Oceny pomeczowe

OCENY: Southampton 1-1 Arsenal

Kolejny tydzień, kolejna kolejka najciekawszej ligi świata i kolejny zawód sprawiony fanom Arsenalu przez podopiecznych Arsene’a Wengera. Nie można bowiem inaczej nazwać wyszarpanego w ostatnich minutach remisu z Southampton, zwłaszcza po tak dobrym (z ominięciem formacji defensywnej) występie przeciwko Manchesterowi United w poprzednią sobotę.

Petr Cech [6.5/10] – kolejny występ ,,na poziomie” czeskiego golkipera. Przy bramce nie miał absolutnie nic do powiedzenia, a sam kilka razy popisywał się dobrymi interwencjami, które uchroniły Arsenal od blamażu już w pierwszych 15 minutach. Bez wsparcia z linii obrony były bramkarz Chelsea także sobie radzi, od początku sezonu utrzymując równą, wysoką formę.

Laurent Koscielny [3.5/10] – kolejny słaby mecz Francuza, mnóstwo pomyłek w obronie, kiepskie wyprowadzenie piłki i masa niewymuszonych błędów, które mogły słono kosztować. Do tego pod koniec meczu powinien obejrzeć czerwoną kartkę za faul na wychodzącym na czystą pozycje zawodniku Southampton i tylko nieuwaga sędziego uchroniła go od kolejnej absencji w grze.

Per Mertesacker [2/10] – Per w tym meczu po prostu nie nadążał. Przy bramce Austina, to on stworzył wyrwę w obronie, w którą swobodnie wbiegł Austin. W dzisiejszym meczu brakowało mu nawet dobrego ustawiania się oraz jakiejkolwiek agresji w grze – sytuacja z drugiej połowy, kiedy Oriol Romeu miał swobodną sytuacje do strzału, a BFG po prostu stanął i czekał co się stanie idealnie to pokazuje. Trzeba jednak przyznać, że jeden (i w praktyce jedyny wykonany przez niego) sprint w tym meczu zrobił na mnie wrażenie –tak szybkie biegi do ławki rezerwowych rzadko się zdarzają.

Nacho Monreal [4.5/10] – zdecydowanie najpewniejszy punkt trzyosobowej obrony, co nie oznacza w żadnym wypadku, że był to dobry mecz w wykonaniu Hiszpana. Bardzo nieregularny w odbiorach, dobre przeplatał wręcz fatalnymi. Nieźle wyprowadzał piłkę do przodu i starał się stwarzać przewagę na lewej stronie boiska.

Hector Bellerin [3/10] – nieudolny w ataku, nieudolny w obronie. Popełnił masę karygodnych błędów, które jakimś cudem nie zakończyły się bramką. W ataku nie potrafił wykonać jakiejkolwiek celnej wrzutki, a jego meczowa dewiza widocznie wyrażała się w dwóch słowach: ,,just run”. Podjął nawet próbę sabotażu własnej drużyny, kiedy to podał, ot tak, do Nathana Redmonda i tylko dzięki pozycji spalonej, na której znajdował się Charlie Austin, nie padła bramka.

Granit Xhaka [4/10] – nie mam pojęcia, czemu ten gość nadal wychodzi w podstawowej jedenastce. W ataku – poza podaniami do najbliższego – absolutnie bezproduktywny, tak samo zresztą jak w obronie. Swoim ,,świetnym zagraniem” z drugiej połowy niemal wypracował kontrę Southampton, a jedyne, za co mogę go pochwalić, to świetny wślizg po błędzie Nacho Monreala, który ewidentnie uchronił Arsenal od straty drugiej bramki.

Aaron Ramsey [7/10] – Walijczyk po raz kolejny był wyróżniającą się postacią w szeregach Kanonierów. Dobrze grał do przodu, starał się koronkowo rozgrywać akcję, próbując napocząć defensywę Southampton. Mógł nawet zdobyć bramkę, jednak Forster fenomenalnie wybronił jego strzał. Nie ustrzegł się oczywiście strat piłki, jednak i tak nie były one tak częste jak w innych meczach. Widać, że dobrze układa mu się współpraca z Alexandrem Lacazettem, z którym stwarzali zdecydowanie największe zagrożenie pod bramką Świętych.

Sead Kolasinac [6/10] – jak zawsze solidny Bośniak i tym razem nie zawiódł. Nie popełniał błędów w obronie, jego wejścia do ataku zawsze stwarzały zagrożenie. Świetnie także wypracowywał miejsce dla kolegów, ściągając za sobą obrońców rywali. Nie zmienia to jednak faktu, że – tak jak jego vis a vis z prawej strony boiska – nie potrafił dokładnie wrzucić piłki w pole karne, głupio oddając piłkę rywalom.

Alexis Sanchez [4/10]  – dostań piłkę -> przebiegnij 5 metrów -> zatrzymaj się -> zagraj bezsensowną wrzutkę w pole karne na Lacazette’a krytego przez o dwie głowy wyższych obrońców. Tak w skrócie można opisać niedzielne spotkanie w wyniku Alexisa. Zanotował aż 32 straty (więcej tylko tydzień temu – 34) i nawet asysta zapisana na jego koncie nie zmienia faktu, że zagrał bardzo słabo. Najlepiej wychodziło mu zdecydowanie machanie rękoma, a jego dobre zagrania ze spotkania na St.Mary’s można policzyć na palcach jednej dłoni. Jeśli nadal ma to tak wyglądać, to najlepiej będzie, jeśli Wenger pokaże mu drzwi i da zagrać komuś, komu faktycznie zależy na dobru Arsenalu, a nie wymuszeniu transferu do ligowego rywala.

Mesut Özil [5/10] – nie bez kozery nazywany magikiem, kolejny raz pokazał swoje zdolności w dzisiejszym meczu. Kiedy Arsenal musiał się bronić, to Niemiec po prostu magicznie… znikał, nie pierwszy raz zresztą. Nie interesowała go gra w obronie, nie wykazywał jakiegokolwiek zaangażowania w defensywę. Fartem jednak Kanonierzy spędzili przy piłce nieco ponad 65% czasu, co dawało mu pole do popisu. Kilka niezłych zagrań, przeplatane bezsensownymi wrzutkami w pole karne oraz genialnie rozprowadzona kontra złożyły się na przeciętny mecz wychowanka Schalke.

Alexandre Lacazette [7/10]  – przez cały mecz pod grą, kiedy miał piłkę starał się zrobić coś z niczego. Dobrze schodził w boczne sektory pola karnego, gdy zaszła taka potrzeba, stwarzając dogodne sytuacje kolegom z drużyny. Pochwała należy mu się za wychodzenie na pozycje oraz zejścia w boczne sektory pola karnego, czym stwarzał odrobinę miejsca kolegom z zespołu. Swoje jednak zmarnował – powinien ten mecz skończyć z minimum dwiema bramkami.

Zmiennicy:

Danny Welbeck [1,5/5] – czy ktokolwiek go widział na boisku? Przez pół godziny nie zrobił nic, co jakkolwiek by się odznaczało.

Jack Wilshere [3/5] – zdecydowanie wniósł do gry Kanonierów wiele kreatywności i nieszablonowych zagrań, czego ewidentnie było potrzeba do rozmontowania defensywy Świętych. Miał kilka dobrych, a nawet bardzo dobrych podań, raz groźnie strzelał. Przez 20 minut spędzonych na boisku pokazał o wiele więcej dobrego, niż Granit Xhaka przez 70 minut.

Oliver Giroud [3/5] – dobra zmiana Francuza, nie tylko dzięki strzelonej bramce. Dał nowe opcje w ataku, wykorzystanie nareszcie znalazły wrzutki Sancheza. Dobrze się zastawiał, mądrze wystawiał się do klepki, a przy odrobinie szczęścia mógł strzelić więcej niż 1 bramkę.

Facebook Comments