Oceny pomeczowe

OCENY: Nott’m Forest 4:2 Arsenal

Byliśmy dziś świadkami kapitalnych zawodów w wykonaniu kopaczy The Gunners, które wzorcowo oddało ich mistrzowskie i pucharowe ambicje oraz pozytywny trend rozwoju wyznaczany przez zarząd i trenera. Choć przeciwnikiem był nie byle kto – niedawni mistrzowie Anglii i dwukrotni triumfatorzy Klubowego Pucharu Europy – to podopieczni Wengera stanęli na wysokości zadania i zaprezentowali pełnię swoich możliwości, wbijając utytułowanym rywalom aż dwie bramki.

David Ospina [5,5/10] – kilka dobrych, ważnych interwencji przeplatanych kilkoma słabszymi. Odważna i skuteczna gra na przedpolu. Słabe wprowadzenie piłki do gry – wykopy na oślep, często panika w oczach.

Mathieu Debuchy [4,0/10] –  sprawiał wielką radość swoimi rajdami do przodu – głównie dlatego, że dzięki temu nie mógł nic zepsuć w obronie. Nie nadążał za młodziutkimi rywalami, pozwalał na dogrywanie prostopadłych piłek między nim a środkowym obrońcą, co nie może zdarzać się na takim poziomie.

Per Mertesacker [0,5/10] – demonem szybkości nigdy nie był, ale zawsze nadrabiał kapitalnym ustawieniem i czytaniem gry. Teraz widać, że brak regularnej gry spowodował, że zatracił swoje wszystkie atuty. 18-letni Ben Brereton gwałcący Pera swoją grą przez cały mecz, którego swego czasu odrzuciła akademia Stoke, swoim występem dał poważne argumenty Niemcowi do zakończenia kariery. Notę ratuje przypadkowo strzelona bramka.

Rob Holding [-1/10] – brak słów. Miał poważnych rywali w tej kwestii, ale wydaje się, że to właśnie on zgarnia nagrodę zawodnika meczu.

Reiss Nelson [6,0/10] – nie pasował kompletnie do swoich kolegów z drużyny – jako jedynemu jemu tego wieczoru coś wychodziło. Kapitalna zdolność dryblingu, szybkość, zwrotność. Pokazał, że jest gościem, w którego Arsenal powinien mocno zainwestować. Zdecydowanie najlepszy w szeregach Kanonierów.

Ainsley Maitland-Niles [6,0/10] – razem z Nelsonem pokazywał na lewej flance fajne zrozumienie, schematy, grę na pamięć, co mogło się podobać. Wszystko, co dobre, wychodziło od niego dziś wówczas, gdy nie trzymał się pozycji, lecz na ułańskiej fantazji próbował pociągnąć grę Arsenalu.

Joe Willock [2,0/10] – bezproduktywny w ataku, nieobecny w obronie. Przez większość czasu tylko plątał się po boisku, nie trzymając kompletnie środka pola. Sprawiał wrażenie bardzo pewnego swoich umiejętności, ale każdy pojedynek 1 na 1 w jaki chętnie wchodził, kończył się głupią stratą.

Mo Elneny [3,0/10] – jeśli ktoś zastanawiał się może, czy Egipcjanin nie powinien zastąpić Xhaki w pierwszym składzie, to dzisiaj dostał wyraźną odpowiedź. Dostał odpowiedzialne zadanie ogarnąć środek pola przy młodym Willocku, a o mało co nie wystąpił nawet gorzej od niego. Bezowocna gra.

Alex Iwobi [0/10] – serce mi się kraje, jak widzę grę tego zawodnika. Jeszcze niedawno, patrząc na jego występy przez palce, nie wyliczając drobnych błędów, wielu z nas miało wrażenie, że będzie to przyszłość Arsenalu. Alex musi jak najszybciej dostać solidnego kopa w dupę i się ogarnąć, bo to, jak prezentuje się od kilku miesięcy, jest niegodne kopaniny w C-klasie, nie mówiąc o reprezentowaniu jednego z najbardziej utytułowanych klubów w historii angielskiej piłki. Żenada.

Theo Walcott [1,0/10] – nie był dzisiaj najgorszy, a to w jego wypadku ostatnio i tak sukces. Przykro patrzeć na upadek tego sympatycznego zawodnika, ale jego czas w Arsenalu z pewnością dobiegł już końca, gdyż nic lepszego już go tu nie spotka. Zarabiać kilkaset tysięcy złotych tygodniowo za granie w piłkęi nie być w stanie prosto kopnąć futbolówki w sytuacji sam na sam z bramkarzem? Jak widać można.

Danny Welbeck [4,5/10] – kilka efektownych piętek, gol na koncie – całkiem niezły występ, co nie? Niestety, od tak doświadczonego zawodnika z aspiracjami na regularną grę w Premier League wymagamy duuuuuużo więcej jakości, której Danny już chyba nigdy po prostu nie będzie miał. Z całą sympatią do Welbza, miejmy nadzieję, że nowy szef skautingu Arsenalu nie pozwoli już Wengerowi ściągać takich ‘złotych chłopców angielskiego futbolu’.

Rezerwowi:

Eddie Nketiah [3,0/5] – zaraz po wejściu pokazał próbkę swoich niewątpliwie sporych umiejętności, wypracowując sobie świetną okazję do pokonania bramkarza gospodarzy. Na nieszczęście, nie potrafił jej zamienić na gola. Ale od razu zrodziło się w mojej głowie pytanie: czy nie lepiej byłoby dać mu szansę od początku na ataku zamiast na siłę kreowanego na napastnika Welbecka, którego można było przesunąć na skrzydło?

Chuba Akpom [2,5/5] – nie był na boisku długo, ale miał kapitalną szansę do zapisania się w historii tego meczu. W końcówce spotkania dostał prezent od jednego z zawodników Forest i w sytuacji sam na sam nie był w stanie umieścić piłki w siatce.

Facebook Comments