Publicystyka

Szczerze mówiąc – Wisienki na torcie

Nie samym Arsenalem człowiek żyje i jestem pewien, że każdy z nas, poza Kanonierami, ma w Premier League przynajmniej jedną drużynę, której kibicuje z całego serca. Drużyną, która wkradła się do mojego serca jest AFC Bournemouth. Drużyna, której po prostu nie da się nie lubić; która swoją pasją i zaangażowaniem kupiła sobie na pewno niejednego piłkarskiego entuzjastę, w tym mnie.


Kiedy w 2015 roku do elity Premier League wkradła się ekipa Bournemouth, nikt nie dawał im szans na utrzymanie. Wisienki były pierwszym kandydatem do spadku, bo przecież jak taka drużyna miałaby się utrzymać w elicie angielskiej piłki? Niedoświadczony, młody trener, drużyna bez żadnych większych nazwisk w składzie, najmniejszy stadion w Premier League – za tym zespołem w zasadzie nic nie przemawiało. Tymczasem, ekipa z południa Anglii nie tylko utarła nosa wszystkim, ale również zaczęła pukać coraz głośniej do drzwi środka tabeli.

Jeszcze prawie 10 lat temu klub był bliski bankructwa. Sezon 2008/09 Wisienki zaczęły w League Two, mając aż 17 punktów ujemnych na koncie jako karę nałożoną przez FA z powodu długów. Za sterami tonącego okrętu stanął były zawodnik klubu, Jimmy Quinn, którego praca na Dean Court nie trwała długo. Już po kilku miesiącach jego miejsce zajął kolejny były piłkarz Wisienek- Eddie Howe, który tym samym stał się najmłodszym w historii menedżerem Football League, mając zaledwie 31 lat. Młodemu Anglikowi udało się doprowadzić zespół do utrzymania. W 2009 roku nad klubem w końcu pojawiło się słońce, kiedy to został on kupiony przez nowych inwestorów, dzięki czemu widmo bankructwa oddaliło się za horyzont.

Sezon 2009/10 był pierwszym pełnym sezonem Howe’a na ławce trenerskiej. Anglik pokazał swój trenerski kunszt, zajmując w rozgrywkach drugie miejsce i awansując do League One. Po tym sukcesie Howe postanowił szukać szczęścia gdzie indziej i przeniósł się do Burnley. Kiedy wracał na południe w sezonie 2013/14, znowu pokazał jak świetnym jest trenerem. Najpierw zajął najwyższe w historii klubu 10. miejsce w drugiej klasie rozgrywkowej, a już w swoim drugim sezonie po powrocie zdobył tytuł Championship, czym otworzył AFC Bournemouth bramę dotychczas dla klubu nieosiągalną – wprowadził Wisienki do Premier League.

Już w swoim pierwszym sezonie The Cherries pokazali, że tanio skóry nie sprzedadzą. 16. miejsce zapewniło spokojne spojrzenie w przyszłość i możliwość wzmocnienia się na następne sezony. Sezon 16/17 zakończony przez Wisienki na 9. miejscu pokazał, jak niesamowitą drużyną jest ten sympatyczny klub. Bournemouth ma wszystko, aby dalej walczyć i piąć się wyżej w kolejnych sezonach, jednak kluczem do sukcesu jest właśnie osoba Eddiego Howe’a. Nie bez powodu młody Anglik namaszczony został przez angielską prasę jako następca Arsene’a Wengera.

Jego zespól gra ciekawą piłkę, nie boi się atakować, czego dowodem są takie wyniki jak 4:3 z Liverpoolem czy 3:3 z Arsenalem. Gorzej natomiast wygląda gra obronna, czego przykładem jest na pewno ten sezon, który Wisienki zaczęły raczej przeciętnie. Pomimo wzmocnień o takich zawodników jak Jermain Defoe, Nathan Ake czy Asmir Begovic, ekipa Howe’a wciąż stara się złapać optymalną formę. Wydaje się jednak, że The Cherries wkraczają z powrotem na dobre tory, które mogą ich zaprowadzić znowu do pierwszej dziesiątki Premier League.

Facebook Comments