Oceny pomeczowe

Słodko gorzki smak remisu – czyli oceny za spotkanie Arsenal – Tottenham

Mocny początek i szybka strata bramki na 0:1. Ponowne przejęcie kontroli nad meczem, głupi błąd we własnym polu karnym i 0:2. Po utracie drugiego gola kibice Arsenalu marzyli o doprowadzeniu do wyrównania. Udało się to 20 minut przed końcem spotkania, ale Kanonierzy przechylić szali na swoją korzyść nie zdołali. Pozostał więc lekki niedosyt, ale biorąc pod uwagę, że piłkarze Arsenalu wracali z dalekiej podróży – ten punkt może stanowić powód do optymizmu. Jak spisali się poszczególni zawodnicy?

Bernd Leno 7/10 – niemiecki golkiper nie popisał się interwencją w 10. minucie kiedy odbił piłkę prosto pod nogi Eriksena. Na szczęście nie załamał się tym błędem i kilkukrotnie później ratował swoich kolegów skutecznymi paradami. Przy rzucie karnym nie mógł nic zrobić, więc można uznać, że za jedną niefortunną obronę zrehabilitował się z nawiązką.

Ainsley Maitland-Niles 6,5/10 – najjaśniejszy punkt w linii obrony. Szkoda, że rzadko włączał się do akcji ofensywnych, bo stanowił przy nich spore zagrożenie dla rywali. Niestety po tym jak drużyna doprowadziła do remisu, Anglik praktycznie przestał się pojawiać w ataku, a jeśli już znajdował się w okolicach pola karnego przeciwnika, nie wynikało z tego nic pozytywnego.

Sokratis 5/10 – kolejny kiepski mecz w wykonaniu Greka. Być może trudniej gra mu się w parze z Luizem, ale nie wygląda to najlepiej. Przy pierwszym trafieniu dla Kogutów zabrakło jego komunikacji z Xhaką i wydaje się, że większą uwagę mógł poświęcić Eriksenowi. Papa powinien wycałować prawy słupek bramki na Emirates, bo gdyby strzał Kane’a po odbiciu od słupka wylądował jednak w siatce, to gol obciążałby konto byłego stopera Borussii.

David Luiz 5,5/10 – po zawaleniu dwóch goli z Liverpoolem, Brazylijczyk notuje postęp. Tym razem zamieszany był tylko w jedno trafienie dla rywali. Za łatwo dał się wywieść w pole Sonowi i w efekcie Spurs przeprowadzili akcję zakończoną bramką Eriksena. Z pozytywów – udało mu się pierwszy raz uniknąć kartki.

Sead Kolasinac 6/10 – często podłączał się do ataku lewym skrzydłem. Niestety grał tak, jak do tego przyzwyczaił. Znakomicie pokazywał się do gry i stwarzał dodatkowe opcje w ofensywie, ale kiedy trzeba było podać lub dośrodkować, robił to niedokładnie. Raz zachował się odwrotnie, dograł w taki sposób, że piłka wpadła do bramki, ale chwilę wcześniej spalił przy podaniu Mkhitaryana, więc ostatecznie niczego dobrego nie zdziałał.

Granit Xhaka 3/10 – kapitan powinien ciągnąć za sobą cały zespół do góry, a nie ściągać w dół. Fatalne zachowanie we własnym polu karnym zaowocowało jedenastką dla gości. Wątpliwe, by zawodnicy Tottenhamu zdołali wycisnąć więcej z tamtej akcji, więc mocno utrudnił życie swoim kolegom z zespołu. Do tego często faulował i złapał żółtą kartkę. Szwajcar przyszedł do Arsenalu w sezonie 16/17 – co ciekawe, od tamtego czasu nikt nie spowodował większej liczby rzutów karnych niż on (5).

Lucas Torreira 6/10 – gol strzelony tydzień temu pozwolił wskoczyć Urugwajczykowi do pierwszego składu. Niestety, nie utrzymał dobrej dyspozycji i został zmieniony jako pierwszy. Emery wolał zdjąć Torreirę niż młodego Guendouziego i już wiadomo, że była to bardzo dobra decyzja. Mocno przeciętny występ, a wchodzący za niego Ceballos dał drużynie znacznie więcej.

Matteo Guendouzi 8/10 [MOTM] – kapitalne podanie ze środka pola w wykonaniu francuskiego pomocnika pozwoliło Arsenalowi wrócić do gry o komplet punktów. Dodatkowo sam mógł zdobyć gola, ale skutecznie przeszkodził mu w tym Lloris. Przy pierwszej bramce również miał swój udział, bo zanim piłka trafiła do Pepe, a później do Lacazette’a, Guendouzi wygrał kluczową przebitkę z Lamelą. Ogólnie zanotował kolejny niezły występ. Młodzian jest w tym sezonie najmocniejszym punktem w pomocy The Gunners i dobrze widzieć go w takiej formie. Jeśli dostanie więcej występów, czasu i swobody Arsenal może zyskać klasowego rozgrywającego.

Nicolas Pepe 7/10 – przebojowy, energiczny i pewny siebie. Iworyjczyk ponownie szalał na prawym skrzydle i szkoda tylko, że nie trafił do siatki, bo znów był blisko. Na szczęście podskoczył w punktacji kanadyjskiej, bo jego podanie na gola zamienił Lacazette. Mimo, że efekty liczbowe na razie podobne jak u Iwobiego, to Pepe ogląda się dużo przyjemniej. Nie boi się pojedynków i w efekcie potrafi stworzyć przewagę na skrzydle. Nic bardziej pewnego, że z taką grą liczby przyjdą same.

Pierre-Emerick Aubameyang 6,5/10 – strzelił wyrównującą bramkę, chociaż bardziej pasowałoby tu określenie ‘wepchnął’. Gabończyk przełamał się w meczach z Tottenhamem i zdobył swoją trzecią bramkę w tym sezonie. Teoretycznie napastników powinno się rozliczać tylko ze zdobytych bramek, więc nie można się przyczepić do ‘Auby’, bo gdy trafia to Arsenal punktuje.Na skrzydle radził sobie gorzej, później gdy został przesunięty na szpicę, jego gra się poprawiła.

Alexandre Lacazette 7,5/10 – trafienie Alexa przed przerwą wlało nadzieję w serca kibiców Kanonierów. W trudnej sytuacji poradził sobie z Alderweireldem i Vertonghenem i huknął nie do obrony, podwajając tym samym swój dotychczasowy dorobek bramkowy. Po tym jak dostał mizerną ilość czasu przeciwko The Reds, w tym meczu był bardzo aktywny. Angażował się nawet przy odbiorze piłki w strefie obronnej. Francuz jest w formie i aż szkoda, że czeka nas przerwa reprezentacyjna, chociaż z drugiej strony wyleczy drobny uraz, którego doznał i dalej będzie cieszył kibiców swoimi bramkami.


REZERWOWI:

Dani Ceballos 3,5/5 – takiego Hiszpana chcemy oglądać. Jego zadaniem było ożywić grę Arsenalu i od razu drużyna miała więcej możliwości w ofensywie. Lloris musiał się mocno natrudzić, by obronić jego niesygnalizowany strzał z dystansu, a co więcej to on rozpoczął akcję, po której padła bramka wyrównująca. Po kiepskim występie na Anfield zalicza dobre zawody na Emirates. Może sprzyjająca mu publiczność dobrze na niego wpływa. Udane dryblingi, celne podania to coś co go wyróżniało i temu występowi znacznie bliżej było do meczu z Burnley niż z Liverpoolem.

Henrikh Mkhitaryan 2/5 – a to i tak może za wysoka ocena. ‘Miki’ dobrze pokazywał się do gry i miał kilka okazji wpłynąć znacząco na przebieg meczu, ale za każdym razem zachowywał się wręcz okropnie. A to niecelnie podawał, a to źle przyjął, a to ktoś go przepchnął. Na szczęście nie będziemy musieli oglądać go w tym sezonie więcej w barwach Arsenalu i może to dobrze. Zdążył rozegrać 111 minut w trzech meczach i wszystkie tak samo słabe. Lepiej dać szansę choćby Martinelliemu albo komuś z wychowanków niż reanimować trupa.

Autor: Patryk Jurys

Facebook Comments