Oceny pomeczowe

OCENY: Arsenal 1-3 Manchester United

Genialna gra, beznadziejny wynik, koszmarne sędziowanie – tak w skrócie można opisać dzisiejszy mecz na The Emirates. Arsenal próbował, jednak i tym razem skrzętnie zaparkowany bus Manchesteru United okazał się zbyt szczelną zaporą do pokonania. Trudno się pogodzić z ostatecznym rezultatem tego spotkania, jednak mimo wszystko możemy być dumni z charakteru, oraz zaangażowania jakie w mecz włożyli zawodnicy Arsenalu.

Petr Cech [5/10] Czeski golkiper miał bardzo mało roboty w tym spotkaniu, a kiedy już gracze Manchesteru United go zatrudniali niestety musiał kapitulować. Nie można jednak winić go absolutnie za nic, bowiem nie dostawał on absolutnie żadnego wsparcia z formacji obronnej, a kiedy miał okazje do wykazania się, pięknie wybronił strzał Jessego Lingarda, ratując Arsenal przed stratą 3 bramki.

Hector Bellerin [2/10] Hiszpan jak zawsze biegał, starał się, jednak zupełnie nic z tego nie wynikało. Kiedy już mógł jakkolwiek dać o sobie znać, to albo był ładnie objeżdżany przez Martiala, albo popisywał się niedokładnymi wrzutkami. Na plus oczywiście dobre, groźne uderzenie z drugiej połowy, które mogło zaskoczyć De Gee, oraz nieliczne interwencje skutecznie stopujące kontry United.

Laurent Koscielny [-1/10] Jeśli mam być szczery, nie sądziłem, że kiedykolwiek wystawie tak słabą notę naszemu kapitanowi. Pomimo tego, że obrona Arsenalu nie miała zbyt dużo do roboty, Francuz popełniał błąd za błędem. Kompletnie nieuważny w obronie, bez jakiegokolwiek zaangażowania,  miał udział przy wszystkich 3 straconych bramkach. Nierozważnie rozgrywał, miał ogromne problemy z odebraniem futbolówki piłkarzom United, przez których był kręcony niczym na karuzeli.

Nacho Monreal [0/10] Nacho dostaje wyższą notę od swojego partnera ze środka obrony tylko dlatego, że nie  był zamieszany w żadną z bramek. O ile przez cały sezon był on tam gdzie powinien, o tyle w dzisiejszym meczu był wszędzie tam, gdzie nie powinien być. Kompletnie nie trafiał z odbiorami, nie nadążał za piłkarzami United. Wróciły niejako demony z poprzedniego sezonu, fatalnego dla Nachosa.

Sead Kolasinac [2/10] Bośniak dziś – delikatnie mówiąc – nie zachwycił. Do spółki z Koscielnym są winni pierwszej bramki, gdzie mógł zachować odrobinę więcej rozwagi. Przy drugiej zresztą także się nie popisał. Trzeba mu jednak oddać, że z lewej strony stwarzał zagrożenie dla bramki United, dodatkowo tak jak jego vis a vis z prawej strony boiska, popisał się groźnym uderzeniem na bramkę De Gei, które mogło zaskoczyć hiszpańskiego golkipera.

Granit Xhaka [1/10] Od początku sezonu Szwajcar jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem drużyny Kanonierów. Gdyby nie popisy linii obronnej, tradycji stałoby się zadość. Tym razem były gracz Borussi Mönchengladbach nie był najgorszy na boisku, co bynajmniej jednak nie oznacza niczego dobrego. Ślamazarny, cały mecz grał ogromnie zachowawczo, a jedyne czym się popisywał to faule. Zdarzyło mu się także grać na skrzydle, z nikomu nie wiadomej przyczyny. Świetne crossy zastąpił świetnymi podaniami do tyłu, albo do najbliższego. Idealnym podsumowaniem jego występu może być przestrzelona sytuacja kiedy leżał De Gea, a obrona United razem z nim. Dramat.

Aaron Ramsey [5,5/10] Skończyliśmy z defensywą, można zabrać się za pochwały. Nie był to oczywiście perfekcyjny występ Walijczyka, jednak tak jak cały tercet z przodu – próbował coś zrobić. Genialna asysta przy trafieniu Lacazetta, połączona z idealnym wyjściem na pozycje, oraz kilka naprawdę dobrych zagrań na tle drużyny wypada co najmniej nieźle. Mecz mógł zakończyć nawet z bramką, ale po dograniu Ozila w doliczonym czasie gry znacznie przestrzelił. Próbował też z dystansu, co jednak kompletnie mu nie szło.

Alexis Sanchez [6/10] W zasadzie zwykły mecz w wykonaniu Chilijczyka. Razem z Lacazettem przez cały mecz szarpali, próbując wbić piłkę do bramki United. Były gracz Barcelony miał swoje świetne wejścia w tym meczu, był bardzo bliski zdobycia bramki, oraz zaliczył fenomenalną asystę drugiego stopnia przy golu Lacazette’a, idealnie obsługując Aarona Ramseya.  Nie ustrzegł się oczywiście błędów, notując kilka niepotrzebnych strat, niedokładnie zagrywając lub niefrasobliwie strzelając na bramkę strzeżoną przez Davida De Gee. Nie zmienia to jednak faktu, że był jedną z najjaśniejszych postaci w szeregach Kanonierów.

Alex Iwobi [3/10] Zdecydowanie najmniej aktywny z ofensywnych zawodników, starał się stwarzać sytuacje dla kolegów, jednak często jego zagrania były po prostu niecelne. Nie odnajdywał się w grze, źle się ustawiał i kiepsko wychodziło mu jakiekolwiek wychodzenia na pozycje. Miał jedną sytuacje do strzelenia gola, jednak jego strzał trafił idealnie w De Gee.

Mesut Ozil [6/10] Idealny mecz dla Niemca, by pokazać co potrafi.  Starał się na każdej  akcji postawić swój stempel, dobrze otwierał korytarze dla kolegów, a swoimi podaniami stwarzał zagrożenie w polu karnym ,,Czerwonych Diabłów”. Czasami podawał piłkę wręcz na tacy, a jego uderzenie z rzutu wolnego zakończyłoby się bramką, gdyby nie świetna interwencja Younga. Nie zmienia to jednak faktu, że kolejny raz pokazał, że ma coś z magika, i w nielicznych fragmentach meczu po prostu znikał. Na plus powroty do defensywy, których zanotował nadspodziewanie dużo.

Alexandre Lacazette [6,5/10] Francuz był zdecydowanie wyróżniającą się postacią w szeregach Arsenalu. Szarpał, walczył jak mógł z obrońcami United, pomimo, że warunkami fizycznymi nie może się z nimi jakkolwiek równać. Dobrze podchodził do gry, wychodził do klepki, ściągał za sobą obrońców. Miał najwięcej okazji do strzelenia bramki, z czego powinien wykorzystać minimum dwie. Dodatkowo wywalczył rzut karny, który oczywiście nie został podyktowany przez Andre Marinera.

Rezerwowi :

 Skhodran Mustafi [-1/10] – powinienem napisać, że grał za krótko, aby go ocenić, jednak jego występ w skrócie można podsumować tak – wszedł, zawalił bramkę, zszedł. Najgorszy mecz w sezonie Niemca.

 Danny Welbeck [2/5] Absolutnie nic nie wniósł do gry zespołu, a jedynym pozytywem z jego gry było to, że wywalczył niepodyktowany rzut karny.

Oliver Girooud [1/5] Mógł równie dobrze nie wchodzić na boisko, przez ponad 10 minut nie zrobił absolutnie nic.

 

 

Facebook Comments