Publicystyka

Emery’ego taktyczna przebudowa

Czasami mamy wielkie szczęście znajdować się w sytuacjach i okolicznościach romantycznych. Powietrze pachnie wtedy znacznie lepiej, niż zwykle, świat wokół nabiera intensywniejszych barw, a ciało chciałoby biegać i skakać z przepełniającego go szczęścia. Wówczas czekamy tylko by usłyszeć dwa najpiękniejsze znane mi słowa, z których jedno zaczyna się na “K”, a drugie na “C”, dopełniające bajkowy obrazek. Życie już jednak takie jest, że nie zawsze daje nam to, czego się spodziewamy, a owymi słowami, zamiast szepniętego na ucho: “kocham cię”, okazują się wykrzyczane w oddali: “klękaj, cieciu!” i cały czar pryska. Wtedy pozostaje nam tylko słusznie rozsądzić: niesmaczny żart, a może faktyczne zagrożenie? Co czeka na nas tym razem?

Przejęcie sterów w Arsenalu przez Unaia Emery’ego od wieloletniego władcy absolutnego, panującego w północnym Londynie przez ostatnie 22 lata, wywoływało ogromne emocje. Hiszpan fanom The Gunners jawił się przede wszystkim jako powiew świeżości, nowa nadzieja na powrót do ścisłej czołówki Premier League, która w ostatnich sezonach zdążyła nam trochę odjechać. Fantastyczną atmosferę wokół swoistego przekazania pałeczki wytworzył również sam Wenger, który na koniec pobytu w klubie swoimi przemowami i zachowaniem ujął za serce chyba każdego, ze swoimi największymi przeciwnikami na czele, sprawiając, że już od pierwszych dni po ogłoszeniu decyzji o rezygnacji pojawiały się głosy, że jeszcze za Francuzem zatęsknimy.

Na rozpoczęcie nowej ligowej kampanii wszyscy czekaliśmy z jeszcze większym zniecierpliwieniem i rosnącym z dnia na dzień entuzjazmem. Przyczyniło się także do tego całkiem udane okienko transferowe, które tylko podsyciło jeszcze apetyty spragnionych trofeów fanów. Wszystko zapowiadało się wspaniale. Ciekawe, momentami bardzo efektowne wyniki w grach kontrolnych podczas International’s Cup i zabójcza skuteczność duetu Aubameyang-Lacazette przyprawiały o gęsią skórkę przed inauguracyjnym pojedynkiem z Manchesterem City i następującą zaraz po nim batalią o panowanie w Londynie z Chelsea. I co? I dupa. Balonik pękł. I to od razu na początku.

Takie właśnie nastroje można odczuć wśród rozgoryczonych po dwóch porażkach na start kibiców. Znów szybciutko pojawiła się szydera, bezsensowna krytyka i beznadzieja w oczach, które jeszcze kilka dni temu płonęły z entuzjazmu i ekscytacji. Zupełnie niepotrzebnie i moim zdaniem bardzo niesprawiedliwie. Takie otwarcie w zasadzie powinniśmy wkalkulować sobie w koszty z chwilą poznania ligowego terminarza i to nie przegrane, a właśnie zwycięstwa Kanonierów mogły być w tym momencie ewentualnym zaskoczeniem. Unai Emery potrzebuje czasu. Oklepany frazes? Być może, ale wcale nie pozbawiony sensu. Na pewno nie w tym przypadku.

Przed Hiszpanem i całym jego sztabem dużo katorżniczej pracy. O ile dostosować się do nowego ustawienia na boisku, przesuwania w odpowiednich strefach, jakiego wymaga trener, określonych sposobów doskoku do pressingu czy wytrenowanego egzekwowania stałych fragmentów gry piłkarze na tym poziomie powinni dość szybko, bo w miesiąc, góra dwa, to podstawowy i kluczowy problem Arsenalu pojawia się w zmianie mentalności, jaka musi nastąpić w głowach samych piłkarzy, by możliwe było nowe otwarcie. Dlatego, by zbudować i zaprezentować światu swoją koncepcję Emery powinien być obdarzony sporym kredytem zaufania i cierpliwości. Niemniej jednak, swoje pierwsze spostrzeżenia już mam i chętnie się nimi z Wami podzielę.

Moja pierwsza teza: jestem przekonany, że w bieżących rozgrywkach, a już na pewno w rundzie jesiennej na każdym froncie będziemy tracić sporo bramek. W tyłach wciąż widać ogromne zamieszanie, problemy z ustawieniem, przekazywaniem krycia, komunikacją, a także zorganizowanym wyjściem do wysokiego pressingu, co dotyczy oczywiście całej jedenastki na boisku. Gracze Arsenalu w próbach doskoku do rywali wyglądają na razie słabo, by nie powiedzieć, że dramatycznie. Każda złożona z kreatywnych zawodników drużyna nie będzie miała większych problemów z wyjściem z takich sytuacji obronną ręką, dopóki nasza gra pressingiem nie ulegnie wyraźnej poprawie. Emery zapowiada, że chce w swoich podopiecznych zaszczepić tę chęć odebrania piłki rywalom jak najbliżej ich bramki, ale moim zdaniem jeszcze dużo wody upłynie w Tamizie, zanim będzie to wyglądać po ludzku. Ponadto, pojawiła się ostatnio także nowa zagwozdka – łamanie linii spalonego. Nasza defensywa jest jeszcze wyraźnie niezgrana i jeżeli nie chcemy całkowicie spisywać na straty tego sezonu, to poszczególni zawodnicy muszą jak najszybciej się siebie nawzajem “nauczyć”. Inaczej może być naprawdę ciężko. W piłkarskim światku krąży przysłowie, że poszczególne mecze wygrywa się ofensywą, lecz mistrzostwa zdobywa się żelazną defensywą. Mam dla Was złą wiadomość: biorąc pod uwagę te jakże mądre słowa, obawiam się, że faworytami do tytułu nie jesteśmy. Przynajmniej na razie.

Dałbym sobie rękę uciąć, że Hiszpan rozpoczął budowanie nowego Arsenalu od ekspozycji tego, co w nim najszlachetniejsze i na ten moment najlepsze – ataku pozycyjnego i utrzymania piłki. Styl, jaki prezentowało chociażby PSG za rządów Baska tylko mnie w tym utwierdza. Zresztą, już po pierwszych meczach widać, że właśnie w tych aspektach drużyna zaczyna pokazywać swoje walory. Szczególnie dobrze wyglądało to przeciwko Chelsea we fragmencie spotkania, w którym nie tylko całkowicie zdominowaliśmy wydarzenia boiskowe i zepchnęliśmy The Blues do defensywy, ale co najważniejsze, potrafiliśmy tę ich obronę skruszyć bardzo inteligentnym, choć do bólu schematycznym i konsekwentnie realizowanym rozegraniem. Grający w tym spotkaniu na bokach pomocy Mkhitaryan oraz Iwobi zawsze mieli inklinacje do gry w środku pola i to właśnie wykorzystując te ich cechy Unai Emery doszczętnie zniszczył defensywę gospodarzy. Fałszywi skrzydłowi, bo właśnie tak należałoby nazwać to, jaką rolę na boisku odgrywali Ormianin i Nigeryjczyk, swoimi zejściami w sektory centralne i wbiegnięciami za linię obrony, gdzie otrzymywali podanie z boku wprowadzały totalny chaos w szeregach podopiecznych Sarriego. A stamtąd droga do bramki była już praktycznie otwarta – płaskie podania w pole karne, które za każdym razem znajdowały adresata siały spustoszenie i gdyby tylko nasze “strzelby” wykazały się lepszą skutecznością…

No właśnie, skoro omówiliśmy pokrótce to, co z tyłu, to czas najwyższy rzucić okiem na to, co z przodu, a warto, oj warto… Wielu kibiców domagało się od Emery’ego większej odwagi i gry na dwóch napastników, Aubameyanga i Lacazette’a, którzy podczas przedsezonowych przygotowań świetnie współpracowali i imponowali dorobkiem strzeleckim. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że w takiej konfiguracji ci zawodnicy nie zagrają razem nigdy. Albo przynajmniej jeszcze bardzo, bardzo długo. Jedyną możliwością, by obaj panowie przebywali jednocześnie na murawie jest przesunięcie Gabończyka na skrzydło, co całkowicie zmienia koncepcję gry The Gunners. Takiego ustawienia spodziewałbym się głównie przeciwko drużynom, które nie do końca chcą grać w piłkę, a raczej wolą stanąć na swojej połowie i czekać, co ma do zaproponowania wyżej notowany oponent. Wówczas szybkość Auby na boku poparta umiejętnością gry tyłem do bramki i koronkowego budowania akcji Alexa może okazać się wytrychem do sforsowania niejednej defensywy. To daje nam ciekawe alternatywy, których dotychczas rzeczywiście mogło brakować. Wielokrotnie wydawało się, że zespół Arsene’a Wengera w każdym meczu starał się grać dokładnie to samo. Obstawiam, że za czasów Emery’ego do takich sytuacji dochodzić raczej nie będzie i ufam, że analitycy z przeciwnych drużyn będą za każdym razem mieli sporo roboty, a sam Hiszpan jeszcze nie raz zaskoczy nas jakimiś nowinkami taktycznymi.

Ostatnią diagnozą, jaką stawiam już teraz, zaledwie po dwóch kolejkach, jest nieodpowiednie wykorzystanie potencjału Mesuta Ozila i szukanie mu odpowiedniego miejsca na boisku, które może potrwać jeszcze długo i kosztować nas trochę punktów. Przeciwko City to właśnie Ozil miał wystąpić w roli fałszywego skrzydłowego, co zupełnie mu nie wyszło. W derbach stolicy Niemiec zagrał tuż za napastnikiem, ale także nie potrafił się odnaleźć. Jego chimeryczny występ w ciągu kilkunastu minut przyćmił głodny gry Aaron Ramsey, co może rodzić pewne wątpliwości. Czy uda się znaleźć Ozilowi pozycję, na której wreszcie będzie mógł błyszczeć w pełnej krasie? Czy Emery ma cojones, by ewentualnie posadzić gwiazdę tego formatu na ławce? Wreszcie, czy Arsenal stać na grę bez Ozila? Czas pokaże.

Przyjście Unaia Emery’ego  na Emirates Stadium zapowiadało się niezwykle romantycznie. Rzeczywistość na razie okazuje się brutalna. Na razie jest to jednak całkowicie normalne. Bolesny okres przejściowy musi zostać zaliczony, nie ma innej opcji. Oby tylko mozolne wejście w rozgrywki z czasem okazało się tylko frycowym, które trzeba było zapłacić, a nie nowym-starym stanem rzeczy, do którego po prostu będziemy musieli się przyzwyczaić… Złe miłego początki? Dokładnie tego sobie i wszystkim Państwu życzę. Do zobaczenia niebawem!

Facebook Comments