiek by nie zrobił, jakkolwiek by nie zagrał, po każdym meczu był równany z ziemią przez własnych kibiców. Co zrobił pod naciskiem trybun szkoleniowiec, który opierał na Mustafim swoją formację defensywną? Zjechał go w mediach, że jest za słaby na grę w takim klubie jak Arsenal i skierował na bocznicę, ot co. Na miejscu niemieckiego stopera już wtedy pokazałbym takiemu trenerowi środkowy palec i odpalił coś w stylu: “Graj sobie sam jak taki jesteś kozak”, ograniczając się tylko do parlamentarnej części wypowiedzi. Tymczasem, Mustafi zupełnie odciął się od mediów (na czele z tymi społecznościowymi), wyłączył się z życia publicznego i w ciszy i spokoju skupił się na treningu, co owocuje częściowym (na razie) powrotem do łask Emery’ego i bardzo przyzwoitymi występami w Lidze Europy. To, jakim profesjonalizmem wykazał się w tej całej sytuacji były Mistrz Świata jest godne podziwu i niejednej pochwały. To, jak potraktował go szkoleniowiec Arsenalu, dla kontrastu nie wymaga żadnego komentarza.

Pamiętacie, jak jeszcze z pół roku temu byliśmy dumni z tego, jak wspaniała atmosfera panuje w drużynie Kanonierów? Jak wszyscy się tam lubią, żartują wspólnie, śmieją się, ciągną wózek wspólnie w jedną stronę? To wręcz niebywałe, jak kilkoma niezrozumiałymi wyborami Emery zdołał kompletnie zatruć to środowisko, tworząc toksyczną atmosferę, podziały, czy nawet wybuchy frustracji. Ostatnim z nich, na jaki chcę zwrócić uwagę, jest opaska kapitańska, a konkretniej sposób jej powierzenia i traktowanie swojego kapitana. Swoją cegiełkę do tej piramidy kompromitacji dorzucił tu mącący i wymuszający transfer z klubu jego ostatni lider, Laurent Koscielny. Emery był jednak zupełnie nieprzygotowany na rzeczywistość po odejściu Francuza. Dla utrzymania dobrego morale drużyny odpowiedzialny zarządca powinien wskazać jej nowego kapitana jak najszybciej. Nie tym razem. Po kilkuodcinkowej telenoweli i wiecznym niezdecydowaniu wreszcie Hiszpan postanowił dać wybrać zespołowi swojego przedstawiciela samemu. Padło na Xhakę, co z pewnością miało swoje uzasadnienie. Odkładając na bok ocenę moralną zachowania Szwajcara w meczu z Crystal Palace, zastanówmy się, czy tym długim okresem “bezkrólewia”, a także usilnym kreowaniem Xhaki na lidera zarówno poza boiskiem, jak i na nim, Unai Emery nie nałożył na niego dodatkowej presji, z którą ten i tak już sobie nie radził? Czy tej eskalacji złości nie dało się uniknąć? Czy przez kilka prostych rozmów, danie chwili na wyczyszczenie głowy, zachęcenie do podążenia drogą Mustafiego w zakresie social media, nie można było oszczędzić sobie tych całych cyrków? Czy faktycznie trzeba było doprowadzić do całkowitego zniszczenia Granita Xhaki dla Arsenalu?

Co ciekawe, nasz nowo ogłoszony kapitan, Aubameyang, także jest podobno przyczyną zgrzytów w zespole… Jak z tą psychologiczną zagwozdką poradzi sobie Emery? Już nie mogę się doczekać informacji na temat kolejnego konfliktu i negocjacji Gabończyka z innymi klubami.

Mi jako postronnemu obserwatorowi bardzo nie podobają się takie zachowania. Nie wyobrażam sobie nawet, co bym czuł jako członek tej drużyny, jako podopieczny Emery’ego,. A zwłaszcza jako ofiara jego zagubienia. Nawet przedszkolak wie, że łódź popłynie prosto do celu tylko, gdy wszyscy wioślarze będą współpracować, czyli wiosłować równo, miarowo, w tym samym kierunku. W drużynach ze światowej czołówki pracują szkoleniowcy, za których zawodnicy daliby się pokroić. Nie tylko doskonali taktycy, znawcy przygotowania fizycznego czy technicznego, ale także (a może i przede wszystkim?) rewelacyjni psychologowie. Nie jestem przekonany, czy piłkarze Arsenalu zechcieliby rzucić na utrzymanie Unaia Emery’ego na stanowisku choć złamanego funta… Nie po tym, jak ich traktuje. I jak tu w takich okolicznościach grać dobrze w piłkę…?

Facebook Comments