Oceny pomeczowe

OCENY: Crystal Palace 2-2 Arsenal

Na 11 stanął licznik zwycięskich meczów z rzędu w wykonaniu podopiecznych Unaia Emery’ego. Świetną serię przerwało dzisiaj Crystal Palace, które pozwoliło nam tego popołudnia wywieźć tylko punkt z Selhurst Park. O ile sam ten fakt nie jest jeszcze powodem do zmartwień, to jednak dyspozycja Kanonierów w tym spotkaniu jak najbardziej. “Orły” były w stanie zupełnie zdominować Arsenal na przestrzeni całego meczu, a patrząc przez pryzmat boiskowych wydarzeń, końcowy wynik 2-2 powinniśmy mimo wszystko przyjąć z pocałowaniem ręki.

Bernd Leno [6,0/10] – za wpuszczenie dwóch bramek z 11. metra nie możemy Niemca winić w żaden sposób – Milivojević za każdym razem uderzał bardzo precyzyjnie. Leno bardzo pewnie wyglądał przy licznych dośrodkowaniach gospodarzy, które bez problemów łapał lub daleko piąstkował.

Hector Bellerin [6,5/10] – spędził na murawie tylko 45 minut, ale bardzo efektywnie wykorzystał ten czas. Był niezwykle aktywny, pokazywał się do gry i brał udział w większości akcji Kanonierów w pierwszej połowie. Po jednej z nich wyszedł na doskonałą okazję strzelecką, lecz zdecydowanie zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, który z tego powodu został później zablokowany. Jego zmiana w przerwie prawdopodobnie była spowodowana urazem – miejmy nadzieję, że niezbyt poważnym. Forma Hiszpana bowiem wreszcie zaczęła zwyżkować.

Skhodran Mustafi [4,0/10] – niepojętym pozostaje, jak można dojść na taki poziom, prezentując tak niestabilną grę. To aż niewiarygodne, jaką łatwość ma Mustafi w przechodzeniu od miana bohatera meczu do bycia najgorszym na boisku. Niemcowi jakby w pewnych momentach odcinało prąd. Trzeba mu przyznać, że zaliczył kilka kapitalnych interwencji w defensywie, powstrzymując natarcia Palace, ale jego wielbłądy – na czele z totalnie bezsensownym rzutem karnym w ostatnich sekundach pierwszej połowy – są po prostu nie do pomyślenia na szczeblu Premier League, która takich rzeczy nie wybacza. Dopóki Mustafi będzie pierwszym wyborem na pozycję stopera w Arsenalu, dopóty ten klub będzie tracił arcygłupie bramki. Kropka.

Rob Holding [6,0/10] – Anglik ponownie udowodnił, że nie ma żadnych problemów z rozegraniem piłki od tyłu. Po raz kolejny jednak byliśmy świadkami jego nie do końca przemyślanej jeszcze gry bez piłki, a zwłaszcza ustawienia. To powodowało, że miewał swoje kłopoty z Zahą czy Meyerem, szczególnie po zmianie stron.

Granit Xhaka [6,5/10] – po raz kolejny Szwajcar był zmuszony do gry na pozycji lewego obrońcy, gdzie musiał zmagać się z pędziwiatrami pokroju Townsenda oraz Zahy. O ile ten pierwszy nie sprawił mu większych problemów (w pamięci mam tylko jeden przegrany pojedynek w defensywie z byłym graczem Spurs), to Zaha udowodnił Granitowi, że absolutnie żaden z niego lewy obrońca. Symulka w wykonaniu skrzydłowego? Brak kontaktu? Być może. Ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Kiedy przegrywasz 1 na 1 w obrębie pola karnego, po czym wystawiasz nogę, sędzia momentalnie sięga po gwizdek i wskazuje na wapno. Zadziwiający dla sceptyków talentu Xhaki może być fakt, jak bardzo brakowało jego obecności w środku pola w dzisiejszym spotkaniu. Zdecydowaną ozdobą meczu jest jego trafienie z rzutu wolnego z bocznego sektora, którym wprost “zerwał pajęczynkę” z bramki strzeżonej przez Hennessey’a. Liczę na to, że Emery jak najszybciej wycofa się z pomysłu szukania nowej pozycji dla Xhaki, bo to istny strzał w kolano – zwłaszcza w obliczu naprawdę dobrej dyspozycji Szwajcara w środku pomocy w bieżącej kampanii.

Matteo Guendouzi [5,5/10] – do spółki z Torreirą nie poradził sobie z opanowaniem środkowej części boiska. Częste błędy w ustawieniu młodego Francuza tworzyły ogromne dziury w tych sektorach, co było skrzętnie wykorzystywane przez podopiecznych Roya Hodgsona. Na duży plus jego zaangażowanie w grę defensywną – zaliczył aż 6 odbiorów. Mimo to, wydaje się, że nie powinien blokować miejsca w składzie na tej pozycji Xhace.

Lucas Torreira [7,0/10] – Urugwajczyk wielokrotnie w tym meczu wyglądał tak, jakby zagrania rywali były opisane już we wczorajszej gazecie. Doskonałe czytanie gry i umiejętne przesuwanie pozwoliły mu zaliczyć aż 9 odbiorów i 3 przechwyty, które rozbijały groźne akcje gospodarzy. Całkiem pewnie wyglądał także z piłką przy nodze. Nie był to może najlepszy mecz Torreiry w barwach Arsenalu, jednak powoli wyrasta on w tej drużynie na kluczową postać.

Alex Iwobi [2,0/10] – po serii świetnych występów dziś przydarzył się Nigeryjczykowi mecz-koszmar. Każde podanie do Iwobiego było dzisiaj tożsame z oddaniem piłki rywalom. Wychowanek The Gunners usilnie wikłał się w dryblingi, które namiętnie przegrywał. Piłka się go nie słuchała, często zostawała mu pod nogami, co wyglądało dość żałośnie. Nie chcę być zbyt krytyczny, ale nie mogę przypomnieć sobie momentu, w którym z jego gry wynikło dziś cokolwiek pozytywnego. Momentami można było zastanawiać się, czy nie lepiej wyglądałoby to wszystko w 10, niż z Iwobim w takiej dyspozycji.

Mesut Ozil [5,5/10] – po występie bliskim ideału przeciwko Leicester apetyty na doskonałą dyspozycję Ozila oczywiście mocno urosły, sam Niemiec na pewno spodziewał się po sobie znacznie więcej. Był w stanie zaprezentować jednak stosunkowo niewiele. Nie było dramatycznie, bo z asysty “okradł” go choćby Bellerin, który nie wykorzystał swojej “setki”, ale też nie zaliczy tego spotkania do udanych.

Pierre-Emerick Aubameyang [5,5/10] – OK, Gabończyk po raz kolejny trafił do siatki – i to w kluczowym momencie, dając The Gunners prowadzenie 2:1. Ale jego wkład w grę poza tym był po prostu mizerny. Gra na skrzydle otwiera przed nim możliwości pojedynkowania się z obrońcami, pościgania się na boku, a on zamiast dążyć do bezpośrednich konfrontacji jeden na jeden, za każdym razem zwalniał akcje, za wszelką cenę chcąc jedynie utrzymać się przy piłce, co nie przynosiło drużynie praktycznie żadnej korzyści.

Alexandre Lacazette [4,0/10] – słabo, słabo… Brak koncentracji, “ciężkie nogi”, niedokładność i złe decyzje – tym ogólnie charakteryzował się cały występ Francuza przeciwko Crystal Palace. Zmarnował świetną okazję do otwarcia wyniku, przestrzelając kompletnie z lewej nogi. Jego nierozważne zagranie w końcówce meczu rozpoczęło feralną kontrę rywali, która przyniosła im drugi rzut karny.


Rezerwowi:

Stephan Lichtsteiner [5,0/10] – nie zaczął źle: przyzwoita gra w ofensywie, spokój z tyłu. Jednak w końcowej fazie meczu, kiedy The Eagles przycisnęli, największe zagrożenie nadchodziło właśnie stroną Szwajcara. Nie zawsze była to bezpośrednio jego wina, ale wszak to on był za te strefy odpowiedzialny.

Danny Welbeck [3,0/5] – od razu po wejściu zaczął prezentować to, czego oczekiwaliśmy od Aubameyanga – pojedynki w ofensywie. Anglik dość sprytnie przedzierał się przez szyki obronne rywali, lecz ostatecznie nic wielkiego z tego nie wynikało. Widać jednak, że nabrał pewności siebie i jest obecnie w dobrej formie.

Aaron Ramsey [-/5] – nie zdążył mieć żadnego konkretnego wpływu na boiskowe wydarzenia.

 

Facebook Comments