Oceny pomeczowe

OCENY: Liverpool 5-1 Arsenal

Powiedzieć, że Kanonierzy nie popisali się w kończącym 2018 rok spotkaniu z Liverpoolem, to nic nie powiedzieć. Podopieczni trenera Kloppa nie musieli się specjalnie wysilać, gdyż każde z ich pięciu trafień to w 90% “zasługa” The Gunners. Nikt nie mógłby być zły na zawodników Arsenalu o porażkę na Anfield, ale kompromitacja, jakiej byliśmy wczoraj świadkami sprawia, że krew w armatkowych żyłach po prostu się gotuje.

Bernd Leno [5,0/10] – pomimo przyjęcia ‘piątki’, wykonał swoją robotę należycie. Kilka dobrych interwencji, przy straconych bramkach za każdym razem nie miał zbyt wiele do powiedzenia.

Stephan Lichtsteiner [0,0/10] – CO TO BYŁO? Właśnie w celu uniknięcia takich występów w wykonaniu nieopierzonych juniorów Szwajcar został sprowadzony na the Emirates Stadium. Niewyobrażalnie złe ustawianie się, łamanie podstawowych zasad gry w defensywie. Gdyby ktoś potrzebował materiały szkoleniowe pt. “Jak nie ma prawa grać prawy obrońca?”, zapraszamy do obejrzenia skrótu sobotniego spotkania na naszej stronie.

Skhodran Mustafi [0,0/10] – do spółki z Lichtsteinerem idealnie nadawali się wczoraj do obsadzenia głównych ról w “Głupim i głupszym”, przy czym Niemiec był w dodatku chyba tym drugim. Wielokrotnie denerwowaliśmy się na jego dyspozycję, przerwy w dostawie prądu do mózgu, czy nieodpowiedzialne straty, ale występem na Anfield przebił chyba wszystkie swoje dotychczasowe dokonania. Wisienką na torcie był drugi gol Liverpoolu, kiedy Firmino posadził go na dupie jak dzieciaka. Tym razem tej parodii nie wytrzymał nawet Emery, zmieniając Mustafiego w przerwie. Żenada.

Sokratis [0,0/10] – żeby nie było, że dostaje się tylko tym co zawsze. Grek także może oprawić sobie wczorajszy występ w ramkę i powiesić nad łóżkiem. Wylądował na glebie sekundę po swoim partnerze ze stopera po dryblingu Firmino, ośmieszając się niemiłosiernie. Następnie, nie nadążył za Mane, który pozostał bez jakiejkolwiek obstawy przy trzecim golu. A jakby jeszcze tego było mało, sprokurował karnego w sytuacji, w której nie było nawet mowy o specjalnym zagrożeniu. Salah nie musiał nawet wykonywać żadnego zwodu, by uciec “Papie”, a później dać się sfaulować. Przedszkolne błędy.

Sead Kolasinac [2,5/10] – nie wiem, czy to komplement, ale w tej farsie, jaką była gra obronna Kanonierów, Bośniak miał najmniejszy udział. Tak, zrobił karnego, ale był on chyba lekko na wyrost. Gdyby takie popchnięcia przy dośrodkowaniach za każdym razem karane były “jedenastką”, w każdym meczu Premier League mielibyśmy przynajmniej po pięć karnych dla każdej ze stron. Nie był w stanie zaoferować nic ciekawego w grze ofensywnej, a, jak już dobrze wiemy, bronienie nie jest jego najmocniejszą stroną, co po raz kolejny wczoraj udowodnił.

Lucas Torreira [3,0/10] – być może natłok gier wyeksploatował młodego Urugwajczyka, ale od pewnego czasu trochę jakby nie był sobą. A w meczu z Liverpoolem był absolutnym zaprzeczeniem tego, za co wkupił się w łaski wszystkich kibiców The Gunners. Nierozważny, niedokładny, często spóźniony, poza pozycją. Strasznie objechany przez Firmino przy wyrównującej bramce.  Zaliczył kilka fatalnych i niezrozumiałych strat w newralgicznych sektorach boiska, a to, co zrobił w akcji skończonej drugą bramką to piłkarski kryminał. Przydałby mu się solidny odpoczynek, choć ciężko wyobrazić sobie wracający do dobrej dyspozycji Arsenal bez Urusa w składzie.

Granit Xhaka [4,0/10] – nie można mu zarzucić nic konkretnego za to spotkanie. Grał bezpiecznie, pewnie i po prostu solidnie. O mało co nie wyleciał z boiska za dwie żółte kartki w jednej akcji, gdy po faulu odkopał piłkę w trybuny, lecz musimy być dla niego wyrozumiali – był poirytowany na Mustafiego, więc sami rozumiecie, jakie emocje nim szargały.

Ainsley Maitland-Niles [7,0/10] – paradoksalnie, młody Anglik jako jeden z niewielu graczy Arsenalu sprawiał wrażenie nieprzytłoczonego gatunkiem meczu i od początku dawał z siebie sto procent, robiąc wiatr na prawej flance i sprawiając Robertsonowi niemałe problemy. Strzelił swojego pierwszego gola z armatą na piersi w oficjalnym meczu. Szkoda, że w dniu, który będzie chciał jak najszybciej wyrzucić z pamięci.

Aaron Ramsey [6,0/10] – drugi z trzech Kanonierów, którzy wczorajszego wieczoru zaprezentowali się przyzwoicie. Bardzo dużo próbował. Brał grę na siebie, starał się rozrywać defensywę Liverpoolu klasycznymi dla siebie wbiegnięciami w drugie tempo w pole karne, co kilkukrotnie rzeczywiście przysporzyło defensorom The Reds sporo kłopotów. Powinien mieć na koncie przynajmniej asystę, gdy z kilkudziesięciu centymetrów spudłował Aubameyang (przy okazji – niesłusznie odgwizdany spalony!). W tym momencie najlepszy ofensywny pomocnik w szeregach Arsenalu, który… Już za kilka dni będzie mógł negocjować kontrakt w nowym klubie.

Alex Iwobi [7,0/10] – ostatni z pozytywnych wyjątków w ekipie z północnego Londynu. Jakby chaotycznie nie wyglądała jego gra, był on tego wieczoru bardzo efektywny, a jego dryblingi i ofensywne nastawienie przynosiło wymierne korzyści. Zaliczył piękną asystę przy trafieniu AMN. Wielu – w tym ja – po zobaczeniu jego nazwiska w wyjściowej XI było niezadowolonych, ale tym występem zdecydowanie przekonał, że na nie zasłużył, co przy tak dysponowanych kolegach z drużyny naprawdę nie było łatwe.

Pierre-Emerick Aubameyang [3,0/10] – ciężko ocenić grę Gabończyka w tym spotkaniu, gdyż był wręcz niewidoczny. Rzadko kiedy w ogóle dotykał piłkę, nie mówiąc o okazjach strzeleckich. Nie popisał się po podaniu Ramsey’a, lecz przed falą krytyki uchronił go sędzia asystent, który (niesłusznie) podniósł wówczas chorągiewkę.

 


Rezerwowi:

Laurent Koscielny [2,5/5] – cóż może zrobić stoper wchodzący na boisko przy wyniku 4-1? Czy Francuz popełnił jakieś wyraźne błędy? Nie. Ale też Liverpool zdecydowanie wrzucił na luz.

Alexandre Lacazette [3,0/5] – niepojętym pozostaje przesiadywanie francuskiej strzelby na ławce kolejny już mecz. Ta sytuacja musi być dla niego frustrująca, zwłaszcza, że Auba nie zaprezentował niczego specjalnego, a on sam zawsze wchodząc na murawę robi wyraźną różnicę. Wywalczył karnego, którego jednak sędzia Oliver zdecydował się nie odgwizdywać.

Matteo Guendouzi [-/5] – nie zdążył zapisać się w mojej pamięci w swoim epizodzie na Anfield.

Facebook Comments