Publicystyka

Szczerze mówiąc – Akcja-Reaktywacja!

Trudno jest być fanem reprezentacji Anglii. Ciężko o spokój i pewność siebie, gdy wykres formy tej drużyny przypomina postaci z teledysku do utworu “Parabole tańczą”. Ten rok może być jednak preludium do czegoś nowego i – przede wszystkim – wielkiego.

Synowie Albionu zawsze z urzędu zaliczani są do faworytów imprez rangi mistrzowskiej. Co z tego, że tylko dwukrotnie, i to w dodatku na własnej ziemi, sięgali po ich medale. Ostatnie dobre turnieje Anglików to chyba te, w których prowadził ich Sven-Goran Eriksson. Kadencję Szweda można różnie oceniać, jednak jego postać może być poniekąd symbolem przemian angielskiego futbolu w XXI wieku.

Kiedy Eriksson obejmował posadę selekcjonera, czymś normalnym było to, że w każdym klubie Premier League na murawie regularnie pojawiali się Anglicy. Raz więcej, raz mniej – jednak zawsze. Z pewną pogardą spoglądano na Chelsea, która pod koniec lat 90. jako pierwsza w historii tego kraju zaprezentowała jedenastkę, złożoną wyłącznie z obcokrajowców. Krytyka The Blues dla niektórych stała się przestrogą, jednak chyba mało kto przypuszczał, że nie upłynie wiele wody w Tamizie, a takie obrazki nie będą już dziwić. Przykład? Policzcie Anglików w pierwszym składzie Arsenalu podczas meczu ze Swansea.

W czasach, gdy Premier League śledzą setki miliony osób, a pieniądze z praw telewizyjnych zlikwidowałyby pewnie problem głodu na świecie, zapomniało się o jednym, dość banalnym fakcie. To liga ANGIELSKA. Nie każdy musi lubić reprezetację tego kraju, ale Premier League poniekąd jest jej owych reprezentantów winna. Na ogromnym skoku finansowo-wizerunkowo-sportowym najwięcej straciła piłka “angielska” w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Śmiejemy się z Ekstraklasy i kreowania przez media na “potential future stars” niektórych piłkarzy w niej grających, jednak na Wyspach jest podobnie. Jeszcze nie tak dawno wystarczyło, że któryś z Anglików kopnął kilka razy prosto piłkę i już był łączony z reprezentacją. Smutne jest to, że młodzi Synowie Albionu, którzy kilkanaście lat temu wchodzili do kadry Erikssona (m.in. Lampard, Gerrard, Terry czy Cole), mieliby dziś pewne miejsce w każdym spotkaniu narodowej drużyny. Jakość Anglików po prostu spadła. Oczywiście są jednostki, które śmiało można zaliczyć do europejskiej czołówki, ale w pojedynku z reprezentacją Erikssona drużyna Southgate’a przegrałaby większość spotkań.

Na reprezentacji czkawką odbiła się wspomniana otwartość granic. Zespoły zaczęły ściągać z całego świata nie tylko gwiazdy dzisiaj czy jutra, ale nawet już przyszłego tygodnia. Klubowe akademie stały się międzynarodowe, jednak coraz mniej angielskie. Wielokrotnie słyszało się już zdanie “wychowanek ma najtrudniej”. Można je śmiało sparafrazować na “Anglik na swojej ziemi ma najtrudniej”.

Pojawiło się jednak światełko w tunelu, którego chyba nikt się nie spodziewał. Brytyjczycy bardzo często kompromitowali się w młodzieżowym futbolu, więc tym większym szokiem okazały się tegoroczne poczynania Anglików. Sięgnęli oni po medal każdej imprezy w każdej kategorii wiekowej, w której wzięli udział! Oczywiście nie musi mieć to przełożenia na dorosły futbol, ale jest znakomitym kapitałem na przyszłość. Akcja-reaktywacja? To możliwe. Największym wyzwaniem dla tych chłopaków będzie jednak przebicie się do składów zespołów rodzimej “ligi gladiatorów”, co niestety okazało się wielokrotnie dla wielu mission impossible.

Facebook Comments