Oceny pomeczowe

OCENY: Valencia 2-4 Arsenal

Valencia przed własną publicznością stawiała wszystkim rywalom bardzo wysokie wymagania. Nie wygrała tam Barcelona, nie wygrał Real, nie wygrała Sevilla, ani Manchester United. Ostatnia porażka gospodarzy na Estadio de Mestalla miała miejsce już grubo ponad rok temu. Aż w końcu wpadł tam duet Laca-Auba i po prostu pozamiatał!

Petr Cech [6,0/10] – puścił dwa gole, a mimo to, przez większość wieczoru pozostawał bezrobotny. Za stracone bramki raczej nie może być obwiniany – no, ewentualnie przy drugiej mógł jakimś cudem wybić plączącą się pod nogami Gameiro futbolówkę.

Ainsley Maitland-Niles [5,0/10] – genialna asysta przy golu na 2:3 na dobre zamykającym tę rywalizację. Ale poza tym… Naprawdę kiepsko to wyglądało z tyłu. Dawał się ogrywać parokrotnie, a Gaya, czy Guedes namiętnie korzystali z jego słabszej dyspozycji, przeszywając obronę The Gunners lewą flanką.

Sokratis [6,5/10] – źle wszedł w mecz, nie radząc sobie z asekuracją przegrywającego pojedynki Maitlanda-Nilesa. Natomiast z czasem jego gra wyglądała coraz lepiej, a w drugiej połowie był prawdziwą ostoją defensywy, blokując bardzo szczelnie dostęp do bramki. Oprócz… Gola na 2:2, kiedy to nie zdołał przeciąć piłki zmierzającej pod nogi Gameiro.

Laurent Koscielny [7,0/10] – najrówniejszy i najsolidniejszy z całego bloku defensywnego londyńczyków. Nie popełniał błędów, był trudny do przejścia, a wygranie z nim pojedynku główkowego stanowiło spory problem nawet dla Gameiro.

Nacho Monreal [3,5/10] – zaspał przy pierwszym golu, odpuszczając krycie do końca czającego się w polu karnym Kevina Gameiro. Zaspał także przy drugim, kiedy pozwolił Parejo zagrać piłkę pomiędzy niego a wahadłowego Kolasinaca, co jest absolutnie niedopuszczalne w grze w tym systemie. Dla kontrastu, bardzo korzystnie wyglądał w rozegraniu, a także nie miał kłopotów z przestawieniem się na grę na lewym boku obrony po zejściu Kolasinaca.

Sead Kolasinac [4,5/10] – błąd Monreala to jedno, ale lwią część winy za drugą straconą bramkę należy przypisać właśnie Bośniakowi, gdyż ustawił się zdecydowanie za szeroko i kompletnie się wyłączył. W ofensywie przeciętnie, bez fajerwerków. Opuścił murawę z kontuzją – miejmy nadzieję, niezbyt groźną.

Lucas Torreira [6,5/10] – żywy, energiczny, walczący. W początkowych momentach energia rozpierała go aż do przesady, co sprawiało, że kilka razy został złapany poza swoją pozycją. To od jego przejęcia i podania zaczęła się akcja, którą Lacazette zakończył trafieniem na 1:2.

Granit Xhaka [5,5/10] – nie był w stanie wywrzeć konkretnego wpływu na grę Arsenalu w ataku. Z tyłu zabezpieczał środek pola całkiem przyzwoicie.

Mesut Ozil [6,0/10] – nie był dostatecznie wykorzystywany przez partnerów. Dostawał stosunkowo mało piłek od partnerów ze środka pola. Zdołał posłać kilka ciekawych podań, choć na pewno stać go na więcej.

Alexandre Lacazette [9,0/10] – wygrał kluczową główkę, asystując w ten sposób przy pierwszym trafieniu Aubameyanga. Na otwarcie drugiej połowy kapitalnie obrócił się z rywalem na plecach i huknął nie do obrony, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Kolejny fantastyczny występ Francuza!

Pierre-Emerick Aubameyang [10,0/10] – perfekcyjny występ Gabończyka. Kiedy mogliśmy zastanawiać się, czy zasługuje na najwyższą notę, ten wziął i przygrzmocił nie do obrony nad głową Neto, kompletując swojego pierwszego hattricka z armatką na piersi. Gdyby jego popisów w ofensywie jeszcze było komuś mało – niesamowicie harował, zakładając na obrońcach Valencii wysoki pressing. GENIALNY mecz, który powinien znaleźć się w podręczniku piłkarskim pt. “Jak powinien grać nowoczesny napastnik”. Do spółki z Lacazette’em załatwili Nietoperze i dali nam miejsce w finale.

Rezerwowi:

Henrikh Mkhitaryan [3,5/5] – zaliczył bardzo ładną asystę przy golu Auby ustalającym wynik spotkania. Poza tym, niewiele wniósł do gry Arsenalu, ale i też niewiele trzeba było już wnosić.

Skhodran Mustafi [3,0/5] – skutecznie zastąpił kontuzjowanego Kolasinaca, wprowadzając do środka defensywy potrzebny jej spokój.

Matteo Guendouzi [-/5] – to od jego klepki z Aubameyangiem rozpoczęła się akcja bramkowa na 2:4. Nic więcej w zasadzie nie zdążył zrobić, bowiem na murawie przebywał tylko kilka minut.

Facebook Comments