Publicystyka

Szczerze mówiąc – Tonąc w morzu przeciętności…

Czwórka to cyfra bardzo często utożsamiana z Arsenalem. Klasyczny dowcip o zawsze 4. miejscu, nigdy już pewnie nie zniknie z piłkarskich forów. Z 4 grała jedna z największych legend Kanonierów Patrick Vieira. 4 gole strzelił Arshavin na Anfield. A teraz przyszło nam grać w czwartki… Ale ten czwartek może być dla nas szczęśliwym dniem. Dlaczego? Już tłumaczę… 28 września 1996 roku pewien Francuz objął Arsenal jako pierwszy obcokrajowiec w historii klubu. Jak więc po tylu latach na topie odnaleźć się w morzu przeciętności? Arsene Wenger i spółka przyzwyczaili nas do stałej obecności w Lidze Mistrzów. Nigdy nie osiągnęliśmy triumfu, ale zawsze prezentowaliśmy przyzwoity poziom. I nagle musimy zadowolić się czwartkowym graniem.

Co począć?

Moim zdaniem Liga Europy jest nam teraz potrzebna. Hierarchia Arsenalu została mocno zachwiana zarówno w Anglii jak i na Starym Kontynencie. Czas udowodnić niedowiarkom, że potrafimy zdobywać poważne tytuły.

Gdy w poniedziałek zobaczyłem meczową osiemnastkę zawodników powołanych na WBA byłem zaskoczony. Pierwszy raz od dłuższego czasu zauważyłem równowagę na prawie każdej pozycji. Nie jest perfekcyjnie. Mogłoby być lepiej, zważywszy na możliwości finansowe zwłaszcza, ale chyba powoli przyzwyczajam się do tego nowego Arsenalu. Jesteśmy w stanie wygrać Ligę Europy. Będzie to oczywiście bardzo trudne. Boję się, że będzie jak zwykle. Wielkie ambicje, wielkie możliwości a na koniec wielkie G.

Dlaczego piszę tak pewnie o triumfie w Lidze Europejskiej? Cech, Koscielny, Kolasinac, Ozil, Sanchez, Lacazette. Mamy bardzo silny trzon drużyny, na którym trzeba oprzeć władzę, jeśli chcemy wygrywać. Niepokój budzą we mnie nazwiska Ozila i Sancheza. Zagraniczne media bardzo często piszą o chęci odejścia obu zawodników. Czuję, że obecność Niemca w klubie zależy od tego kto na dany moment sprawuje obowiązki menedżera. Mesut przyszedł do nas, bo Wenger go docenił. Nie wiadomo co stanie się w kolejnych latach z Bossem. Lata lecą, kibice są coraz bardziej zirytowani a do końca kontraktu zostało już/jeszcze półtora sezonu. Natomiast Alexis to bez wątpienia nasz najlepszy zawodnik. Klub, który przypomina tonący statek nie będzie w stanie utrzymać kogoś pokroju Chilijczyka. Doskonale wiadomo, że gdy wokół piłkarza dużo się dzieje, to zły znak. Skupienie i koncentracja nie są na takim samym poziomie, jak u zawodnika, który dopiero co podpisał kontrakt z drużyną. Sanchez wraca po kontuzji. W ostatnich meczach wyróżnia go (jak zwykle) wzmożona aktywność na boisku. Poniekąd, moim subiektywnym okiem, przypomina to muchę, która wleci do pokoju. Robi szum i rzuca się w oczy, ale zero z niej pożytku. Nie jest to krytyka z mojej strony. Mam raczej na myśli to, że Sanchez nie wrócił jeszcze na 100%.

Mecz z West Bromwich Albion tchnął we mnie więcej pewności co do naszego zespołu. Zaufałem naszej „dziewiątce”, która odpłaciła się nie tylko wygranym meczem, ale również powiększeniem mojego dorobku punktowego w FPL o dodatkowe 13 oczek. Monreal przeżywa drugą młodość i z każdym meczem gra coraz lepiej, Kolasinac udowadnia, że jest najlepszym dealem tegorocznego okienka transferowego a Sanchez… to po prostu Sanchez. Na BATE Borysów na pewno starczy. Odezwę się za kilka tygodni. Bez odbioru.

Oskar Szot

Facebook Comments