Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 4-2 Sp**s

Wczoraj na Emirates Stadium nie byliśmy świadkami żadnego meczu… Na zielonej murawie rozegrała się prawdziwa wojna! Walka o każdy skrawek boiska, o każdą piłkę, o każdą decyzję sędz… to znaczy, tego pana z gwizdkiem, a także ta pozapiłkarska – o honor i dumę, a oprócz tego kawał dobrego futbolu, zwłaszcza w wykonaniu po prostu tej lepszej drużyny: taka bomba emocjonalna zaserwowana nam wczoraj przez podopiecznych Unaia Emery’ego nie pozwoli usiedzieć nam w miejscu chyba jeszcze długo!

Bernd Leno [6,5/10] – nie zaczął meczu najlepiej: niefortunna interwencja przy strzale głową Diera (który notabene był na minimalnym spalonym) pozwoliła gościom szybko doprowadzić do wyrównania. Później jednak odpracował swój błąd bardzo pewnymi i skutecznymi obronami, a także czujnością na przedpolu.

Skhodran Mustafi [7,5/10] – nabuzowany emocjami zebrał niepotrzebną żółtą kartkę w dość wczesnym fragmencie meczu. Nie ograniczyło go to jednak w twardej walce i odważnych decyzjach z tyłu, co często owocowało skutecznymi odbiorami i wygranymi pojedynkami, choćby powietrznymi, w których radził sobie bardzo dobrze. Son stwarzał mu trochę problemów, przede wszystkim w pierwszej odsłonie, ale ostatecznie sobie z nim poradził, tak samo jak z Kanem, który za bardzo sobie przy Niemcu i jego partnerach z obrony nie pograł. Stwarzał spore zagrożenie przy ofensywnych stałych fragmentach gry, był nawet bliski strzelenia gola po rozegraniu z rzutu rożnego, lecz Alli wybił jego uderzenie z linii bramkowej.

Sokratis [7,0/10] – ofiarność, waleczność, częsta gra faul, tłumienie akcji rywali w zalążku – tak w skrócie można scharakteryzować grę Greka. Bardzo przydała się wczoraj jego siła fizyczna, a także zaangażowanie. Wykonał kilka bardzo ważnych bloków. Bardzo skuteczny w rozegraniu piłki.

Rob Holding [7,0/10] – za sprokurowanie rzutu karnego nie można go do końca winić, gdyż, jak doskonale wiemy, Son wykazał się wspaniałymi umiejętnościami aktorskimi, lecz… Prawda jest taka, że tamten wślizg po prostu nie był najlepszym wyborem tak czy tak. Poza tym, bardzo stabilnie. Świetne rozegranie pod presją, co staje się już znakiem firmowym Anglika. Kilkukrotnie zapędzał się też do przodu, gdzie wcale nie wyglądał jak słoń w składzie porcelany.

Hector Bellerin [7,5/10] – był cały czas pod grą, stwarzał rywalom ogromne problemy swoimi rajdami prawą flanką. Do przodu grał doprawdy świetnie. Kapitalnie obsłużył Ramsey’a długim podaniem, który asystował wówczas Lacazette’owi. Z tyłu wykazywał się sporym zaangażowaniem, jak zresztą każdy z jego kolegów tego dnia. Nie ustrzegł się jednak niebezpiecznych strat, które mogły słono kosztować Kanonierów. Na szczęście, nie kosztowały nic, a Hiszpan może być ze swojej postawy relatywnie zadowolony.

Sead Kolasinac [8,5/10] – jeden z bohaterów meczu, chyba główny aktor pierwszej połowy. Wtedy to tak intensywnie i skutecznie penetrował defensywę Tottenhamu, że aż było ich żal. Za każdym razem podnosił głowę przed dośrodkowaniem i posyłał wybitnie swoje podania w pole karne. Gdyby nie pech, czy nieskuteczność jego partnerów z drużyny, Bośniak powinien zakończyć mecz co najmniej z hattrickiem asyst. Do tego dołożył naprawdę solidną grę w defensywie, co czasem było jego bolączką. Zaryzykuję twierdzenie, że był to jego najlepszy mecz z armatką na piersi.

Lucas Torreira [9,0/10] – biegał jak wściekły pies, walczył jak niedźwiedź, wreszcie ukąsił jak żmija, zabijając ostatnie nadzieje gości na pozytywny rezultat w derbach pięknym golem. Nie dawał sekundy wytchnienia zakręconym zawodnikom środka pola Spurs, momentalnie doskakując i odbierając piłkę lub przynajmniej kasując akcję. 12 odbiorów! Kapitalna statystyka. Serce Arsenalu. Jedna z głównych bezpośrednich przyczyn tak diametralnej poprawy gry The Gunners w tym sezonie. Na delikatny minus, kilka łatwych strat.

Granit Xhaka [7,5/10] – do spółki z Torreirą zdominowali środek pola. Także bardzo ofiarnie grał w defensywie, bardzo dużo pracował, a wióry leciały przy jego wślizgach. Wykreował aż 3 sytuacje swoim kolegom. Dyktował tempo gry: wiedział kiedy trzeba przyspieszyć, a kiedy zwolnić i uspokoić sytuację. Chyba jedyny na boisku, któremu nie można zarzucić dosłownie nic. No, może oprócz niepotrzebnej żółtej kartki, która niestety eliminuje go ze środowego meczu przeciwko Manchesterowi United.

Henrikh Mkhitaryan [6,5/10] – wszedł w mecz bardzo dobrze. To jego zagrania napędzały praktycznie wszystkie akcje ofensywne Kanonierów. Do tego intensywnie pracował w odbiorze piłki. Niestety, wraz z upływem czasu Ormianin gasł, co spowodowało jego zmianę w przerwie.

Alex Iwobi [5,5/10] – zdecydowanie najsłabszy z The Gunners w tym meczu. Bardzo chciał zrobić coś efektownego, ale zamiast zagrań zasługujących na oklaski, serwował jakieś babole. Często niepotrzebnie wchodził w drybling, co spowalniało dobrze zapowiadające się akcje, ostatecznie jeszcze go przegrywając. Słusznie zmieniony w przerwie.

Pierre-Emerick Aubameyang [10/10] – proszę Państwa, tak wygląda właśnie idealny występ w wykonaniu napastnika. Pewnie wykorzystany karny, cudowny finisz z dystansu dający wyrównanie i kapitalna asysta do Torreiry na 4:2. Ale to jeszcze nie wszystko! Gabończyk wypruwał żyły w defensywie. Był wszędzie. Wziął sobie do serca stawkę meczu i harował jak wół. Nikt na boisku nie wykonał więcej ataków na rywala przy piłce. Nikt! Niewiarygodne.


Rezerwowi:

Aaron Ramsey [4,5/5] – tak samo, jak nie można wymagać wiele więcej od zawodnika wchodzącego z ławki. Rambo zaliczył dwie kluczowe asysty, szukał gry, był kreatywny i ambitny w podejmowanych decyzjach. Bardzo dużo biegał zarówno z piłką, jak i bez niej, a także mocno walczył w defensywie. Będzie brakować Walijczyka w takiej dyspozycji. A może takim występem zdoła jeszcze przekonać do siebie Emery’ego i zarząd Arsenalu?

Alexandre Lacazette [4,0/5] – nie można się oszukiwać: jego gol wyglądał jakby był puszczony w slow-motion i towarzyszyło mu przy jego strzeleniu sporo szczęścia. Ale trzeba było przynajmniej spróbować, żeby dać mu zadziałać. Zresztą, Francuz i tak spisywał się bardzo dobrze. Wygrywał pojedynki jeden na jeden, grał dobrze w defensywie. Odnalazł się na prawej stronie, odstępując pozycję środkowego napastnika będącemu w gazie Aubameyangowi. Posłał kilka ciekawych dośrodkowań ze skrzydła.

Matteo Guendouzi [3,0/5] – wszedł na ostatnie 20 minut przy stanie 2-2, by ruszyć po zwycięstwo, a już  chwilę potem było 4-2. Od pierwszych chwil w Arsenalu było widać w tym chłopaku wielką pasję i jakieś głębsze uczucie do reprezentowanych barw oraz nowych kolegów z drużyny, co w tych derbach potwierdził stokrotnie.

Facebook Comments