Aktualności Oceny pomeczowe

Oceny: Everton – Arsenal

„Mamy najłatwiejszy terminarz całego TOP4!”- takie optymistyczne głosy były czymś zupełnie normalnym wśród środowiska kibiców Arsenalu. Na nasze nieszczęście, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te głosy już przy pierwszym podejściu. Żałosny występ Kanonierów w niebieskiej części Merseyside przyćmił pozytywne wrażenie z ostatnich miesięcy, oraz wymusił na kibicach refleksje odnośnie tego, co czeka Arsenal w następnych kolejkach. Na w teorii „gładkiej” drodze do Ligi Mistrzów zaczynają powstawać wyboje. Pozostaje wierzyć, że Pan Hiszpan odmieni naszą drużynę na wyjazdach, inaczej jedyną alternatywną drogą do LM pozostanie nam Liga Europy…

Bernd Leno [7/10] – Jeden z najjaśniejszych punktów drużyny Emery’ego w tym spotkaniu. Bernd od dłuższego czasu prezentuje światowy poziom, jednak nawet najlepszy bramkarz świata bez obrony dużo nie ugra… Przytłaczające jest to, iż Leno miał w tym spotkaniu więcej pracy, aniżeli stojący po drugiej stronie boiska Jordan Pickford. Dokąd zmierzamy?

Skhodran Mustafi [3/10] – Niemieckie koło fortuny! Możemy śmiało wyróżnić około trzy tryby Mustafiego: tragiczny, słaby, przeciętny. Chętnie dopisałbym „dobry”, ale takowy pojawia się w tym sezonie tak często jak wygrane Arsenalu na wyjazdach.  Klasyczny Skhodran – niby wszystko świetnie idzie, ale w jednej chwili mózg nie daje rady i zaczyna się festiwal „świetnej” gry w obronie – bardzo dużo niedokładności, częste objeżdżanie przez Bernarda, więcej szczęścia niż rozumu przy faulu na Calvercie-Lewinie, za który – bądźmy szczerzy – powinien ujrzeć czerwoną kartkę. Zastanawia mnie także sposób, w jakim Skhodran porusza się po boisku – truchtanie do kolejnych piłek to na pewno nie jest postawa godna Premier League.

Sokratis [5,5/10] – Przynajmniej się starał. Papa zdołał zablokować kilka strzałów, był – jako jedyny – w miarę stabilny w defensywie (nie licząc Bernda), jednak wyłapał żółtą kartkę, która w jego wypadku skutkuje dwumeczowym zawieszeniem. Cóż, wyjazdowe mecze z rywalami spoza Top Six nabierają zupełnie innego wymiaru bez Greka na tyłach…

Monreal [3/10] – Wieku niestety da się oszukać, a u Nacho w tym spotkaniu dawał się on wyraźnie we znaki. Richarlison objeżdżał Hiszpana niczym Karol Krawczyk przystanki tramwajowe. Monreal często tracił, nie był w stanie nadążyć za tempem akcji, oraz popełniał niepotrzebne błędy. Kilkukrotnie został wręcz opluty przez Brazylijczyka, w sposób, który na pewnym poziomie po prostu nie przystoi – chcemy czy nie, czas Mr. Consistent w Arsenalu powoli dobiega końca.

Ainsley Maitland-Niles [1/10] – W poprzednich ocenach podkreślałem swój podziw dotyczący gry młodego Anglika –  grał przebojowo, pewnie, bez większych błędów. W meczu z Evertonem postanowił jednak udowodnić, że o jego formie nadal można powiedzieć wiele rzeczy, wyłączając określenie „stabilna”. Zagrał tragicznie, był – cytując wybitnego eksperta sportowego – „Cienki jak sznurek od snopowiązałki”. Oczy krwawiły podczas każdego jego kontaktu z piłką  (po sieci krąży jego wybitny wyrzut z autu, polecamy sprawdzić), sprawił, że Bernard wyglądał co najmniej jak Leo Messi w swojej najlepszej formie.

Mohamed Elneny [4/10] – Mimo zagranych 45 minut zdołałem się utwierdzić w przekonaniu, że Elneny to nie jest zawodnik, który pasuje umiejętnościami do Arsenalu. Widać, że Momo chciałby być Granitem Xhaką, dostosował się nawet do Szwajcara w tempie i zwinności poruszania po boisku, jednak ewidentnie brakuje mu tych kilku zalet, dzięki którym to Xhaka, a nie Elneny jest kluczowym elementem składu Arsenalu – umiejętności dobrego ustawienia, rozdzielania piłek, widzenia wielu rzeczy na boisku. Kolejny zawodnik, któremu ewidentnie wypadałoby podziękować po sezonie.

Mattéo Guendouzi [4/10] – Francuski Mastermind, któremu klepka strzeliła już w pierwszych minutach. Jak stać się bezużytecznym defensywnym pomocnikiem w pięć minut? Należy bardzo inteligentnie sfaulować w niewymagającej jakiegokolwiek kontaktu sytuacji w rezultacie otrzymując żółtą kartkę. Przez większość spotkania błąkał się po boisku jak zdekapitowany kurczak, który nie ma pojęcia co robić. To, co uderzało mnie najmocniej, to właśnie nieporadność, oraz momentami wręcz niechlujne podania Guendouziego – zdaję sobie sprawę, że gość ma zaledwie dziewiętnaście lat, ale po przegraniu prawie całego sezonu w Premier League, jakieś minimum trzeba spełniać. Krytyka to integralna część tego sportu, i musi ona dosięgnąć także nasze złote dziecko. Dostał solidną lekcję fachu od swojego vis a vis – André Gomes kompletnie zdominował Francuza, pokazując, jak długa droga czeka jeszcze byłego zawodnika Lorient.

Sead Kolašinac [3,5/10] – Sead także nie wniósł do gry Arsenalu niczego, co mogłoby wzbudzić we mnie poczucie chęci docenienia jego występu. Po 45 minutach opuścił boisko z celnością podań na poziomie 53%. Dawał mało wsparcia na lewej stronie Nacho Monrealowi, któremu pojedynki z Richarlisonem ewidentnie nie szły. Jak wyglądało dziewięćdziesiąt procent akcji w pierwszej połowie? Prezentujemy poniżej.

Mesut Özil [4/10] – Najważniejszą akcją, którą przeprowadził Özil, był rzut kurtką. Oczywiście, trzeba mu oddać to, że rzut był idealnie wymierzony, oraz wyprowadzony w nieszablonowy sposób. Widać było momentami chęci, jednak w minionym meczu chęci to za mało. Zero wykreowanych sytuacji, zero strzałów, zero fauli na Mesucie, jedna rzucona kurtka. Faktem jest jednak, że był on ustawiony zdecydowanie za głęboko, nie na swojej nominalnej pozycji „10”.

Henrikh Mkhitaryan [3/10] – Jedyną rzeczą, jaką zapamiętałem z występu Ormianina był kąśliwy, płaski strzał, który niemalże znalazł światło bramki. Wyłączając jednak to uderzenie, Henrikh nie pokazał kompletnie nic poza kilkoma stratami i nieudolnymi próbami dryblingu. Bardzo słaby występ, w okresie, kiedy – jak mogło się wydawać – był on w dobrej formie.

Alexandre Lacazette [5,5/10] – Od początku defensywa była skupiona na Alexie, co Francuz brutalnie odczuł na własnej skórze. Był tępiony, wycinany równo z trawą, obrońcy Evertonu nie ustępowali mu na krok. Z całą sympatią dla Lacazetta, jest jednak rzecz, za którą muszę go zganić – miał swoją sytuację w drugiej połowie, okazję którą napastnik klasy Alexa musi zamienić na bramkę. Laca odzwierciedlał grę Arsenalu w tym spotkaniu niemalże idealnie –był on równie niemrawy co cała ekipa Kanonierów.

Rezerwowi:

Aaron Ramsey [3/5] – Rambo wszedł, zaczął robić swoje, jednak miał za dużo obowiązków. Tak samo jak Lacazette, miał okazję do zdobycia gola, jednak fatalnie spudłował w dość prostej sytuacji. Doceniam zaangażowanie, charakter i wolę walki, którą Aaron wniósł na boisko w drugiej części spotkania.

Pierre Emerick Aubameyang [2,5/5] – Kilka wrzutek, kilka sprintów i nic poza tym. Gabończyk miał być tym, który odmieni losy tego spotkania, jednak wtopił się on w tło drużyny. Nic nie wynikało z jego gry.

Alex Iwobi [3/5] Wejście Alexa naprawdę ożywiło Arsenal, chociaż w momentach, w których był on przy piłce – stworzył kolegom dwie niezłe sytuacje, które mogły (a nawet powinny), zakończyć się bramką dla Kanonierów.

Autor: Michał Kesler

Facebook Comments