Oceny pomeczowe

OCENY: Nketiah 2:1 Norwich!

Arsenal awansuje do kolejnej rundy Carabao Cup! I w zasadzie nie byłoby wiele więcej do powiedzenia o dzisiejszym meczu, gdyby na boisku nie pojawił się osiemnastoletni Eddie Nketiah, który w kilkanaście minut skradł całe show. Młodziutki Anglik w dwustu procentach wykorzystał swoją szansę otrzymaną przez Wengera i praktycznie w pojedynkę zapewnił Kanonierom końcowy sukces. I choć samo spotkanie przez większość czasu nie porywało, dla tego widoku warto było czekać.

Matt Macey [6,5/10] – przy golu nie miał dużo więcej do powiedzenia. Poza tym, zaliczał raczej pewne interwencje, chociaż nie należały one do najtrudniejszych.

Mathieu Debuchy [3,5/10] – dość łatwo objeżdżany przez rywali z Championship. Wyraźnie daje się mu we znaki brak ogrania, a także nowa pozycja na boisku. Nieomal po jego nieostrożnym zagraniu sędzia nie odgwizdał rzutu karnego w dogrywce.

Rob Holding [4/10] – niewiele lepiej od kolegi z defensywy. Dzisiejsze zestawienie w defensywie nie gwarantowało raczej spokoju z tyłu, delikatnie mówiąc. Na szczęście skończyło się i tak nie najgorzej.

Mo Elneny [2/10] – najbardziej elektryczny i zdecydowanie najsłabszy z i tak kiepsko prezentującej się trójki defensorów. Nie nadążał, szybkościowe pojedynki z Oliveirą przypominały wyścigi żółwia z zającem, lecz niestety tym razem nasz żółwik nie dość, że nie był szybszy, to jeszcze ostatecznie nie okazywał się sprytniejszy. Kiepsko wyglądało jego rozegranie, przytrafiło mu się dużo niedokładnych podań. Widać było brak odpowiedniej koncentracji w jego grze.

Reiss Nelson [5/10] – Wenger usilnie wystawia młodziutkiego skrzydłowego na wahadle, a ta pozycja ewidentnie mu nie leży. Trzeba jednak zaufać francuskiemu menedżerowi, który z pewnością widzi w tym jakiś głębszy sens, np. poprawę umiejętności gry w defensywie Nelsona. Niemniej jednak, Anglik dziś nie błyszczał i oprócz kilku przebłysków w ofensywie to był raczej mecz do zapomnienia w jego wykonaniu.

Ainsley Maitland-Niles [4,5/10] – tak jak jego vis-a-vis, nie występuje na swojej nominalnej pozycji i to aż kłuje w oczy. Kilkukrotnie próbował zerwać z przodu, ale raczej z miernym skutkiem.

Francis Coquelin [1/10] – dramatyczny występ Francuza. Miałem liczyć jego głupie straty i podania pod nogi przeciwnika, ale nie znam aż tak dużych liczb. Być może to po prostu daltonizm, bo Coq ewidentnie nie odróżniał dzisiaj kolorów koszulek zakładanych przez jego rywali i kolegów z drużyny. Do tego kilka niepotrzebnych, groźnych wślizgów wynikających z frustracji, okraszonych żółtą kartką.

Jack Wilshere [6/10] – dużą część 120-minutowego spotkania rozegrał na stojąco, zatem widać, że nie jest jeszcze gotowy do grania na pełnych obrotach przez dłuższy czas. Ale jak tylko się ruszał, zawsze było na co popatrzeć. Efektowne dryblingi, próby ciekawych rozegrań, wreszcie wykreowane sytuacje. Nie był to występ najwyższych lotów, ale na tle słabiutkiego dziś Arsenalu i tak zawyżał średnią.

Theo Walcott [5/10] – kapitan w dzisiejszym spotkaniu miał pociągnąć niedoświadczony i niezgrany zespół, za bardzo jednak chyba wziął to do siebie. Próbował przede wszystkim indywidualnych rozwiązań, które kilka lat temu przestały być już jego mocną stroną.

Alex Iwobi [5/10] – dopóki nie brał się za strzały, to nie było tragedii. Starał się konstruować koronkowe akcje w swoim stylu, ale dzisiaj raczej rzadko coś z tego wychodziło, głównie przez niewystarczające zaangażowanie i ruch w ofensywie całej drużyny. Natomiast na jego uderzenia z dystansu zrzućmy zasłonę milczenia.

Olivier Giroud [4/10] – Ollie po wczorajszej gali chyba jeszcze nie do końca był z nami. Niewiele wnosił do konstruowania akcji, w polu karnym też rzadko dochodził do sytuacji. Mógł zaliczyć efektowne trafienie z woleja, ale bramkarz popisał się świetną interwencją.

Rezerwowi:

Chuba Akpom [3,5/5] – mądrze utrzymywał zespół przy piłce w kluczowych momentach. Szarpał i kręcił na skrzydle.

Eddie Nketiah [5/5] – czegóż więcej można oczekiwać od wchodzącego z ławki na 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry młodzieńca? Nie dość, że załadował dwie bramy, a dwukrotnie był blisko ustrzelenia hattricka, to jeszcze wygrał kilka pojedynków jeden na jeden, zagrał parę ciekawych piłek do przodu, a także wykazał się mądrością, utrzymując się w bocznym sektorze boiska przy piłce jak najdłużej pod koniec dogrywki. Byleby teraz tylko nie osiadł na laurach, bo takie wejście smoka – nawet w takim spotkaniu – to zdecydowanie powód do dumy, ale i przepustka do kolejnych szans w pierwszej drużynie.

Joshua Da Silva, Joe Willock [-/5] – grali zbyt krótko.

Facebook Comments