Publicystyka

Szczerze mówiąc – Deja vu

Coraz więcej mówi się o odejściu z Arsenalu dwóch największych gwiazd. Mesut Ozil oraz Alexis Sanchez, którym kontrakty wygasają wraz z końcem sezonu, wciąż nie złożyli podpisu pod nowymi umowami i wiele wskazuje na to, że w przyszłym sezonie nie będziemy ich oglądać w stroju z armatką na piersi. Alexis Sanchez może przebierać w ofertach, natomiast według angielskich tabloidów Mesut Ozil jest już po słowie z Jose Mourinho i gotów jest dołączyć do Manchesteru United. Ile w tym prawdy? Znając angielskie media niewiele, co nie oznacza, że Niemiec w północnym Londynie zostanie. Ozil wiele razy wspominał, że jego przyszłość w klubie łączy się z przyszłością Arsena Wengera i zapewne dopóki Francuz będzie menadżerem Arsenalu, dopóty Ozil będzie reprezentował barwy tego klubu.

Odejście obu zawodników, poza oczywistą stratą jakości, będzie się łączyć niejako z utratą pewnego statusu Arsenalu i powrotu do czasów, kiedy największe gwiazdy były sprzedawane bez mrugnięcia okiem. Po roku 2013, kiedy do zespołu dołączył Ozil, wydawało się, że te czasy już minęły. Że w końcu Arsenal wyjdzie na prostą i będzie w stanie przyciągać graczy z najwyższej półki. Przez ostatnie 3 lata możemy chyba powiedzieć, że tak było. Alexis, Petr Cech, Shkodran Mustafi, Granit Xhaka -są to niewątpliwie zawodnicy ze światowego topu, którzy jeszcze w 2012 nawet nie pomyśleliby, żeby dołączyć do ekipy Wengera. Wielu dodałoby do tej listy Lacazette’a, ale nie ja. I zaraz wytłumaczę dlaczego.

Cofnijmy się do sezonu 2015/16, czyli sensacyjnego triumfu Leicester. Arsenal wygrywa z Lisami u siebie rzutem na taśmę 2:1 i wszystkich fanów ogarnia mistrzowska gorączka. Jeszcze w lutym to miał być sezon Arsenalu, ale jak się skończyło dobrze wiemy. Wtedy jednak trochę na to machnęliśmy ręką i stwierdziliśmy, że tak po prostu musiało się stać – sen Leicester musiał się spełnić. Wzmocnieni Mustafim i Xhaką mieliśmy walczyć o mistrzostwo sezon później, jednak zamiast tego walczyliśmy i przegraliśmy po raz pierwszy za kadencji Wengera rywalizację o miejsce gwarantujące grę w Lidze Mistrzów.

Nadeszło lato i nasiliły się plotki o odejściu Alexisa Sancheza. Co więcej, te plotki okazały się prawdą i jakim cudem Wengerowi udało się Chilijczyka zatrzymać na The Emirates nie wiem. Przypominało to trochę sytuację, jaka miała miejsce z Robinem van Persie, który odszedł w 2012 roku do Manchesteru United. Tylko, że tym razem cała historia skończyła się happy endem i Alexis pozostał w północnym Londynie na przynajmniej jeszcze jeden sezon. Sytuacja ta dała mi jednak trochę do myślenia. Zawodnicy zaczęli chyba dostrzegać, że jedyne, co osiągną w Arsenalu to FA Cup.

Oczywiście, dużo osób może zarzucić mi, że przecież sprowadzenie Lacazette’a to dowód na to, że Arsenal wciąż przyciąga gwiazdy. Dla przypomnienia dodam, że Francuz był już dogadany z Atletico Madryt i gdyby nie kara nałożona na hiszpański klub, to musielibyśmy się zadowolić duetem Welbeck-Giroud. Bo jestem pewien, że Arsene Wenger nie dałby rady sprowadzić żadnego uznanego napastnika. Jest to moja subiektywna ocena, ale jak dla mnie Arsenal nie wykorzystał swojej okazji i zaprzepaścił szansę na dalszy rozwój. Zamiast tego mamy trochę powrót do tego, co działo się niecałe 10 lat temu, czyli kompletnej przeciętności.

Facebook Comments