Publicystyka

Nadchodzi zbawienie?

Mamy w sobie, jako ogół, niebezpieczne pragnienie popadania ze skrajności w skrajność. Rzadko dostrzegamy pełne spektrum szarości pomiędzy bielą a czernią – szary jest dla nas nijaki, a któż z nas nie chce być zauważony i wyrazisty? Do gry po ciężkich kontuzjach wracają właśnie trzej zawodnicy bloku defensywnego – Rob Holding, Hector Bellerin i dopiero przecierający szlaki w Arsenalu Kieran Tierney. I nie mogą być to łagodne aklimatyzacje, a od razu wejścia diametralnie odmieniające postawę obrony The Gunners – z totalnego gówna lepiące skałę nie do przejścia dla największych tuzów futbolu. Tego właśnie wszyscy kibice Kanonierów od nich oczekują. Czy słusznie? I czy w ogóle mają ku temu podstawy inne niż życzeniowe?

Powtórzmy: Rob Holding, Hector Bellerin i Kieran Tierney. Transfer Wengera wyśmiewany przez większość “znawców” i sympatyków piłki nożnej, typ poniżany z powodu swojego osobliwego stylu bycia i krytykowany za brak przykładania się do gry i treningów kosztem swoich zainteresowań, a także młodzieniec, o którym jeszcze kilka miesięcy temu 90% z nas nawet nie słyszała – bo kto, z ręką na sercu, śledzi szkocką Premiership? To właśnie ta trójka niczym za dotknięciem magicznej różdżki ma odwrócić losy sezonu Kanonierów, zapewniając spokój w tyłach i więcej możliwości ataku. To właśnie w tej trójce upatruje się nadchodzące dla nas zbawienie! Po chwili zastanowienia pewnie część z Was popadnie w kolejną skrajność – ale ten Arsenal jest żałosny, że musi czekać na kilku gówniarzy ze znikomą pozycją w światowym futbolu jak na mesjasza… A co, jeśli prawda jest gdzieś pośrodku? Być może nie staniemy się od razu drugim Juve Allegriego, Atletico Simeone, ani nawet Chelsea Mourinho, ale też nie potrzebujemy kolejnych wzmocnień w obronie, bowiem gracze dawno zapomnieni i ledwo wychodzący dopiero z gabinetów medycznych są w stanie wznieść nas na dużo wyższy poziom? Co, jeśli Holding popełni kilka baboli kosztujących nas utratę bramek, Bellerin zostanie posadzony na dupie przez dynamicznego skrzydłowego, a Tierney nie zdąży wrócić do obrony po ofensywnym zapędzie i zostawi wolny korytarz dla rywali? Czy wtedy znów zacznie się jazda po Hiszpanie za jego dłuższe włosy albo stylową kurteczkę? Czy Anglik będzie nadawał się tylko do tarcia chrzanu w Boltonie? Czy wreszcie i Szkot doczeka się ciekawych inwektyw pod swoim adresem? Uwierzcie mi, to nie są moje wymysły, a komentarze po słabszych spotkaniach owych zawodników. Apeluję zatem – opanujmy emocje, ostudźmy głowy. To nie są bogowie, ale wydatnie wzmocnią oni naszą słabą prezencję w defensywie! Dlaczego? Już wyjaśniam. Merytorycznie. Na tyle, na ile pozwala mi moja wiedza i pamięć.

I’m sorry he didn’t cost 55 million

Jednym z największych problemów w postawie defensywnej ekipy Unaia Emery’ego jest moment po przejęciu piłki, kiedy trzeba ją umiejętnie i szybko przetransportować do drugiej linii. Remedium na całe zło miał być David Luiz i, choć faktycznie Brazylijczyk jest w tym elemencie doprawdy świetny, cały misterny plan tkania koronki od tyłu leci w pi…, kiedy tylko do rozegrania zmuszony jest Sokratis. Grek w tym aspekcie nigdy nie błyszczał, a od pewnego czasu ewidentnie jego pewność siebie jeszcze zmalała. Teraz jedyne, co mu wychodzi w tym elemencie, to uciekanie się do najprostszych środków, czyli walenie lagi na napastnika… Najgorzej, kiedy próbuje on realizować założenia i wymagania trenera – krótkie podania z “piątki” albo w tłoku po przejęciu czy przechwycie często okazują się być fatalnymi w skutkach minami, na które wsadza swoich kolegów z zespołu. Pod tym względem Holding to niewyobrażalny wręcz skok jakościowy. Opanowanie, mocny i dokładny pass, a także oczy dookoła głowy to największe atuty Anglika. Właśnie w tych aspektach zdecydowanie należy on do czołówki całej ligi. A wobec kontuzji Aymericka Laporte’a środek obrony Luiz – Holding bez cienia wątpliwości aspiruje do najlepszego duetu stoperów pod względem panowania nad piłką i dostarczenia jej do pomocników. Jeśli Emery zdecyduje się na tę dwójkę, wreszcie jego podopieczni będą dysponowali odpowiednimi umiejętnościami do realizowania jego pomysłu taktycznego na wprowadzanie piłki do gry krótkimi podaniami po ziemi. Czy będzie im to od początku wychodzić? To już całkiem inny temat. Ale przynajmniej będzie można od nich tego wymagać.

Drugą cechą Holdinga, którą absolutnie przewyższa Sokratisa grającego od początku sezonu pierwsze skrzypce w defensywie Arsenalu, jest jego zwrotność, mobilność i szybkość. To, w połączeniu ze zmieniającym się stale modelem typowego napastnika w Premier League na coraz szybszego i bardziej ruchliwego, dodaje kolejny punkt na konto Roba w bezpośrednim porównaniu z Grekiem.

Choć jego przewaga nie jest tu aż tak ogromna ze względu na aspekt gry defensywnej dość mocno powiązany z bieganiem – poruszanie się po boisku, kiedy w posiadaniu futbolówki jest oponent. Sokratis zdaje sobie sprawę ze swoich nieudolności i często nadrabia je dobrym czytaniem gry i odpowiednim ustawieniem. Z tym dużo większe problemy miewał przed kontuzją Holding. Niewykluczone, że w trakcie rekonwalescencji młody Anglik dużo pracował nad rozumieniem gry i taktycznymi aspektami. Co innego jednak teoria, a co innego boiskowa rzeczywistość. Holding nie jest jeszcze typem zawodnika, który może kierować blokiem defensywnym ze względu na swoje własne błędy w ustawieniu. David Luiz, mimo swojego ogromnego doświadczenia, również nie jest piłkarzem lubiącym bycie trzymanym w taktycznych ryzach. W tym wypadku akurat przebywanie obu tych graczy na murawie jednocześnie na tak newralgicznej pozycji może być czasami problematyczne.

Mimo to, wciąż pokusiłbym się o zdecydowane postawienie na Holdinga i ewentualne próby dobrania mu najodpowiedniejszego partnera do środka obrony w zależności od przeciwnika i sposobu gry, jaki podopieczni hiszpańskiego szkoleniowca mają przyjąć. W tym sezonie oglądaliśmy już różne połączenia: Chambers – Luiz, Sokratis – Luiz, Mustafi – Sokratis… Bardzo ciekawym rozwiązaniem paradoksalnie może być przeproszenie się z Niemcem i danie mu szansy współpracy z wracającym Robem, z którym przecież przed jego kontuzją doskonale się rozumiał i uzupełniał! Cóż, możliwości jest sporo – Emery stoi przed sporą zagwozdką. Na ten moment wiemy jedno – środek Luiz – Sokratis przy obecnym modelu rozgrywania nie ma prawa bytu, więc trzeba szukać innych rozwiązań. Moje wybory? Holding – Luiz w meczach, w których chcemy dominować lub zamknąć się na własnej połowie i atakować tylko z kontry; Holding – Mustafi w wyrównanych spotkaniach na szczycie; Sokratis – Chambers, kiedy trzeba będzie powalczyć fizycznie z wielkimi, silnymi graczami formacji ofensywnych. Patrzę na to, co właśnie napisałem i sam śmieję się pod nosem, w jak wielkim błędzie mogę być… Na szczęście, mnie za te wymysły nikt rozliczać nie będzie!

Obetnij te włosy, włóż normalne ciuchy, skończ pajacować i skup się na treningu

Łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Dobitnie przekonał się o tym chociażby Mustafi, a ostatnio doświadcza tego młody Ainsley Maitland-Niles. Bardzo szkoda mi Anglika, gdyż niejednokrotnie pokazywał, że dysponuje naprawdę sporym talentem, ale… Nikt jeszcze nie znalazł pomysłu, jak go odpowiednio wykorzystać. Od najmłodszych lat rzucany po różnych pozycjach – prawa obrona, lewa obrona, jedno czy drugie skrzydło, środkowy pomocnik, w pewnym momencie nawet defensywny! Wszędzie poprawnie, wszędzie z mankamentami. Jego inklinacje do gry ofensywnej są niepodważalne. Łatwość dryblingu “jak na bocznego obrońcę” jest porażająca. Ale – jak sam nieraz powtarzał – on nie jest obrońcą. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny – bo nie umie bronić. A to obrońcy, mimo ewolucji futbolu, nadal od czasu do czasu jednak się przydaje… Kiedy jego umiejętności gry obronnej nie są wystawiane na próbę, może rozwinąć skrzydła z przodu i często zalicza świetne występy. Problem w tym, że w nowym pomyśle na grę Unaia Emery’ego boczni obrońcy są obarczeni ogromną odpowiedzialnością za bronienie. Przy wykorzystaniu “diamentowego” ustawienia drugiej linii boczni obrońcy dostają do “obrobienia” hektary wolnego pola. Na ich barkach spoczywa wyciszenie ofensywnych zapędów skrzydłowych rywali, ale i wrzutki pod polem karnym przeciwnika. I niestety AMN się do tej roli kompletnie nie nadaje. Na horyzoncie pojawia się za to doskonałe wręcz uzupełnienie tej luki. Bellerin ze swoim przyspieszeniem, odwagą i nastawieniem na atak potrafi siać spustoszenie na prawej flance, jednocześnie oferując znacznie więcej w tyłach od Anglika. Hector dysponuje także całkiem niezłym dośrodkowaniem oraz potrafi dostrzec partnerów z drużyny wbiegających w drugie tempo na wycofaną piłkę. Skok jakościowy w porównaniu do obecnego stanu rzeczy po powrocie Hiszpana do wyjściowej XI powinien być niepodważalny i natychmiastowo zauważalny. A to, przez pryzmat ważności roli bocznego obrońcy w taktyce Emery’ego i jego zadań, może okazać się kluczowe w kwestii poprawy gry Arsenalu zarówno w defensywie, jak i z przodu.

Kto śledził media społecznościowe Hiszpana podczas jego powrotu do zdrowia, ten wie, jak istotny był to dla niego okres. Często mówi się, że piłkarz po tak długiej i poważnej kontuzji nigdy nie będzie już tak samo dobry. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że Hector po tej ośmiomiesięcznej wymuszonej przerwie będzie o niebo lepszy od swojej poprzedniej wersji. Miał on sporo czasu na przemyślenia, załatwianie spraw, których do tej pory nie mógł uporządkować. Wyczyścił głowę. Zaczął na poważnie zajmować się tym, co leży mu na sercu. Dojrzał. Popracował nad wzmocnieniem się nie tylko pod względem fizycznym, ale, co równie ważne, również mentalnym. Do tej pory Bellerin kojarzył się z zawodnikiem bardzo nieregularnym. Kapitalne występy przeplatał przeciętnymi, a nawet fatalnymi. Nie potrafił utrzymać wysokiej formy przez dłuższy czas. Coś mi mówi, że ten młodzieńczy etap ma już za sobą.

Skromny chłopak z Glasgow

A tak właściwie z Douglas – malutkiej mieściny na wyspie Man leżącej pomiędzy Wielką Brytanią a Irlandią. Jednak z Glasgow związany przez całą swoją piłkarską przygodę. Ulubiony stadion? Celtic Park. Ulubieni piłkarze? Bobo Balde i Henrik Larsson, oczywiście legendy Celticu. Ulubiony kolor? Numer? Potrawa? Serial? Celtic. Celtic. Celtic. I jeszcze raz, prawdopodobnie, Celtic. Jego przywiązanie do biało-zielonych barw jest doprawdy imponujące. Takie uczucia nie towarzyszą już współczesnym piłkarzom. Jego przeprowadzka do Londynu musiała być dla niego arcytrudną decyzją. A jednak zdecydował się dołączyć do ekipy The Gunners. I, jeśli tylko nos mnie nie myli, a w klubie wytworzy się odpowiednie środowisko pasujące Kieranowi zarówno czysto sportowo, jak i pozaboiskowo, zagrzeje on tu na długo. Szkot ma wszelkie predyspozycje, żeby stać się z miejsca nie tylko ulubieńcem trybun, świetnym zawodnikiem, ale wprost legendą klubu. Prostolinijny, maksymalnie skupiony na pracy, w pełni poświęcający się swoim obowiązkom, waleczny, a do tego skromny i cichy. To charakter jakich nie ma już we współczesnej piłce. No, może oprócz N’golo Kante, z którym Tierney mógłby śmiało przybić sobie piąteczkę.

Dla Szkota nie ma piłek straconych. Są tylko jeszcze nie odebrane. Mocno rzuca się w oczy jego determinacja. Z miejsca powinien on załatać dziury na lewej stronie obrony, które do tej pory zostawiał Kolasinac. Czy jednak będzie tak przebojowy do przodu jak Bośniak? O to również byłbym spokojny. Kto miał przyjemność oglądać pucharowy pojedynek Arsenalu z Nottingham Forest, z pewnością zauważył dynamikę i łatwość wygrywania pojedynków jeden na jeden w ofensywie. Ok, to był tylko przedstawiciel Championship, w Premier League na pewno będzie trudniej. Zgadza się. Ale tacy goście jak Tierney nie pękają przed żadnym wyzwaniem. Jestem pewien, że z tego chłopaka będziemy mieli baaaaardzo dużo pociechy. I to już niebawem.

Czyli może z Arsenalem nie jest tak źle…?

Każdy z wracających po kontuzji graczy powinien wydatnie przyczynić się do podniesienia jakości gry Kanonierów. I to nie tylko w obronie, ale też w ataku pozycyjnym oraz szybkim. Wreszcie rozegranie od stoperów przestanie przyprawiać nas o stany przedzawałowe. Wreszcie boczne strefy boiska nie będą autostradą dla przeciwników do bramki strzeżonej przez Leno. Wreszcie nasze ataki będą płynniejsze i bardziej zaskakujące. Czy będzie lepiej niż było? Myślę, że tak. Czy będzie idealnie? Jestem pewien, że nie. Ale wydaje mi się, że od teraz Kanonierzy nabiorą zupełnie nowego oblicza. I będzie to oblicze, na które będzie dało się patrzeć. Czasami nawet może z przyjemnością. Jeśli tylko znowu Unai czegoś nie wymyśli…

Facebook Comments