Publicystyka

Czego spodziewać się po Emerym?

Święta, święta, i po świętach, jak to mawiają. Kanonierzy po sromotnej porażce na inaugurację Premier League przywitali Unaia Emery’ego w lidze angielskiej. Nie zrażajmy się jednak, Bask jest projektem długoterminowym i jestem w stanie w to uwierzyć. Dlatego w moim debiutanckim tekście spróbuję przeanalizować kilka ruchów nowego szkoleniowca Arsenalu.

Aby to uszeregować, zacznijmy od kwestii organizacyjnych – skupię się w pierwszej części tekstu na rzeczach pozaboiskowych, zaś w drugiej, na niedzielnym meczu z Manchesterem City.

Kiedy 23 maja Emery został ogłoszony nowym szkoleniowcem Arsenalu FC, wszyscy zastanawiali się, kto zostanie jego asystentem. Na decyzję nie trzeba było długo czekać: Juan Carlos Carcedo. Wybuchowy Hiszpan, który z Unaiem jest od 2006 roku, od Almerii. Carcedo oberwało się od zawodników PSG, którzy narzekali na agresję słowną byłego asystenta ich szkoleniowca. Spędza on większość czasu przy linii bocznej, ale nawet z niej potrafi wylecieć (jak w styczniu 2018 w meczu z Nantes, gdzie został zawieszony na dwa spotkania paryskiego klubu). Jeżeli przeniesie to zachowanie do nas, to możemy zobaczyć w końcu naszych zmotywowanych zawodników, jak i żyjącą ławkę trenerską.

Wiadomo, że Unai sprowadził cały swój sztab – na uwagę zasługuje jeszcze pozostanie Steve’a Boulda. Były defensor Kanonierów był obarczany winą za wszystkie babole w defensywie, nad którą opiekę przejął w 2012 roku, po odejściu Pata Rice’a. Jego ostanie się jest najprawdopodobniej próbą szybszego zaadaptowania się do stylu wyspiarskiego – wszak za defensywę odpowiedzialny teraz będzie Juan Carcedo.

Ale dobra, zanim wejdziemy w temat meczu, to jeszcze jedna sprawa – różnica roli Unaia Emery’ego w klubie i porównanie do Arsène’a Wengera. Najpierw różnica terminów – Hiszpan jest trenerem, zaś Francuz był menadżerem. Co to oznacza? A to, że Wenger miał ludzi, którzy głównie trenowali zespół (nie zrozumcie mnie źle, też brał w tym udział, ale w mniejszym stopniu), miał wgląd do spraw wewnątrzklubowych i “dyrygował” sprawami transferów. Nadal najważniejsze sprawy leżały na barkach Ivana Gazidisa.
Unai jest trenerem pierwszego zespołu, więc jego rola w klubie została ograniczona. Zajmuje się on przygotowywaniem zawodników do meczów, które prowadzi wraz z Juanem Carcedo. Sprawami kontraktowymi i transferowymi zajmują się guru – Ivan Gazidis, Sven Mislintat i Raúl Sanllehí. Możliwe, że właśnie z tego powodu nie mieliśmy naszego dobrego znajomego, panic buy, ponieważ kadra została skompletowana na miesiąc przed ligowym startem.

Przejdźmy do spraw boiskowych, bo mogę tu spędzić cały dzień opisując zmiany:

Desygnowanie kapitanów. Na 100% wiemy, że zgodnie z tradycją Laurent Koscielny nie zagra cały sezon, bo został kapitanem. Do jego zastępców mam tylko “ale” do Özila – według mnie nie jest on materiałem na kapitana. Czemu? Nie ma tego ducha przywódczego, przez co nie pociągnie za sobą zespołu, do tego na pewno jest rozbity po Mundialu i aferze w reprezentacji Niemiec. Za niego widziałbym Kolašinaca czy też Monreala.
W meczu, do którego przejdziemy, kapitanem był Petr Čech, który tę role pełnił już wielokrotnie w poprzednim sezonie.

Kwestia wyboru składu na Manchester City – jeżeli ktoś postawił u buka, ze Mattéo Guendouzi rozpocznie mecz w pierwszym skladzie, ten może być zadowolony. Mlody Francuz nie zagrał meczu życia (zamieszany był w obie bramki), ale jemu jeszcze mozna to wybaczyć. Miał u boku Ramseya, który zbyt czesto biegał obok Aubameyanga, więc na byłym pomocniku Lorient ciążyła rola rozgrywania piłki od defensywy. Przy łataniu dziur Ramseya i naprawianiu błędów Xhaki, młody Mattéo kilkukrotnie zgubił krycie, co odwdzięczyło się pewnymi interwencjami Čecha. Mimo wszystko u mnie debiut na plus.

Tak mówię o tych bramkach, więc do nich przejdźmy:

Przy pierwszej – Mahrez przerzuca z prawej strony do lewej, tam Bellerín na posterunku wybija do Mendy’ego, który szybko wznawia akcję do reprezentanta Anglii. Raheem po szybkim rajdzie wzdłuż pola karnego (gdzie krycie zgubił Mattéo) zdecydował się na strzał na bramkę Čecha, który był zasłonięty kilkoma obrońcami. Petr powinien odpowiednio ustawić tę obronę i taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, ale w polu karnym był tak ogromny chaos, że można mu to wybaczyć.

Druga akcja, czyli Mendy ze Sterlingiem znowu robią z naszej obrony wiatrak – po krotkiej wymianie podań Francuz podaje piłkę w puste pole karne (dla mnie do teraz jest to ewenement) do Bernardo, który mocnym strzałem pod poprzeczkę ośmiesza defensorów Arsenalu.

Zmiany zdecydowanie ożywiły ten mecz i przywrócił wolę walki zespołowi, ale to było za mało. O ile Lichtsteiner został z przymusu rzucony na lewą, nienaturalną, stronę defensywy, to spisał się dobrze. Ale jednak, mimo wszystko, jako ten najstarszy w bloku defensywnym, powinien trochę ustawić obrońców, co mu się nie udało. Na plus na pewno wyjaśnienie Laporte w kotle przy rożnym – nie dał się sprowokować Francuzowi i na spokojnie oddalił go od siebie.

Druga zmiana, czyli Lacazette za Ramseya. Dla mnie to dziwne, że kolejny mecz (bylo tak w poprzednim sezonie) “Rambo” lata wyżej niż napastnik. To jest niewytłumaczalne. Tak samo niewytłumaczalna jest jego rola na boisku, bo dziury po nim musiał latac młody Mattéo, który bardziej potrzebował jego wsparcia. Co do Alexandre’a, który wszedł – zmarnowane przynajmniej dwie okazje na naprawienie wyniku spotkania, miał znaczący wpływ na intensywność meczu po czerwonej stronie boiska.

Trzecia zmiana, czyli Lucas Torreira za Granita Xhakę. Umówmy się, Szwajcar przyzwyczaił nas do niskiego poziomu już w tamtym sezonie, ale to była katastrofa. Wiele niecelnych podań i nieprzemyślanych decyzji. Jeżeli ktoś widział jakiegoś celnego crossa w jego wykonaniu, niech podeśle minutę meczu na fanpage. Mimo, że Torreira nie dostał dużo czasu, to pokazał, że w przyszłości będzie można na nim polegać. Rozruszał drugą linię, która miała problemy z transportem piłki do napastników.

Bardzo podobała mi się reakcja Emery’ego na wydarzenia boiskowe. Najsłabsi zawodnicy (poza AMN, którego ściągnęła kontuzja) zostali zdjęci przed końcem regulaminowego czasu gry, zaś świeży piłkarze obudzili zespół.

Myślę, że na tym możemy zakończyć moje rozważania, zapraszam na moje posłowie. Wnioski możecie wyciągnąć sami.

Jestem kibicem Emery’ego i jako społeczność kibicowska powinniśmy go wspierać, bo to był dopiero jego pierwszy mecz. Zobaczcie z kim się mierzyliśmy! Unai to projekt długoterminowy, który zapunktuje z czasem. Na razie zostawiam Was z moim “skromnym” komentarzem do pierwszych miesięcy nowego szkoleniowca.

Jedyna moja prośba – nie wieszajcie na nim psów po pierwszych porażkach.

by: Damian Sacałowski

Facebook Comments