Oceny pomeczowe

Oceny: Arsenal – Burnley

Przedświąteczny weekend, większość z nas myślami jest już przy wigilijnym stole – jednak najbardziej wymagająca liga świata ani na moment nie zwalnia tempa! Wczesnym sobotnim popołudniem, na Emirates byliśmy świadkami teoretycznego spotkania Goliata z Dawidem – rozjuszony dwoma porażkami z rzędu Arsenal, podejmował dołujące Burnley. Po ubiegłotygodniowej wpadce z Southampton, Kanonierzy wywiązali się ze swojej roli faworyta w stu procentach, i w niezłym stylu zgarnęli pełną pulę.

Bernd Leno [6,5/10] Mimo (momentami) intensywnych ataków Burnley, Niemiec przez większość meczu nie miał okazji aby się wykazać, kiedy jednak musiał to robić, wykonywał swoją robotę pewnie i porządnie. Po kiepskim meczu z Southampton, gdzie samodzielnie zawalił ostatnią bramkę dla „Świętych”, w tym tygodniu był pewny zarówno w powietrzu, na przedpolu – co pokazał swoim bezbłędnym wyjściem do piłki na początku drugiej połowy -, jak i w grze nogami.

Ainsley Maitland-Niles [6,5/10] Obserwując go przez całe spotkanie, miałem wrażenie, jakby mógł dać z siebie więcej – mowa tu głównie o jego niektórych „ekscesach” w obronie, gdzie czasami niewłaściwie się ustawiał, czy też dawał się zbyt łatwo przejść. Poza tymi momentami, był to solidny występ Anglika, zwłaszcza w ofensywie –jego niektóre podłączenia stwarzały realne zagrożenie pod bramką Burnley, a sam Ainsley mógł zdobyć w tym spotkaniu minimum dwie bramki.

Sokratis [8/10] Brakowało nam kogoś takiego jak Sokratis. Nieustępliwy, brutalny, gotowy do walki z dowolnym napastnikiem, agresywny i przede wszystkim – skuteczny w tym co robi. To w dużej mierze jego zasługa, że Arsenal stracił bramkę dopiero w 63 minucie, i że stracił zaledwie jedną – przynajmniej dwa razy Grek ratował drużynę, między innymi po brzemiennym w skutkach błędzie Granita Xhaki w ustawieniu, gdzie strzał na bramkę Leno z okolic jedenastego metra w ostatniej chwili wyczyścił był już stoper Borussi Dortmund. Dodatkowo jego charakter, kiedy dochodzi do sytuacji stykowych, jest naprawdę nieoceniony, widać jak na dłoni, że byłby w stanie „pobić się” za któregokolwiek z kolegów z drużyny – a to cecha zawodnika Arsenalu, którą chciałbym oglądać jak najczęściej.

Nacho Monreal [3/5] Niezłe zawody na środku obrony w wykonaniu Nachosa. Nie popełniał błędów, miał jedną świetną interwencję głową, kiedy ubiegł dwóch nadbiegających zawodników Burnley, i tym samym najprawdopodobniej uchronił Arsenal przed utratą bramki. Niestety, z powodu kontuzji, był zmuszony do zejścia z boiska już w 37 minucie.

Sead „The Legend” „Czołg”  Kolašinac [9,5/10] [MOTM] Nie ma absolutnie żadnego innego wyboru na zawodnika tego spotkania, niż Bośniak. Sead zagrał wręcz modelowo – mógł spokojnie zaliczyć trzy asysty, zamiast jednej(i jednej drugiego stopnia), był niemal bezbłędny w obronie [podobno rzucony przez niego Jack Cork nadal turla się po Emirates], a jego niezmordowanie było widoczne przez całe spotkanie. Był wczorajszego popołudnia wszędzie, dosłownie „nakrył” swoją ogromną czapką całą lewą flankę. Za każdym razem, kiedy zawodnik Burnley myślał, że ma czas, aby przemyśleć co zrobić z piłką, był w błędzie! Wówczas bowiem, w tempie błyskawicy, czy to w pierwszym kwadransie gry, czy też w ostatnim, na plecach miał już naszego bośniackiego czołgistę. To wręcz niesamowite, jak wiele zyskuje Arsenal, gdy jest on na boisku, zarówno w samej grze, jak i w stykowych sytuacjach, o których wspominałem już przy okazji oceny Sokratisa – Sead jest obecny w każdej takiej sytuacji, a jego mowa ciała za każdym razem powtarza to samo pytanie – „komu nakopać?”, i między innymi za to go kochamy, czyż nie?

Granit Xhaka [6/10] Mimo solidnego spotkania w wykonaniu Szwajcara, nie można puścić mu płazem kilku błędów, które mogły, a nawet powinny zakończyć się stratą bramki. Już w pierwszych piętnastu minutach zanotował dwa takowe „farfocle”, a w drugiej połowie swoje niezadowolenie z jego błędu w ustawieniu okazał sam Sokratis, otwarcie rugając Szwajcara za fatalny błąd w ustawieniu przy rzucie wolnym Burnley. Skupiając się jednak na pozytywach, zagrał poziomie Granita Xhaki – rozgrywał bardzo dokładnie, mądrze i cierpliwie, w pierwszej połowie oddał groźny strzał na bramkę Joe Harta, a po zmianie pozycji na lewego środkowego obrońcę, wywiązywał się ze swoich zadań.

Mattéo Guendouzi [7/10] Bardzo dojrzałe zawody w wykonaniu młodego Francuza. Nie popełniał głupich błędów, zazwyczaj dobrze się ustawiał, i czasami poprawiał  nawet Momo Elneny’ego. To jego świetny cross zapoczątkował kontrę Arsenalu, po której bramkę na 2-0 zdobył Pierre-Emerick Aubameyang.

Mohamed Elneny [5,5/10] Kilka razy „sprzątał” po stratach piłki Mesuta, kilka razy próbował pograć bardziej kombinacyjną piłkę, co jednak nieczęsto mu się udawało, jego chwilowe zejścia na prawe skrzydło nie były zbyt efektywne. Momo miał także problemy z dokładnością podań, tracąc piłkę sześciokrotnie w samej pierwszej połowie.

Mesut Özil [7,5/10] Przez większość meczu był – jak to Mesut – niewidoczny. Można było zauważyć jednak minimalną poprawę w jego grze w obronie – czasami wracał się, i pomagał kolegom w obronie dostępu do swojej bramki. Bezpośrednio odcisnął swoje piętno na dwóch z trzech bramek Arsenalu – najpierw przy pierwszej, gdy idealnie obsłużył Kolašinaca swoim markowym, cudownym podaniem, opadającym tuż za linię obrony. Później, to po jego indywidualnej akcji, i odrobinie szczęścia, piłka trafiła pod nogi Alexa Iwobiego, któremu pozostało jedynie dopełnienie formalności, co też Nigeryjczyk uczynił. Do ogródka należy jednak wrzucić mu kilka kamyków – jak na dłoni bowiem widać, że Mesut nie jest w dobrej kondycji fizycznej, jest mało zwrotny, a jego dynamika, widoczna między innymi przy wyprowadzaniu kontrataków była momentami wręcz żenująca.

Alexandre Lacazette [8,5/10] To wręcz niesamowite, jak bezlitosny snajper, jakim był, i nadal jest Lacazette, potrafi zagrać dla innego bezlitosnego snajpera – idealnym tego przykładem była w tym meczu współpraca Alexandre’a i Pierre’a. Lacazette cały czas swoim zachowaniem odciągał uwagę obrońców od Aubameyanga, dając mu po prostu więcej swobody, szukając go w polu karnym swoimi zagraniami. Zanotował ładną asystę przy bramce Auby na 2-0, sam także mógł wpisać się na listę strzelców, jednak dogranie Seada było minimalnie za plecy, i Alex – najzwyczajniej w świecie – nie miał możliwości dobrego opanowania piłki. Podziwiam także jego pasję, sportową złość – reakcja po zdjęciu go z boiska, i złość na siebie, nie na trenera, bardzo mi zaimponowała. Na Święta chciałbym życzyć mu, żeby strzelił swoją upragnioną bramkę, bo zasługuje na to, jak mało kto!

Pierre-Emerick Aubameyang [9/10] Zabójca. To chyba najlepsze określenie Aubameyanga z tego meczu. Gabończyk najzwyczajniej w świecie nie marnuje nabojów – dość powiedzieć, że w spotkaniu z Burnley oddał on dokładnie dwa strzały. Ma ten instynkt snajpera, którego Arsenal potrzebował przez tak wiele lat, potrafi idealnie odnaleźć się we właściwym miejscu i czasie w polu karnym. Jego świetny występ nie byłby oczywiście możliwy bez Lacazette’a, co pokazuje tylko, że Ci panowie powinni spędzać ze sobą na boisku jak najwięcej czasu, ponieważ ich współpraca, i chemia między nimi jest czymś wręcz niesamowitym.

 

Rezerwowi:

Stephan Lichtsteiner [5,5/10] Zgubił krycie przy bramce dla Burnley, odpuszczając Barnesa, poza tym – było to po prostu kolejne niezłe, solidne spotkanie w wykonaniu Szwajcara.

Lucas Torreira [2,5/5] Średnie pół godziny w wykonaniu Urugwajczyka – zanotował jeden blok, dwa odbiory, dobrze i spokojnie rozgrywał piłkę, nieco zawalił przy golu dla Burnley – dlaczego wybijał piłkę w gąszcz zawodników, zamiast wykopać ją byle gdzie, na oślep?

Alex Iwobi [4/5] Wszedł, zanotował dwa udane dryblingi, strzelił bramkę.

Facebook Comments