Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 1-1 Atletico

Niewykorzystana szansa, która może się już nie powtórzyć. Najgorszy z możliwych wyników, jaki mógł się nam w tym meczu przytrafić. Przegrany remis. Podcięte skrzydła. To słowa, które cisną się na usta nie tylko wszystkim fanom Kanonierów po wczorajszym pojedynku z Atletico, ale także i samemu Wengerowi. Wszystkie okoliczności wskazywały na to, że ten czwartkowy wieczór będzie jednym z piękniejszych w jego ostatnich latach pracy – mecz układał się lepiej, niż sam mógł zakładać, a jego plan działał. Wszystko zostało jednak grubą linią przekreślone wraz z jednym jedynym indywidualnym błędem Koscielnego… I tak w kilka sekund losy półfinałowego starcia odwróciły się o 180 stopni. Jaka ta piłka bywa przewrotna…

David Ospina [7,0/10] – przy straconej bramce miał dużo pecha, piłka bowiem ledwo co przeszła mu między nogami w sytuacji sam na sam z Griezmannem. Poza tym, nie miał wiele roboty, ale zawsze stał na wysokości zadania, gdy był wywoływany do tablicy. Na swoją wysoką ocenę zapracował za to kapitalnymi wręcz wznowieniami gry.

Hector Bellerin [7,5/10] – wreszcie spotkanie, za które możemy Hiszpana z czystym sumieniem pochwalić. Choć nie zaliczył wczoraj asysty, to trzeba przyznać, że eksploatował prawą flankę do granic możliwości (zwłaszcza w pierwszej połowie), wygrywał dużo pojedynków 1 na 1, a jego dośrodkowania były niemal, jak to mówią Anglicy, ‘inch-perfect’. Kilkukrotnie przydał się także z tyłu, kiedy bezbłędnie interweniował.

Skhodran Mustafi [5,5/10] – obwinianie go za utratę równowagi przed dobitką Griezmanna nie ma większego sensu, za to pretensje za ustawienie przy długim podaniu w kierunku francuskiego napastnika są jak najbardziej słuszne. Powinien asekurować Koscielnego na wypadek “babola”, którego mógł zaserwować (co rzeczywiście zrobił). Poza tym nie miał wiele roboty.

Laurent Koscielny [4,5/10] – błędy indywidualne zdarzają się naprawdę każdemu, lecz “wielbłąd”, jaki popełnił, jest na tym poziomie po prostu niewytłumaczalny. Chwała mu jednak za to, że po tym nie załamał się, ale robił wszystko, by jak najszybciej przechwytywać futbolówkę i przekazywać ją do przodu.

Nacho Monreal [6,5/10] – w ofensywie jak zwykle na swoim wysokim poziomie. Bardzo aktywny, a do tego dość skuteczny. Na minus trzeba zaliczyć jego ustawienie przy akcji bramkowej Atleti, kiedy to złamał linię spalonego, czym umożliwił Griezmannowi kontynuowanie akcji.

Granit Xhaka [7,0/10] – zanim dostał piłkę, zawsze wiedział już, co chce z nią zrobić. Świetnie rozgrywał i dyktował tempo każdej akcji. Rozszerzał grę dokładnymi przerzutami. Nie mógł jednak znaleźć podania, które przeszyłoby defensywę rywali. Jego próby strzałów z dystansu pozostawiały wiele do życzenia.

Jack Wilshere [6,5/10] – przeciwieństwo występu Szwajcara. Przez większość meczu niby niewidoczny, niby mało produktywny, lecz potrafił zabłysnąć w kluczowym momencie, zaliczając ładnej urody asystę do Lacazette’a. Momentami brakowało mu jednak koncentracji, przez co łatwo oddawał piłkę przeciwnikom.

Aaron Ramsey [7,5/10] – wszędobylski – strzelał, podawał, kiwał, odbierał, a wszystko to z imponującą skutecznością. Tym razem nie było mu jednak dane przekuć jego wielkich starań na konkrety, choć był naprawdę blisko, m. in. uderzając głową, kiedy to Oblak opuszkami palców zapobiegł utracie bramki.

Mesut Ozil [6,5/10] – tworzył przestrzeń, przyspieszał grę, stawiał stempel na każdej ofensywnej akcji Kanonierów, lecz w kluczowych momentach brakowało mu dokładności albo zrozumienia z partnerem.

Danny Welbeck [6,5/10] – jak na swoje standardy, trzeba przyznać, że rozegrał naprawdę dobre zawody. W pierwszej połowie był motorem napędowym Arsenalu – to on ciągnął akcje do przodu, a także, o dziwo, kreował szanse kolegom z zespołu. Doskonałym tego przykładem była kapitalna piłka za linię obrony do Lacazette’a, który wówczas trafił z półwoleja tylko w słupek. Jak zwykle, frustrowały za to jego próby strzeleckie.

Alexandre Lacazette [8,0/10] – Francuz wreszcie odżył. W jego grze było widać pasję, zaangażowanie i determinację. Zdobył bardzo ważną bramkę otwierającą wynik spotkania, a mógł dołożyć ich jeszcze kilka, lecz albo po jego strzałach znakomicie interweniował Oblak, albo minimalnie przestrzelał. Świetnie czuł się wczoraj z piłką przy nodze, raz po raz wyprowadzając w pole defensorów swoim dryblingiem na małej przestrzeni. Ponadto, wykreował partnerom dwie okazje do strzelenia bramki. Pięćdziesięciometrowym powrotem za rywalem i odbiorem piłki już na własnej połowie w końcowych minutach spotkania zdobył chyba wszystkie armatkowe serca. Nie był to może występ idealny, ale zrobił wszystko, co mógł, by odmienić losy tej rywalizacji. Zdecydowanie najjaśniej świecący punkt w zespole Wengera wczorajszego wieczoru.

Facebook Comments