Publicystyka

“Bez tytułu, wyników i stylu.”

Gdy pisałem swój poprzedni tekst, jakoś przed końcem letniego okienka transferowego, nastroje moje, jak i sporej części z Was były jak najbardziej pozytywne. Jak na przejęcie sterów po żywej legendzie Arsenalu, Unai Emery zaprezentował się może nie wybitnie, ale pomimo frustrująco przegranej końcówki, sezon 2018/2019 dysponował również talią pozytywnych wniosków – od kilku przepięknych bramek, poprzez atrakcyjny dla oka styl gry Kanonierów, aż po dwie serie z rundy jesiennej – zwycięstw i meczów bez porażki. Arsenal Emerego cieszył oczy i serce – nie tracił punktów ze średniakami, potrafił wyszarpać je w meczach na szczycie, wyklarowywał swoją duszę, swoje gwiazdy, swoją tożsamość – inną od tej z epoki Wengera.

Klimat, jaki towarzyszył przystępowaniu do obecnego sezonu, niezwykle napawał nadzieją – od pięknych nowych strojów, przez niespodziewane zaangażowanie zarządu w przebudowę klubu i wydanie rekordowych sum na wzmocnienia, Arsenal zdawał się być Londyńskim Feniksem – który spopielony po swym najlepszym okresie w historii, gdy w odstępie dwóch lat wygrywał Premier League, nie zaznając porażki i mierzył się w finale Ligi Mistrzów z Barceloną, zaliczył dekadę powolnego upadku. Mieliśmy pójść w ślady The Reds i wrócić silniejsi, niż kiedykolwiek.

Gdy wyniki nie przemawiają pozytywnie, winić można wiele czynników – końcówka poprzedniego sezonu była nieudana chociażby z powodu braków kadrowych przemieszanych ze złym lataniem tych braków przez Unaia. Gdy jednak efektów nie ma, zaś w próbach uzyskania ich nie widać ładu i składu, morale podupada, a na horyzoncie ciężko dostrzec jakieś radykalne próby zmian, zaangażowany emocjonalnie w sprawę człowiek, w tym przypadku będący kibicem, napawa się miksem frustracji i niesmaku.

W niektórych klubach zdarzały się przypadki, gdy piłkarze „grali pod zmianę trenera”, świadomie zaniżając wyniki, by doprowadzić do zmiany na stanowisku szkoleniowca. W Arsenalu Emerego, przed Dniem Niepodległości 2019 roku, zachodzić zdaje się inne, znacznie dziwniejsze zjawisko. Unai Emery podejmował kompletnie niezrozumiałe decyzje personalne, wśród których było chociażby uparte stawianie na kiepskiego w tym sezonie Granita Xhakę, pomimo tego, że w poprzedniej kampanii to Lucas Torreira był znacznie jaśniejszą postacią pomocy. Granit stał się stałym elementem linii pomocy pomimo ewidentnego braku formy, aż do momentu, w którym obrażając kibiców, skutecznie pozbawił się zarówno miejsca w składzie, jak i opaski kapitana. To tylko przykład, jednakże absurdalnych decyzji Hiszpana w tym sezonie jest więcej i zdaje się on, póki co, świadomie lub nie – grać na własne zwolnienie.

Z klubu grającego efektywnie staliśmy się klubem bez jasnego stylu. Z klubu atakującego – klubem z zaciekłością bijącym samego siebie. Z klubu ze świetną atmosferą w szatni – klubem podzielonym i skłóconym. Co jest powodem tych kłopotów – nie jest do końca jasne. Jedno jest pewne – kryzys jest już poważny i trzeba coś z tym zrobić. Na już. Na wczoraj.

AUTOR: Fabian Grzegorczyk

Facebook Comments