Ogólne

We własnych słowach: Julio Pleguezuelo

Bądźcie cierpliwi i nie przestawajcie pracować. Jeżeli dobrze będziecie wykonywać swoją robotę, zostaniecie wynagrodzeni.

Nie ma czegoś takiego jak ścieżka, którą trzeba podążać, by dostać się do pierwszego zespołu. Zależy to od każdego z osobna, stanu pierwszej drużyny, sytuacji z kontuzjami… Istnieje wiele czynników, które prowadzą do zagrania 90 minut na Emirates Stadium czy gdziekolwiek indziej w pierwszym zespole.

Za kulisami dzieje się tyle różnych rzeczy, których nie kontrolujemy, że należy skupić się na sobie i próbować dawać z siebie wszystko. Przede wszystkim, jednak, potrzeba cierpliwości – a to coś, czego potrzebowałem przez całe życie.

Urodziłem się w Mallorce i mieszkałem tam do siódmego roku życia. Moje pierwsze wspomnienie związane z kopaniem piłki miało miejsce kiedy miałem pięć lub sześć lat. Mój tata zabrał mnie do swojej drużyny, która nazywała się Atletico Baleares. Pamiętam tylko to, że grałem tam z moimi kolegami ze szkoły i dobrze się bawiłem. To najważniejsze, gdy jesteś dzieckiem.

Pochodzę z bardzo sportowej rodziny. Mój ojciec grał w piłkę półprofesjonalnie w Hiszpanii, a mój starszy brat zagrał kilka meczów dla Mallorki przed tym, jak doznał kontuzji i skończył karierę. Był lewym obrońcą, tak jak mój młodszy brat, Xavi, który gra obecnie w Máladze.

Kiedy przeprowadziłem się z Mallorki do Barcelony, grałem dla swojej lokalnej drużyny. Zagrałem w pierwszym meczu sezonu, a później mój tata otrzymał telefon od Espanyolu. Chcieli, żebym przeszedł testy w ich drużynie U-7 lub U-8. Dołączyłem do nich i spędziłem tam sześć lat. Kiedy miałem czternaście lat, poszedłem na sezon do Atlético Madryt, ale bycie tak daleko od rodziny w tak młodym wieku było zbyt trudne. Oczywiście, to pomogło mi w szybszym dojrzeniu, ale bardzo tęskniłem za rodziną i przyjaciółmi.

Pod koniec mojego sezonu w Madrycie, zgłosiła się po mnie Barcelona i po rozmowach z rodzicami podjęliśmy decyzję o powrocie do domu. Najczęściej zostawałem w La Masii, ale widywałem się z rodzicami dwa, trzy razy w tygodniu i to bardzo mi pomogło. W dodatku mój brat również grał wtedy w Barcelonie.

Spędziłem tam dwa lata, a w połowie drugiego sezonu okazało się, że Arsenal interesuje się mną i obserwował mnie od kilku miesięcy. Kiedy przyszedł czas na podjęcie decyzji, wiedziałem, jaka będzie moja odpowiedź. Przyjechałem do Londynu, spotkałem się z Arsènem Wengerem, obejrzałem ośrodek treningowy i stadion i byłem zafascynowany. Nie potrzebowałem nawet o tym myśleć, od razu dołączyłem do klubu.

Uwielbiałem Arsenal od dziecka. Może to zabrzmieć dziwnie, ale ich porażka w finale Ligi Mistrzów przeciwko Barcelonie sprawiła, że pokochałem klub nawet bardziej. Kibicowałem wtedy Arsenalowi i byłem załamany tym, że nie udało im się wygrać, choć na to zasługiwali. Zawsze lubiłem historię tego klubu i obserwowałem wielu zawodników, takich jak np. Freddie [Ljungberg] czy Thierry Henry.

To, jak działa świat, jest szalone. Jako dzieciak podziwiasz tych piłkarzy i są twoimi idolami, a później okazuje się, że zostają twoimi menedżerami i trenujesz pod ich okiem. To było dość dziwne. Thierry trenował nas w UEFA Youth League, a Freddie trenuje teraz naszą kadrę U-23. Nigdy nie mówiłem im, jak bardzo ich podziwiam, więc jeszcze tego nie wiedzą!

Héctor Bellerín i Jon Toral przeszli drogę z Barcelony do Arsenalu jakoś rok przede mną. Nie miałem żadnego kontaktu z Héctorem przed moim przyjazdem, a Jon miał wtedy operację w Hiszpanii, ale kiedy odwiedziłem centrum treningowe, Héctor był tu i trochę ze mną porozmawiał. Wytłumaczył mi jak wszystko działa, filozofię klubu i jego wartości… Moja decyzja była już podjęta, ale jego słowa sprawiły, że jeszcze bardziej chciałem tu dołączyć.

Co zaskakujące, tego roku kilku dzieciaków odeszło z Barcelony do Anglii. Sergi Canós, któremu dobrze teraz idzie w Brentford, przeszedł wtedy do Liverpoolu, a Josi Quintero do Chelsea. Trochę więcej zawodników, których znałem z młodzieżowych reprezentacji, przeniosło się z Valencii. Pablo Maffeo [z Espanyolu] przeszedł do Manchesteru City.

Pablo to mój przyjaciel na całe życie. Jako dzieci, graliśmy razem w Espanyolu. Dobrze było go mieć w pobliżu również tutaj. Właściwie to musiałem grać przeciwko niemu w moim pierwszym sezonie w drużynie U-18. Dziwnie było grać z przyjacielem w innym kraju.

To miłe wspomnienie z moich pierwszych miesięcy w Anglii, ponieważ wiele było tych złych. Pierwsze pół roku było ciężkie, ponieważ nie mogłem grać przez brak pozwolenia na pracę. Klub bardzo mi pomógł, gdyż często mogłem latać do domu, by trochę się wyłączyć. W listopadzie otrzymałem pozwolenie i od razu wskoczyłem do zespołu rezerw.

Przestałem tęsknić za domem. Sezon w Atlético zahartował mnie i pozwolił w przyszłości łatwiej zaaklimatyzować się w nowym środowisku. Bardzo pomocna była rodzina, u której mieszkałem. To samo muszę powiedzieć o kolegach z zespołu. Trzymałem się z Héctorem i Jonem Toralem blisko, bo łączył nas język, ale wszyscy w moim wieku byli świetni. Tafari Moore, Stefan O’Connor, Dan Crowley… Miałem szczęście, bo trafiłem na wspaniałych ludzi.

Niestety, gdy ułożyłem sobie wszystko poza boiskiem, przytrafiły się kontuzje. To było niezwykle frustrujące, ponieważ jedyne, czego pragnąłem, to granie. W pierwszym sezonie miałem sporo problemów z pachwiną i biodrami. Po wyleczeniu urazów, latem trenowałem z pierwszą drużyną. Czułem się wspaniale.

Zagrałem przeciwko Boreham Wood, pierwszy raz trenowałem pod okiem Arsène’a Wengera. Byłem zadowolony z tego jak mi poszło podczas okresu przedsezonowego. Jednak wtedy doznałem kontuzji kolana, która wykluczyła mnie z gry na prawie miesiąc. Tuż po powrocie pojawił się kolejny uraz. Znowu nie mogłem grać przez ponad sześć tygodni. Byłem sfrustrowany, gdy po wyleczeniu pachwiny zagrałem trzy mecze i pojawiły się problemy z kolanem.

To był dla mnie trudny okres. Wracałem silniejszy, pewny siebie, szczęśliwy, że w końcu będę mógł grać. Jednak nie mogłem. Gdy wróciłem po kontuzji kolana, prawie pięć miesięcy od jej doznania, zagrałem w czterech ostatnich meczach sezonu i zacząłem robić wszystko, żeby być gotowym w stu procentach na następny rok. Przeszedłem przez okres przygotowawczy i w końcu, po trzech latach miałem udany sezon. Zagrałem we wszystkich meczach, byłem kapitanem drużyny, która awansowała do najwyższej ligi zespołów U-21.

Wypominany jest mi wywiad, który udzieliłem na żywo zaraz po meczu. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że grając daję z siebie ponad sto procent. Ta rozmowa była potwierdzeniem moich słów, przekląłem z powodu emocji, które mi towarzyszyły w tym czasie. Po dwóch trudnych latach, miałem za sobą pierwsze pozytywne doświadczenie jako piłkarz Arsenalu i pewnie dlatego mnie poniosło!

Po tym sezonie pojawiła się oferta wypożyczenia do klubu mojego dzieciństwa – RCD Mallorca. To znowu był trudny czas, ponieważ wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z profesjonalnym futbolem na dłużej. Wydawało mi się, że trenuję bardzo dobrze, czułem się świetnie, a mimo to nie miałem wielu okazji do gry. Bałem się, że nigdy nie dostanę prawdziwej szansy.

Trenerzy zazwyczaj wybierają doświadczonych stoperów, którzy radzą sobie z presją. Ja miałem zaledwie dziewiętnaście lat, ale czułem się tak, jakbym był niewystarczająco dobry. Zagrałem parę spotkań przed Bożym Narodzeniem. Myślałem, że już wszystko się ułożyło, że sprawiłem dobre wrażenie, nie zagrałem żadnego meczu do kwietnia. Wtedy pojawił się nowy trener, który zmienił wszystko. Zaufał mi, zobaczył, jak dobrze gram na treningach i zapowiedział, że wystąpię w następnym meczu od pierwszej minuty. Zagrałem w ostatnich dziewięciu meczach i byliśmy naprawdę blisko uniknięcia spadku – zabrakło nam dwóch punktów.

To było dobre i złe doświadczenie jednocześnie. Po sezonie 2016/17 nie miałem dużo czasu na odpoczynek, bo już trzy tygodnie później wróciłem na przygotowania do Arsenalu.  Starałem zmotywować siebie samego myśląc o poprzednim roku, w którym wiele się nauczyłem. Czekałem na szansę gry w pierwszym zespole. Ta nie nadeszła, więc w styczniu zdecydowałem się na półroczne wypożyczenie do Gimnàstic Tarragona. Zacząłem grać, ale po pewnym czasie wróciła kontuzja pachwiny.

W Hiszpanii rozegrałem około dwunastu spotkań. Czułem się naprawdę dobrze. Wracając do Arsenalu byłem pewny siebie, gotowy do przygotowań do nowego sezonu. Latem pojawiły się oferty z innych klubów, ale wierzę, że to mój rok.

Po prostu chcę grać w tym klubie, to od zawsze moje marzenie. Znów byłem cierpliwy, czekałem na odpowiednią chwilę. Trenowałem najlepiej jak mogę, dawałem z siebie wszystko. Nagrodą za ciężką pracę był występ od pierwszej minuty przeciwko Blackpool.

O tym marzyłem od momentu dołączenia do Arsenalu. Niektórzy debiutują szybko, inni, tak jak ja, muszą czekać nawet kilka lat, jednak droga, która prowadzi do premierowego występu jest wspaniała. Jestem bardzo szczęśliwy z tego jak to wszystko wyglądało. Spełniłem swoje marzenie.

Ten mecz jest dla mnie bardzo dużym osiągnięciem, jednak moim głównym celem jest przebicie się do pierwszej drużyny i regularne występy w Premier League w tak dużym klubie jakim jest Arsenal. To klub, który kocham, dla którego chcę grać. Liczę, że nadarzą się kolejne okazje do gry.

Julio Pleguezuelo

TŁUMACZENIE: Łukasz Muszyński i Maciek Jędrych

Facebook Comments