Publicystyka

Armatkowy powrót do źródeł

Dziś w świecie przeładowanym informacjami musimy nauczyć się odpowiednio selekcjonować treści, które do nas docierają. Wszystko to sprawia, że szukamy przede wszystkim konkretów. Jasno, przejrzyście, krótko, sucho… Do tego też dążyliśmy ostatnio dla Was jako portal – zwięzłe newsy i niedługie formy całkowicie zdominowały Armatki. Po długotrwałej przerwie związanej z tym przedefiniowaniem kierunku, w którym chcemy dążyć, doszliśmy do wniosku, że… To jednak nie wystarcza. Dlatego też wracamy do naszych korzeni. Piłka to przede wszystkim emocje. I my te emocje chcemy Wam na nowo zacząć sprzedawać.

Wielu z Was może już zupełnie nie pamiętać, że Armatki z założenia nigdy nie były portalem informacyjnym, a blogiem. Niepoprawnym, czasem ostrym, niewyważonym, nieregularnym, ale zawsze blogiem, który obfitował w całą paletę uczuć – od zachwytu, wzruszenia i podniecenia, przez zawód i bezsilność, aż do złości, napięcia i potężnych nerwów. Bez półśrodków. Bez ograniczeń. Bez dziennikarskiego warsztatu, ogłady ani obyczajów. Co w sercu, to na języku. W ciągu tygodnia Arsenal z najwspanialszego zespołu we wszechświecie potrafił obrócić się dla nas w najgorsze ścierwo. A to wszystko dzięki potężnemu związkowi emocjonalnemu z klubem. Bo nigdy nie byliśmy nikim więcej, jak tylko piźniętymi na punkcie The Gunners kibicami. Zupełnie tak, jak Wy.

Na przestrzeni tych kilku ładnych lat Armatki ewoluowały, wraz z rozwojem mediów społecznościowych zmieniał się także nasz odbiorca. Żądał czegoś więcej. Chciał faktów. A my w tej pogoni za informacją gdzieś po drodze zagubiliśmy trochę naszą tożsamość. I teraz chcemy trochę odkurzyć tę romantyczną sekcję naszej amatorskiej redakcji. Nie kosztem newsów, lecz obok nich, dodatkowo. By przypomnieć sobie, jak to było. I dać Wam coś naprawdę od siebie, a nie tylko przekazywać zaczerpniętą z różnych źródeł wiedzę.

Zdajemy sobie sprawę z naszych nieumiejętności. Popełniamy wiele błędów różnej maści i nie staniemy się nagle drugim Pawłem Zarzecznym, czy innym wybitnym felietonistą. Nie zagwarantujemy zawsze malowniczych opisów naszych odczuć, ani celnych puent. Jedyne, co możemy obiecać, to, że przedstawimy Wam cząstkę siebie. Niedoskonałą, niestabilną, ale szczerą i pełną fascynacji piłką. Kto z Was tylko będzie miał ochotę czytać te nasze wypociny, zapraszamy o stałej porze: co środę, 5 o’clock, po angielsku. Circa about. Jak się uda. Praca, szkoła, rodzina – sami wiecie.

I jeszcze jedno. Jeżeli też czujecie w sobie pragnienie podzielenia się swoimi okołoarsenalowymi przemyśleniami na forum publicznym, napiszcie – najlepiej na naszego Facebooka. Chętnie porozmawiam i spróbuję pomóc w odpowiedni sposób ukierunkować Waszą pasję. Do zo!

Facebook Comments