Oceny pomeczowe

Oceny: Mustafi vs Crouch, czyli zawody w obróbce drewna!

Zadanie wykonane? Ciężkie do rozpatrzenia pytanie z wielu aspektów. Arsenal zdołał pokonać Burnley 1:3, jednak nie przełożyło się to w żadnym stopniu na końcowy układ w tabeli. Wystarczyło wygrać jedno z domowych spotkań u siebie i moglibyśmy się cieszyć z TOP4 w lidze… Optymistycznie w każdym razie udało się odprawić Burnley, które jak wiadomo na Turf Moore nie jest łatwym przeciwnikiem. Wiele ciekawych wniosków udało mi się wyłapać z tego spotkania zwłaszcza odnośnie postaci, które w Baku mogą okazać się kluczowe. Cały sezon poddam ocenie dopiero po spotkaniu finałowym z Chelsea, albowiem wtedy dopiero okaże się, czy Emery zdołał wykonać powierzone mu zadania.

Bernd Leno [7/10] – Wyniki się zmieniają, klasa Bernda pozostaje! Zaliczył kilka efektownych interwencji, starał się kontrolować poczynania kolegów w obrębie pola karnego, czasami naprawiając ich błędy. Bardzo ważny punkt w drużynie Emery’ego.

Stephen Lichtsteiner [6/10] – Nie było tak tragicznie. W swoim prawdopodobnie ostatnim występie z z armatką na piersi Szwajcar spisał się nadspodziewanie dobrze, przez co rozumiem nie spartolenie niczego. Do bólu poprawny, nie popełnił większych błędów, dlatego ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić. Wieku nie da się oszukać, wypada jedynie podziękować mu za ten rok w koszulce Arsenalu, i otworzyć mu drzwi wyjściowe z klubu, bo – jakkolwiek próbowalibyśmy bronić Szwajcara – nie jest to już zawodnik na poziomie aspiracji Arsenalu.

Skhodran Mustafi [5/10] – Mój ulubiony obręb tekstu to ten poświęcony ocenie Niemca. Nie będę na próżno rzucał epitetami, gdyż każdy doskonale wie, że Mustafi to istny Da Vinci gry w defensywie. Udowodnił to chociażby swoim przebiegłym i genialnym kryciem podczas utraty bramki na 1:2. Nie radził sobie w pojedynkach z napastnikami gospodarzy, Barnesem i Woodem. Należy mu jednak oddać, że to jedynie dzięki jego świetnej interwencji Matthew Lowton nie otworzył wyniku spotkania w pierwszej połowie. Mamy szczerą nadzieję, że była to jego ostatnia ocena w tym klubie.

Konstantinos Mavropanos – Młody Grek z uwagi na uraz zagrał tylko 34 minuty, przez co ciężko ocenić jego grę. Wszedł w mecz przyzwoicie, trudno powiedzieć jak wyglądałby cały mecz w jego wykonaniu. Myślę, że idealną opcją dla Mavropanosa w przyszłym sezonie byłoby wypożyczenie.

Nacho Monreal [6,5/10] – Solidne zawody w wykonaniu Hiszpana. Monreal zaliczył 5 interwencji oraz wykonał na swojej stronie kawał dobrej roboty razem z Alexem Iwobim.

Mohamed Elneny [5/10] – Dziwny jest ten typ. Czy da się być niewidocznym na boisku, ale mimo tego rozegrać dobre zawody? Otóż możecie się zdziwić, ale Elneny tak potrafi! Prawdopodobnie głównym składnikiem składającym się na dobry występ Momo było po prostu nie zepsucie niczego. Kamyczkiem do ogródka Momo zdecydowanie powinno być jego ustawianie, gdy Arsenal jest przy piłce – ustawienie, które spowalnia grę Kanonierów i hamuje jej płynność, z czym Elneny ma problem od dawna, i od dawna nie potrafi z tego wyciągnąć wniosków.

Mattéo Guendouzi [7,5/10] – Bardzo dobre spotkanie w wykonaniu Francuza. Guendouzi wziął na siebie pełną odpowiedzialność w środku boiska, niektóre jego podania były wręcz idealne, widać było, że czuł się bardzo pewnie i swobodnie.

Joe Willock [7/10] – Było mi dane oglądać młodego Anglika w akcji już nie pierwszy raz w tym sezonie i za każdym razem po jego występie odczuwałem sporą satysfakcję. Nie inaczej było i tym razem! Willock był bardzo blisko zdobycia ślicznej bramki, wyglądał na tyle dobrze, że Emery po prostu musi zacząć wystawiać częściej tego chłopaka! Genialny powiew świeżości i ogromny potencjał.

Henrikh Mkhitaryan [4,5/10] – Znowu niedosyt, znowu nie to, czego trzeba oczekiwać od zawodnika na tym poziomie… Henrikh, co prawda stwarza sytuacje, jednak przeplata to bardzo często z tragicznymi stratami, czy chociażby przeciętnymi dośrodkowaniami. Ma problemy z przyspieszeniem, zwinnością i zwrotnością, potrafi zniknąć na całe fragmenty spotkania. Lubię Ormianina, lecz za te pieniądze należy ściągnąć kogoś zdecydowanie bardziej odpowiedniego na poziom Arsenalu.

Alex Iwobi [7/10] – Prawdopodobnie podczas wszystkich ocen, które dotychczas napisałem nigdy nie byłem aż tak usatysfakcjonowany występem Nigeryjczyka. Iwobi miał świetną drugą połowę, nawet pokuszę się o stwierdzenie, że był jedną z kluczowych postaci. Oczywiście można zarzucić mu bycie po prostu typowym sobą w pierwszej połowie (czyt. bezgłowym kurczakiem machającym nogą nad piłką w agonii), jednak dwie asysty i o wiele lepsza gra w drugiej połowie zdecydowanie napawają optymizmem na przyszłość w przypadku Alexa. Na pewno nie jest pierwszym do odstrzału z zespole Arsenalu, i posiada potencjał, który nadal można ukierunkować w dobrą stronę.

Pierre-Emerick Aubameyang [9/10] [MOTM]Rozstrzelał się jak wściekły! Oczywiście, powinien mieć tych bramek na koncie o wiele więcej, jednak w tym sezonie udało się Gabończykowi ustrzelić aż 31 goli, w czym 22 bramki, które zdobył w lidze dały mu koronę króla strzelców! Pierre to światowy top napastników, co niepodważalnie potwierdził tym sezonem. Możemy narzekać, że Gabończyk marnuje sporo sytuacji, jednak sposób i łatwość z jaką do nich dochodzi jest wręcz niebywała. Chapeau bas panie Aubameyang!

Zmiennicy:

Laurent Koscielny [7/10] – Czuję, że bez Lolo ten mecz mógłby potoczyć się zdecydowanie gorzej. Koscielny jak zwykle bardzo solidnie, jednak najważniejsze jest to, że uniknął kontuzji podczas pojedynku z Barnesem. Serce stanęło mi w milisekundzie, a przed oczami miałem uśmiechniętego Niemca na środku obrony, stojącego naprzeciw Edena Hazarda wbiegającego w pole karne Arsenalu. Nie polecam, makabryczne przeżycie.

Eddie Nketiah [4/5]- Kolejny młody zawodnik, który udowadnia swoją klasę i potencjał. Po wejściu na boisko starał się za wszelką cenę udowodnić, że zasługuje na występ na poziomie Premier League. I w gruncie rzeczy mu się to udało! Dobrze było zobaczyć Eddiego cieszącego się ze swojej pierwszej bramki na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Anglii. Należy go zdecydowanie bacznie obserwować, bo to właśnie Eddie może sprawić, że nie będziemy przesadnie płakać po stracie Danny’ego Welbecka, nie musząc zastępować go kimkolwiek innym z uwagi na obecność w drużynie Kanonierów utalentowanego Anglika.

BONUS:

Mesut Özil [10/10] – Ten mecz w Fortnite był klasowy, rozegrany po profesorsku.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się



Autor: Michał Kesler

Facebook Comments