Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 3-1 Valencia

Wielu obawiało się o losy tego meczu. Pierwsze minuty nie napawały optymizmem. Po fatalnym początku i stracie gola Kanonierzy zdołali jednak zakasać rękawy i w świetny sposób odpowiedzieć rywalom aż trzema trafieniami, co znacząco przybliżyło ich do awansu do finału tegorocznej Ligi Europy.

Petr Cech [7,5/10] – zaliczył kilka zgrabnych interwencji na przestrzeni całego meczu, ale najważniejsza była jego obrona w sytuacji oko w oko z Kevinem Gameiro jeszcze przy stanie 2:1. Czeski golkiper pożegnał się z Emirates Stadium naprawdę godnie. Przy straconej bramce był bezradny.

Ainsley Maitland-Niles [5,0/10] – zaczął strasznie nerwowo. Kilka głupich strat w pierwszych minutach nałożyło na niego sporą presję, z którą sobie nie radził. Moment kulminacyjny nastąpił w 15. minucie, kiedy to w nieodpowiedzialny sposób starał się główkować do Cecha, co przeciął jeden z zawodników gości – na szczęście posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. Od tej pory grał już zdecydowanie lepiej, choć nadal nie porywał.

Skhodran Mustafi [7,5/10] – Niemiec wreszcie zaliczył bardzo udane zawody. Wygrywał większość pojedynków w defensywie, ofiarnie blokował uderzenia z dystansu i dośrodkowania, zmyślnie przeszkadzał rywalom w oddawaniu strzałów, nie dawał się ogrywać żadnymi zwodami i przede wszystkim wystrzegał się nierozważnych fauli. Trochę gorzej wyglądał w wyprowadzeniu i rozegraniu.

Sokratis [5,5/10] – nie wyglądał czwartkowego wieczoru tak solidnie, jak nas do tego przyzwyczaił. Wydawało się, że miał momenty, w których się wyłączał. Całkowicie zgubił krycie na długim słupku przy rzucie rożnym, po którym padł gol na 0:1.

Laurent Koscielny [8,0/10] – przez długi fragment spotkania zmagał się nie tylko z rywalami, ale i kontuzją. Zaciskał jednak zęby i do samego końca dawał z siebie sto procent, dając jasno do zrozumienia, ile znaczy dla niego opaska kapitańska. Na jego koncie parę fantastycznych wślizgów przerywających groźne akcje Valencii, kilka bloków i ważnych interwencji głową. Jedynym kamyczkiem do ogródka nieupilnowanie Gameiro w końcówce spotkania, co mogło słono kosztować The Gunners.

Sead Kolasinac [6,5/10] – kapitalnie znajdywał sobie przestrzenie i wolne korytarze na lewej flance, lecz wprost odwrotnie radził sobie z piłką przy nodze. Jego dośrodkowania w tym meczu absolutnie nie trafiały do adresatów, wstrzelenia w pole karne kompletnie rozmijały się z intencjami napastników… Aż w końcu w ostatnich sekundach meczu zagrał taką “malinkę” na Aubameyanga, że cała irytacja jego wcześniejszymi zagraniami poszła w niepamięć. Szkoda, że wcześniej nie był tak kreatywny, bo można było stworzyć znacznie więcej zagrożenia pod bramką Neto.

Matteo Guendouzi [6,0/10] – zagrał OK. Nic specjalnego. Ale też nie popełniał drastycznych błędów. Jak zwykle, kreatywnie i odważnie rozgrywał. Jego problemem jest natomiast gra bez piłki, zwłaszcza w defensywie. Często jest łapany na niepoprawnym ustawieniu, co sprawia, że przeciwnicy dostają sporo wolnej przestrzeni. Być może właśnie dlatego został zmieniony w pierwszym kwadransie drugiej połowy.

Granit Xhaka [7,5/10] – fatalny początek – podania prosto pod nogi piłkarzy Valencii, niedopilnowany przez niego Diakhaby strzela gola na 0:1, a na twarzy Szwajcara widać dużą dezorientację. Na szczęście, zdołał wyjść z tego kryzysu i wrócić do meczu w wielkim stylu. Kapitalnie obsłużył Lacazette’a dośrodkowaniem z dalszej odległości, notując tym samym asystę przy drugim trafieniu Francuza. Chwilę potem podobne podanie posłał do Aubameyanga, a ten chybił minimalnie. Dyktował tempo wszystkich akcji Kanonierów, dobrze ustawiał się w defensywie – był w stanie wygrać rywalizację o środek pola.

Mesut Ozil [6,5/10] – spokojny, cichy wieczór w wykonaniu naszej “dziesiątki”. Dawał radę, ale fajerwerków nie było.

Pierre-Emerick Aubameyang [9,0/10] – znakomite zachowanie przy pierwszej bramce, kiedy po koleżeńsku obsłużył Lacazette’a. Jeszcze lepsze przy jego własnym golu w ostatnich sekundach spotkania, którym całkowicie zgubił kryjącego go obrońcę i wykończył wcale nie taką prostą piłkę. Ogólnie na jego grę patrzyło się z dużą przyjemnością. Do spółki z Francuzem do upadłego harowali w defensywie, naciskając na obrońców i bramkarza.

Alexandre Lacazette [9,0/10] – otarł się o “dyszkę” za swój występ, ale to, co zrobił najpierw po miękkiej wrzutce Auby (nieudana próba główki), a później po nieudanym strzale Kolasinaca, wołało o pomstę do nieba. Całe szczęście, że Kanonierom udało się wcisnąć w końcówce trzecią bramkę, bo w innym wypadku, mimo genialnego występu, za te dwie zmarnowane setki, koledzy z drużyny, a przede wszystkim kibice, chcieliby go chyba rozszarpać. Oprócz tego, wychodziło mu tego dnia po prostu wszystko. Niezmordowany w pressingu, cały czas pod grą, skuteczny w dryblingu, oddający groźne strzały, podejmujący właściwe decyzje. Razem z Aubameyangiem ponieśli tego dnia Arsenal na swoich plecach.

Rezerwowi:

Lucas Torreira [3,5/5] – załatał luki, które tworzyły się podczas gry Guendouziego. Przecinał podania, odbierał, nieco “podostrzył” grę Arsenalu, co było w tym czasie bardzo potrzebne.

Henrikh Mkhitaryan [3,0/5] – swoim wejściem dał pozytywny impuls do ataku, który udało się przekuć na trzecie trafienie. A wszystko to zaczęte jego odważnym rajdem zakończonym strzałem.

Nacho Monreal [-/5] – zastąpił na ostatnie minuty niedomagającego zdrowotnie Koscielnego.

Facebook Comments