Oceny pomeczowe

Wymęczony punkt na terenie giganta z Portugalii, czyli oceny za Vitoria – Arsenal…

Żałosna. Żadna. Żart. Niestety, to nie zabawa w znalezienie kolejnych słów na konkretną literę, a określenia gry Arsenalu. Do meczu usiadłem z kilkuminutowym opóźnieniem, bo szukałem transmisji w Internecie (dzięki ci Polsacie Premium, który bierzesz niemałe pieniądze za pokazywanie europejskich rozgrywek) i w obawie, że coś mnie ominie. Tak naprawdę nic by mnie ominęło nawet gdybym spóźnił się o godzinę, albo i więcej. Ten mecz był tak kiepski, że o mało nie zasnąłem. Przepraszam – kiepski w wykonaniu gości, bo Vitoria Guimaraes tworzyła sobie całkiem niezłe okazje. Do tego piłkarze portugalskiego klubu robili coś czego gracze Kanonierów nie potrafią. Strzelali z dystansu. No ale dość wychwalania gospodarzy, czas się popastwić nad panami piłkarzami.

Martinez [6/10] – bramkarz to pozycja numer 1 w drużynie i tym razem tak było też na boisku. Argentyńczyk może mieć pewność, że to w dużej mierze dzięki niemu Arsenal nie wrócił z Portugalii bez zdobyczy punktowej. Kilkukrotnie uchronił swój zespół przed utratą gola i przez 90 minut zachowywał czyste konto. Przy straconej bramce mógł zrobić więcej. Mianowicie wyjść do piłki będącej wysoko w powietrzu i ją wypiąstkować/złapać. Chyba, że zrobiło mu się przykro z powodu przeciwników, którzy mogli przegrać, mimo że byli lepsi.

Mustafi [6/10] – genialny, majestatyczny i wspaniały w swoich poczynaniach obronnych. Do tego gol głową po stałym fragmencie gry. Jednym słowem perfekcyjny występ środkowego obrońcy Arsenalu. Może niewielką rysę stanowi żółta kartka z 19. minuty. Oczywiście dwa z poprzednich czterech zdań są mocno naciągane, żeby nie powiedzieć zmyślone, ale należy świętować każdy mecz Niemca, w którym nie zawalił gola i prezentował się wystarczająco przyzwoicie. Chociaż do tego zawalenia niewiele zabrakło, bo mógł strzelić samobója na 2:1 w ostatniej akcji meczu, ale trafił tylko w słupek.

Sokratis – [4/10] chyba nieco zlekceważył rozgrywki Ligi Europy i naszych środowych rywali. Przez pierwsze 20 minut można było wrzucić jakiegokolwiek innego piłkarza w miejsce Greka i nie byłoby widać różnicy. Później się trochę ogarnął i jakiś czas mieliśmy spokój z tyłu (to ten czas kiedy nieomal zasnąłem, bo żadna drużyna w ogóle nie działała w ataku). Gola wyrównującego strzelił piłkarz, za którego odpowiadał „Papa”, więc swojego pierwszego występu w europejskich pucharach nie zaliczy do udanych.

Holding [4/10] – ciążyła ta opaska na lewym ramieniu Anglika, jak nie wiem co. Do tego stopnia, że chyba go spowolniała i nie mógł grać na normalnym poziomie. Marcus Edwards to nie powinien być zawodnik, którego kapitan Arsenalu nie jest w stanie powstrzymać, a w tym przypadku nie dość, że był szybszy, to jeszcze silniejszy. Zauważalny jest brak ogrania u Holdinga. Mecze w pucharach nie wystarczą i jeśli szybko się to nie zmieni, to rozwój Roba mocno wyhamuje.

Maitland-Niles [5/10] – pierwsza połowa tak jak w wykonaniu całej drużyny – słaba. Nie wiedział kiedy skupić się na obronie, a kiedy na atak, a do tego zanotował mnóstwo niecelnych podań. Po przerwie poprawił intensywność gry i dokładność zagrań, ale to wciąż nic więcej niż przeciętny występ Anglika.

Tierney [6.5/10] – jeden z niewielu pozytywów w drużynie gości. Lewa flanka należała do niego przez większość meczu. Nie został ani razu ograny, a do tego nieźle dośrodkowywał i rozgrywał. No i przede wszystkim walczył, a to jest to co chcemy oglądać u piłkarzy tej drużyny.

Ceballos [4/10] – fajnie kiwał, udanie balansował… szkoda, że nie umiał dokładnie podać i wchodził niepotrzebnie w linie obrony przy rozgrywaniu akcji. Wycofani podczas obrony zawodnicy Guimaraes zostawiali mnóstwo przestrzeni dla Hiszpana, a ten z niej zupełnie nie korzystał i osłabiał siłę ataku. Zszedł w 54. minucie robiąc miejsce Guendouziemu.

Willock [4/10] – zabezpieczał strefę przed trójką obrońców. Przyczynił się do sporej przewagi Arsenalu w posiadaniu piłki. Sęk w tym, że nic z tego nie wynikało, głównie przez brak kreatywności w środku pola. Zmarnował szansę na pokazanie czegoś ekstra i po raz kolejny przeszedł obok meczu. Mimo grania o 24 minuty dłużej od Ceballosa, zaliczył tylko o dwa kontakty z piłką więcej niż Hiszpan.

Pepe [6/10] – w obecnym układzie Iworyjczyk wygląda jak osoba, która znajduje się na boisku tylko z powodu stałych fragmentów. W otwartej grze marny z niego pożytek, ale gdy podchodzi do stojącej piłki, potrafi dać korzyść drużynie. Jeden udany drybling na cztery próby i pięć straconych piłek (najwięcej na boisku). Gervinho czy to ty?

Saka [4/10] – przebojowość z pierwszych spotkań w podstawowym składzie gdzieś uleciała. Często podejmował złe decyzje, a stworzonej przez niego okazji nie potrafię sobie przypomnieć. Rozczarował i został zmieniony w 65. minucie przez Lacezette’a.

Martinelli [5/10] – kompletnie odcięty od gry. 33 kontakty z piłką to o cztery mniej niż Emiliano Martinez. Musiał głęboko cofać się po piłkę i czasem pomagał w obronie, ale brakowało go później z przodu. Zasługuje jednak na pochwałę za pracę bez piłki i fakt, że nie zrezygnował mimo marnego wsparcia zza pleców.

Guendouzi [3/5] – dobra zmiana. Zauważalnie podniósł tempo gry Arsenalu i widać było, że zależy mu na popchnięciu gry do przodu. Dokładny i energiczny, ale jeden taki pomocnik to zdecydowanie za mało.

Lacazette [2.5/5] – podobnie jak Martinelli. Odizolowany od grania, nie był w stanie znacząco pomóc drużynie.

Torreira [N/A] – grał za krótko. Poza tym nie wiem czy miał chociaż dwa razy piłkę.

Podsumowując, ten mecz można streścić w kilku fazach:

Cud, że jeszcze nie przegrywamy.

Cud, że nie przegrywamy.

Cud, że wygrywamy.

Dobrze, że mamy chociaż remis.

Cud, że nie przegraliśmy.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *