Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 2-2 Chelsea

Arsenal kolejny raz w tym sezonie pokazał się z rewelacyjnej wręcz strony w meczu na szczycie i… Po raz kolejny nie zdołał ugrać kompletu punktów. Kanonierzy dominowali, w ofensywie byli szybcy i wściekli i gdyby nie tragiczna momentami gra defensywy, z pewnością zdołaliby wyrwać Chelsea nawet trzy punkty. Z drugiej jednak strony The Gunners mieli furę szczęścia, kiedy to piłkarze The Blues na czele z Moratą marnowali “setki” na potęgę. Można zatem uznać, że skoro obie z ekip miały mocne argumenty, by to spotkanie wygrać, ten bramkowy remis po kapitalnym widowisku należy przyjąć za sprawiedliwy.

Petr Cech [8,0/10] – wykonał kilka kluczowych interwencji na najwyższym poziomie. Kilkukrotnie ratowało go szczęście (jak w przypadku choćby poprzeczki Zappacosty), bądź indolencja strzelców drużyny przeciwnej, jednak gdyby nie jego kunszt bramkarski, wynik mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Za utratę drugiej bramki nie można Czecha obwiniać – odległość była zbyt mała, a strzał zbyt silny, by podjąć jakąkolwiek próbę obrony. Natomiast rzut karny… Oczywiście, można powiedzieć, że nie ma obronionych karnych, są tylko źle strzelone. Łatwiej jednak dać pomylić się strzelcowi rzucając się chociaż raz w tym samym kierunku, w którym ten posyła piłkę. Niemniej jednak, świetny występ czeskiego golkipera.

Hector Bellerin [7,0/10] – 83% celnych podań, 4 udane interwencje, 2 odbiory, jedno przejęcie i co najważniejsze jeden gol dający ostatecznie cenny punkt Kanonierom – tak wyglądało środowe spotkanie w liczbach w wykonaniu Hiszpana. Nie był to może oszałamiający występ, jednak w jego grze widać zdecydowaną poprawę. Wreszcie nie bał się wchodzić w pojedynki, nie spowalniał akcji ofensywnych, zawsze dawał opcję do zagrania. Do poprawy zdecydowanie dośrodkowania. Lecz coś drgnęło. Powrót do formy? Na takie deklaracje jeszcze zdecydowanie za wcześnie, ale Hiszpan nareszcie ruszył w dobrym kierunku.

Calum Chambers [3,0] – za każdym razem, gdy miał piłkę pod nogami, byłem bliski zawału. Popełnił dwa fatalne błędy w ustawieniu i przynajmniej raz przegrał kluczową walkę o pozycję jako ostatni obrońca z pędzącym Moratą – każda z tych sytuacji powinna zakończyć się utratą bramki. Z drugiej strony, zaliczył też kilka ważnych interwencji. Całkiem nieźle grał na wyprzedzenie, przechwytując w ten sposób kilka razy futbolówkę.

Skhodran Mustafi [5,5] – on z Moratą większych problemów nie miał. Nie pozwolił mu na wygrywanie pojedynków w powietrzu. Zawalił drugą bramkę, całkowicie gubiąc wbiegającego przed samą bramkę Alonso. Miał też swoje drobne problemy, jak choćby nieporozumienie z kolegami z formacji defensywnej skutkujące łamaniem linii spalonego, ale ostatecznie i tak zaprezentował się najlepiej z trójki stoperów. Odważnie wprowadzał piłkę do gry, szukając jak najbardziej ofensywnych i przyspieszających akcje rozwiązań.

Rob Holding [4,0] – przez większość czasu niewidoczny. Można było odnieść wrażenie, że koledzy przejęli od niego całą robotę, a on włączał się dopiero przy rozegraniu. Dzięki temu nie popełnił żadnego spektakularnego babola… Ale chyba nie o takie granie do końca chodzi.

Ainsley Maitland-Niles [8,5] – kapitalny występ młodzieńca na lewym wahadle. Wysłał Victora Mosesa do domu, ogrywając go zarówno z przodu jak i z tyłu, nie pozostawiwszy mu żadnych szans. Świetnie spisywał się w akcjach ofensywnych. Był bliski zarówno asysty, wypracowania karnego jak i strzelenia bramki, choć ostatecznie żadna z tych sztuk mu się nie udała. Pokazywał luz, szybkość, pewność siebie i kreatywność, jakiej do tej pory trochę mu brakowało.  Z tyłu za to imponował walecznością i cierpliwością. Niestety, Zappacosta w bramkowej akcji dającej wówczas prowadzenie Chelsea uwidocznił, że Anglik mimo wszystko obrońcą nie jest. Nie przegrał wielu pojedynków, lecz ten jeden ostatecznie doprowadził do utraty gola, co boli najbardziej.

Granit Xhaka [6,5/10] – 79 podań z czego 88.6% celnych, a jedno kluczowe, 6 wygranych pojedynków w defensywie, dwie skuteczne interwencje, jeden przechwyt – można mówić wiele o Xhace, ale nie można wciąż zaprzeczać, że odgrywa swoją ważną rolę w ekipie Wengera. Starał się grać na jak najmniejszą ilość kontaktów szybko pozbywając się piłki. Niestety, zaliczył także przynajmniej dwie bardzo groźne straty w środku pola prowadzące do szybkich kontrataków Chelsea. Nie jest to na pewno boiskowy magik, nie jest także tytanem pracy w defensywie, jednak Szwajcar na pewno nie zasługuje na tak dużą krytykę, jaka spotyka go ostatnimi czasy.

Jack Wilshere [8,5/10] – świetne zawody w wykonaniu Anglika. Motor napędowy Arsenalu. To od niego zaczynało się większość ataków Kanonierów. Ożywiające grę wygrane dryblingi, kapitalne otwierające podania, inwencja twórcza na najwyższym poziomie, wreszcie – piękny gol otwierający wynik spotkania. Takim występem wydaje się, że powinien bez problemu zarobić sobie nowy kontrakt. Jack is back! Boli tylko jedna kwestia – mimo wszystko, według mnie duet Xhaka-Wilshere nie do końca działa. Ale na to radę można znaleźć już chyba tylko w transferowym markecie.

Alexis Sanchez [7,0/10] – po serii fatalnych spotkań Chilijczyk wyraźnie dochodzi do optymalnej dyspozycji (właśnie jak otwarło się okienko – przypadek?). Jego zrozumienie na boisku z Mesutem Ozilem to była jakaś magia. W co najmniej kilku akcjach sami we dwóch wprost gwałcili obronę mistrzów Anglii szybkimi kombinacjami na skraju pola karnego. Miał ogromnego pecha, kiedy po jego strzale piłka odbiła się od dwóch słupków i wróciła w pole gry.

Mesut Ozil [8,0/10] – jego gra w pierwszej połowie to była poezja. W drugiej nieco spuścił z tonu, ale nadal popisywał się wybitnymi zagraniami. Obecnie Ozil jest dla Arsenalu zdecydowanie najważniejszym zawodnikiem – nadaje grze tempo, znajduje w ofensywie rozwiązania, których nie potrafi wykonać nikt inny. To na jego barkach w większości spoczywa to, jak w danym meczu Kanonierzy prezentują się w ataku. Nie inaczej było środowego wieczoru.

Alex Lacazette [6,5/10] – Laca, który miał być lekiem na nieskuteczność w ofensywie daje Arsenalowi wszystko oprócz… goli. Łatwość, z jaką ogrywa rywali i dochodzi do sytuacji strzeleckich jest zdumiewająca, jednak co z tego, skoro Francuzowi po prostu ‘nie chce wpaść’. Gra efektownie i jest zawsze bliski umieszczenia piłki w siatce, lecz dopóki nie zacznie wykorzystywać swoich okazji, nic nam po tym.

Rezerwowi:

Danny Welbeck [2,0/5] – nie dał chyba takiego powiewu świeżości, jakiego oczekiwał od niego Wenger. Praktycznie nie zdążył się nam pokazać przez ten kwadrans.

Theo Walcott [-/5] – przebywał na boisku zaledwie kilka minut.

Facebook Comments