Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 6-0 BATE

Podopieczni Arsene’a Wengera dali wczoraj swoim rywalom srogą lekcję futbolu, dominując nad nimi przez praktycznie całe spotkanie w każdym aspekcie. Drugi garnitur wystawiony przez francuskiego szkoleniowca chciał mu za wszelką cenę udowodnić, że każdy jeden piłkarz teoretycznie rezerwowy zasługuje na grę w pierwszym składzie – w kilku przypadkach mogło się to nawet udać, niektórzy jednak nie do końca sprostali zadaniu. Występ drużyny jako ogółu był naprawdę niedaleki perfekcji, lecz indywidualnie – jak zawsze – można się było czepiać.

David Ospina [6,5/10] – całe szczęście, że w drugiej połowie miał do wybicia kilka ‘piątek’ i może ze dwa razy interweniował, bo całkowicie zapomniałby w ogóle, że piłka jest okrągła. Krótko mówiąc, nie miał tego wieczoru nic do roboty, a jeśli już był wywoływany do tablicy, to radził sobie bez problemu.

Mathieu Debuchy [7,5/10] – w defensywie był praktycznie bezrobotny, co innego z przodu. Udzielał się bardzo często, non stop dawał opcję do gry na prawym skrzydle. Jego wrzutki nie były może najwyższych lotów, za to popisał się bramką ‘stadiony świata’. Zdecydowanie dochodzi do dobrej dyspozycji i może powoli być brany pod uwagę jako równowartościowy zmiennik dla któregoś z obrońców lub prawego wahadłowego.

Calum Chambers [7,0/10] – podobnie jak cały blok defensywny, nie miał wiele do roboty. Jeżeli już jednak musiał interweniować, robił to raczej pewnie i skutecznie. Odważnie wyprowadzał piłkę od tyłu, popisując się kilkoma mądrymi zagraniami z pominięciem środka pola.

Rob Holding [6,5/10] – z tyłu nie można było mu nic zarzucić. Z piłką przy nodze za to zdecydowanie bardziej asekuracyjna gra z jego strony w porównaniu do jego partnera ze środka obrony. Wybierał głównie najprostsze i najbezpieczniejsze opcje, ale czy można to traktować w jego sytuacji jako błąd?

Ainsley Maitland-Niles [5,5/10] – ponownie nie przekonał swoim występem. Wielokrotnie w głupi sposób pozbywał się piłki. Znacznie lepiej szło mu pod polem karnym rywala, gdzie dobrze odnajdował się na lewej flance i potrafił wygrać pojedynej 1 na 1. Dośrodkowania jednak wciąż do poprawy.

Francis Coquelin [7,0/10] – cały mecz kontrolował środek pola, mądrze asekurując kolegów i rozdzielając piłki. Wykonał kawał solidnej pracy – dokładnie to, czego od niego oczekujemy.

Mohamed Elneny [7,5/10] – świetnie uzupełniał się z Coquelinem, wymieniając się nawzajem w swoich ofensywnych akcjach. Jak zawsze, nie można było mu odmówić zaangażowania i schludnej, poukładanej gry. Swój bardzo poprawny występ okrasił przepięknym trafieniem.

Jack Wilshere [9,5/10] – dyrygent. Architekt tego zwycięstwa. Niemal każda akcja przechodziła przez niego. Kapitalnie dostrzegał partnerów i obsługiwał ich świetnymi prostopadłymi zagraniami. Żywy, energiczny, kreatywny, odważny – ot, cały Jackie. Wykreował kilka doskonałych sytuacji strzeleckich, choć oficjalnie zaliczył tylko jedną asystę. Do tego dołożył pierwszą od 2015 roku bramkę w barwach Kanonierów. Największy zwycięzca tego meczu. Zdecydowanie MOTM.

Theo Walcott [8,0/10] – bezsprzecznie najlepszy jego występ w tym sezonie. Wziął odpowiedzialność za grę, cały czas szukał wolnych przestrzeni i nieszablonowych rozwiązań. Zaliczył asystę, ostatnie podanie przed trafieniem samobójczym, wywalczył karnego i sam także wpisał się na listę strzelców. Czasem grał trochę samolubnie, ale to w jego sytuacji i w takim spotkaniu całkowicie zrozumiałe.

Olivier Giroud [7,0/10] – cały mecz pokazywał się do gry, wybiegał na pozycję, lecz rzadko kiedy otrzymywał podanie, jakiego oczekiwał. Ciężki mecz dla Francuza, w którym, mimo braku sytuacji, za wszelką cenę chciał zdobyć gola. Na całe szczęście, z pomocą przyszedł rzut karny, który pewnie wykorzystał (nawet dwukrotnie!), dzięki czemu w pewnym sensie na pewno kamień spadł mu z serca.

Danny Welbeck [2,5/10] – przykro się tego wieczoru patrzyło na poczynania Anglika. Futbolówka płatała mu figla, plątała się pod nogami. Nie potrafił skutecznie przyjąć, minąć rywala, ani także podać, czy strzelić na bramkę. Większość jego zagrań kończyła się stratami. Podczas meczu skupiony przede wszystkim na indywidualnych osiągnięciach – mógł zaliczyć co najmniej kilka asyst, lecz za każdym razem szukał strzału, co kończyło się raczej beznadziejnie. Raz był blisko strzelenia upragnionego gola, lecz golkiper rywali przytomnie interweniował.

Rezerwowi:

Reiss Nelson, Eddie Nketiah, Joe Willock [2,5/5] – kilkanaście minut na boisku nie wystarczyło im, by popisać się jakimś godnym uwagi zagraniem. Nie obniżyli w tym spotkaniu poziomu gry Arsenalu, lecz nie dali też od siebie niczego ekstra.

Facebook Comments