Publicystyka

On the sidelines, czyli… podsumowań nadszedł czas!

Szalona kampania 2016/17 dobiegła końca… A szkoda, bo Kanonierzy właśnie zaczęli się rozkręcać! Wiemy już, że Wenger zostanie z nami na dłużej, z niecierpliwością czekamy na wielkie transfery, powoli – jak co roku – zaczyna budzić się w nas nadzieja, że przyszły sezon będzie TYM sezonem. Ale zanim wybiegniemy w przyszłość, należy zamknąć niedokończone biznesy, rozliczyć Arsenal za ostatni rok: podsumowań nadszedł czas!

Karol Czyżewski:

“Ten sezon był mniej więcej taki, jak poprzednie – Arsenal grał słabo, zawodził w kluczowych momentach i nie zmieni tego nawet fakt zdobycia Pucharu Anglii. Drużyna zawodziła w najważniejszych meczach sezonu z teoretycznie słabszymi rywalami, co przełożyło się na zakończenie rozgrywek poza pierwszą czwórką. Paniczna zmiana systemu przez Arsene’a Wengera to idealne podsumowanie tego sezonu – choć był to zabieg naprawdę udany, przyszedł on dopiero w momencie, kiedy Kanonierzy stali pod ścianą i byli zależni tylko od siebie. Na plus należy na pewno wyróżnić Alexisa Sancheza – strach pomyśleć, które miejsce zajęlibyśmy w ligowej tabeli, gdyby nie genialny Chilijczyk, który pierwszy raz od czasu Robina van Persiego przekroczył barierę trzydziestu goli we wszystkich rozgrywkach. Trudno spekulować, jak ułoży się kolejny sezon, dużo zależeć będzie od wzmocnień podczas letniego okienka transferowego, leczy wydaje mi się, że przez najbliższe dwa lata taki Arsenal będziemy właśnie oglądać – nijaki, łamiący się ze słabszymi drużynami, nieliczący się w najważniejszych rozgrywkach na dość wczesnym ich etapie….”.

Łukasz Muszyński:

“O sezonie 16/17 w wykonaniu Arsenalu można byłoby napisać całkiem niezłą i pokaźną tragikomedię. Jako, że nie jesteśmy od pisania książek, musimy podzielić się z Wami mocno licealną formą, czyli streszczeniem. Zaczęło się tragicznie, albowiem w pierwszej ligowej kolejce Kanonierzy dostali srogie manto od ekipy Kloppa. Głównym powodem tej porażki była niebywała bierność na rynku transferowym, co poskutkowało brakiem doświadczenia na newralgicznych pozycjach w obronie (parą stoperów byli wówczas Calum Chambers i Rob Holding, który jeszcze wtedy tak nie zachwycał, Mertesacker i Gabriel leczyli urazy, a Laurent Koscielny odpoczywał po Mistrzostwach Europy). Po przegranej z The Reds nastąpiła niesamowita seria 19 meczów bez porażki ze wszystkich rozgrywkach, The Gunners grali w przekonującym stylu (między innymi wygrana 3-0 z Chelsea) i wydawać by się mogło, że w graczach Wengera nastąpiła zmiana mentalności. Nic bardziej mylnego. Po tym, jak 19 października 2016 roku Armaty straciły motor napędowy w postaci filigranowego hiszpańskiego pomocnika, do 30 listopada gra jeszcze jakoś wyglądała (porażka 0-2 z Southampton w Pucharze Ligi), a w grudniu nasz ukochany klub zaczął pokazywać prawdziwe oblicze, które znamy od wielu, wielu lat. Co prawda, Arsenal wygrał grupę w Lidze Mistrzów (nie miało to jednak żadnego znaczenia, ponieważ wszyscy doskonale wiemy, co się później wydarzyło), ale najwyraźniej zaszkodziło to drużynie z Londynu. W pięć dni nasi ulubieńcy praktycznie odpadli z walki o mistrzostwo Anglii po szokujących występach przeciwko Evertonowi i Manchesterowi City. Co było następne? Dwa w miarę komfortowe zwycięstwa i… kolejna kompromitacja! Arsenal udał się na Vitality Stadium, gdzie trzy punkty miały być formalnością. Bournemouth jednak wbiło Kanonierom trzy bramki, a remis udało się uratować rzutem na taśmę. I powtarzamy cykl: dwa w miarę komfortowe zwycięstwa, a potem… seria nieporozumień. Przegrany w 15 minut DOMOWY mecz z Watfordem, zbłaźnienie się na Stamford Bridge – przerwa na wywalczone po golu ręką i karnym zwycięstwo z Hull – kompromitacja na Anfield i sromotna klęska z West Bromem. Wszystko to okraszone po drodze sławnym już 10-2 w dwumeczu z Bayernem Monachium. Arsenal odpadł z walki o cokolwiek, został tylko Puchar Anglii, gdzie podopieczni Wengera wygrali los na loterii, dostając w kolejnych rundach Sutton United i Lincoln City. Do FA Cup jednak wrócimy. Skończmy podsumowanie sezonu ligowego. Z The Hawthorns Kanonierzy przenieśli się na dwa spotkania do siebie. Remis z Manchesterem City wywalczony w kiepskim stylu i przekonujące zwycięstwo z West Hamem. Przyszedł jednak czas na kolejny wyjazd – niedaleko – do Crystal Palace. To prawdopodobnie było najgorsze spotkanie The Gunners w tym sezonie – 0:3 i fani, którzy kierowali swoje niezadowolenie w kierunku szkoleniowca klubu, ale także śpiewali, że piłkarze nie zasługują na noszenie koszulki Arsenalu. To ewidentnie miało wpływ na podejście zawodników i trenera. Nastąpiła zmiana formacji – Arsene Wenger po raz pierwszy od 20 lat zdecydował się na grę trójką obrońców. Okazało się to być swego rodzaju sukcesem, ponieważ grając w ustawieniu 3-4-2-1 Kanonierzy wygrali 9 z 10 rozgrywanych w tym systemie meczów (w tym półfinał i finał FA Cup – odpowiednio przeciwko Manchesterowi City i Chelsea). Zdobyte trofeum było miłym zakończeniem fatalnego sezonu. W końcu to my, a nie Tottenham, który rozgrywał najlepszy sezon w erze Premier League, zakończyliśmy go z kawałkiem srebra do gablotki. Koguty mają co prawda Ligę Mistrzów, ale nie zapominajmy, jak radzą sobie na Wembley… Ta kampania była niewiarygodnie dziwna, aczkolwiek nie mogę się już doczekać Ligi Europy i kolejnych dwóch lat z Wengerem. Jak zwykli mawiać sympatycy Liverpoolu – NASTĘPNY SEZON BĘDZIE NASZ!”.

Albert Konik:

“Nie był to dla nas – kibiców Arsenalu – łatwy sezon. Wiadomym jest, że oglądanie meczów Arsenalu łączy się z poważnymi dolegliwościami na tle nerwicowym, jednak w sezonie 2016/17 nasi ulubieńcy przeszli samych siebie. Nie można oczywiście powiedzieć, że cały sezon był totalną klapą. The Gunners zdobyli przecież trzynasty Puchar Anglii, a ich forma z końcówki sezonu była wręcz niewiarygodna. Problem polega na tym, że są to jedyne pozytywy tegorocznych rozgrywek. Dobra forma przyszła zbyt późno, kiedy dogonienie czołówki było mało prawdopodobne. Najgorszy w tym wszystkim nie jest według mnie brak awansu do Ligi Mistrzów, bo akurat Liga Europy może nam wyjść na dobre, ale konsekwencje, jakie brak awansu ze sobą pociąga. Po pierwsze, klub straci sporą kwotę pieniędzy, a po drugie piłkarze tacy jak Alexis czy Ozil wolą raczej grać w najbardziej prestiżowych rozgrywkach europejskich, a Liga Europy nimi nie jest. Przed Arsenem Wengerem bardzo pracowite lato. Należy zdecydowanie wzmocnić zespół, ale przede wszystkim przedłużyć umowy z Niemcem i Chilijczykiem. Nad zakończonym sezonem nie ma się już co rozwodzić – co się stało, to się stało i cokolwiek byśmy nie zrobili, to nic nie zmienimy. Czas pokaże, jaki wpływ będzie to wszystko, co się działo – zwłaszcza ostatnio, kiedy przyszłość Arsene Wengera się wyjaśniła – na zawodników w następnym sezonie. Kampanię tę można określić więc znanym cytatem wybitnego polskiego filozofa: ‘No tak średnio bym powiedział’.”.

Mikołaj Baran:

“Patrząc na suche liczby, ten sezon, wbrew wszelkim pozorom, był dla The Gunners wyraźnie lepszy, niż poprzedni. I nie mówię tylko o odzyskaniu Pucharu Anglii, ale także w lidze, bądź co bądź, zdobyliśmy o 4 punkty więcej, niż w ubiegłym roku. W Champions League wreszcie udało się wygrać grupę, choć na niewiele się to zdało… De facto trzeba przyznać, że Wenger utrzymał po raz enty poziom. Problemy tej kampanii były jednak dwa: primo – nasze oczekiwania w tym roku (całkiem słusznie zresztą) były zdecydowanie większe, zwłaszcza po bardzo udanej jesieni, kiedy Arsenal grał naprawdę koncertowo; secundo – rywale swojego poziomu nie utrzymali – oni podnieśli go o kilka pięter. Kanonierzy nie zagrali słabszego sezonu – to konkurencja nam odjechała. I tu rodzi się arcyważne zadanie dla Wengera: poukładać ten burdel w letnim okienku. Tegoroczne rozgrywki dały nam jednak bardzo dużo. Nowe życie tchnięte w drużynę przez szkoleniowca m. in. zmianą formacji i taktyki, protesty kibiców i w konsekwencji ruchy u góry (na razie niestety jeszcze nie personalne, ale presja na zarządzie ciąży coraz większa), wreszcie, pokazanie ducha walki i żądzy zwycięstwa w FA Cup. To wszystko pozwala wierzyć, że Arsenal przestanie wreszcie być dla wielkich futbolu chłopcem do bicia… Trzeba tylko wyciągnąć z obecnej sytuacji jak najwięcej dobrego. Mamy na czym budować, ale równie wiele jest jeszcze do zrobienia”.

Oskar Kamiński:

“Kolejny już raz mamy dobry start, gramy piach zimą, by na koniec sezonu pokazać, że jednak potrafimy. Znów najwyższym celem staje się TOP4, bo o mistrzostwie zapomnieliśmy w styczniu, a o Lidze Mistrzów w marcu. Tym razem jednak nie wszystko poszło tak, jak powinno i lądujemy w Lidze Europy. Może to przełomowy moment? Jednak nie mówmy o przyszłości, tylko podsumujmy to, co przyniósł nam sezon 2016/2017. A przyniósł sporo. Zacznijmy od tego, jak spisali się zawodnicy, którzy przed sezonem zasilili Arsenal. Na pierwszy ogień ci najdrożsi, mianowicie Granit Xhaka i Shkodran Mustafi. Czy byli warci wydanych na nich pieniędzy? Myślę, że tak. Potrzebowali jednak tego sezonu na aklimatyzację i sądzę, że kampania 2017/2018 będzie należeć do nich. Granit pokazał na co go stać już w finale FA Cup, gdzie schował do kieszeni N’golo Kante. Mustafi również pokazywał się często z dobrej strony i sądzę, że przy pozostaniu w ustawieniu 3-4-3 na spółkę z Laurentem Koscielnym i Robem Holdingiem będą rządzić i dzielić w obronie. Właśnie… Rob Holding. Gość, który kosztował nas nieco ponad 2 bańki funtów w ostatnim meczu sezonu pożerał takich majstrów jak Diego Costa, Pedro czy Eden Hazard. Jestem wręcz pewny, że wartość tego chłopaka w ciągu 3 lat wzrośnie niesamowicie i będzie stanowić trzon drużyny. Ostatni zawodnik, który zawitał na Emirates to Lucas Perez. Szkoda chłopa, bo naprawdę zasłużył na więcej minut. 3 bramki i 2 asysty w 3 meczach Ligi Mistrzów (hat-trick z FC Basel), gol i 2 asysty w FA Cup oraz gol w Premier League. Jeśli nie odejdzie w letnim okienku to powinien dostać zdecydowanie więcej szans od Arsene’a Wengera, bo Welbeck i Giroud to nie są gwiazdy światowego formatu, a dodatkowa konkurencja tylko zmusi ich do większego wysiłku. Do klubu przyszedł też Takuma Asano, ale (co było oczywiste) od razu udał się na wypożyczenie do VfB Stuttgart i w sumie nie poradził sobie najgorzej – 4 gole i 4 asysty w 26 spotkaniach drugiej Bundesligi to nie powód do wstydu. Dajmy mu jeszcze 2/3 lata.


Pokrótce o grze kluczowych zawodników. Klasycznie – Alexis – nie schodzi poniżej pewnego poziomu odkąd pojawił się w Arsenalu. Jest piłkarsko ponad kolegami z drużyny i każdego dnia modlę się, by podpisał nowy kontrakt. Mesut Ozil, przy nazwisku którego znów muszę przypomnieć finał Pucharu Anglii – o takiego Mesuta nic nie robiłem! Szkoda, że zaczął biegać dopiero na koniec sezonu. Jest to jednak dobry prognostyk na przyszłość (o ile zostanie w klubie). Petr Cech klasycznie na swoim wysokim poziomie, chociaż po meczu na Stamford Bridge chciałem jechać do Rzymu i na plecach przynieść Wojtka Szczęsnego do Londynu. Każdemu jednak zdarzają się słabsze momenty, ale Piotrek na pewno nie ciągnął drużyny w dół. Warto jeszcze wspomnieć o filarze defensywy – Laurencie Koscielnym i człowieku, o którym nikt nigdy nie będzie wiedział co napisać, Alexie Oxlade-Chamberlainie. Typ, który po zmianie ustawienia odżył, jakby grał w piłkarskiej wersji Space Jam i pobrał moc od Ronaldo i Messiego. Mijał rywali jak tyczki, rozgrywał, nie bał się wejść między dwóch, a często nawet trzech piłkarzy rywali. Kolejny dobry prognostyk na 2017/2018.


To z mojej strony chyba tyle, bo gdybym miał każdego z zawodników przywoływać do tablicy nie starczyłoby miejsca dla moich redakcyjnych kolegów. Na koniec rodzi się pytanie: co nie pykło? Piłkarze Arsenalu już od kilku lat nie mogą pokazać pazura w środkowej części sezonu. Jakby przygasali, jakby im się nie chciało. Przegrywaliśmy z Watfordem, Southamptonem, West Bromem, czy z Crystal Palace (3:0 bolało jak upadek świeżo zakupionego loda), by w ostatnich ośmiu kolejkach przegrać tylko raz (wygrywając pozostałe siedem). Brakuje tej stabilności, waleczności na przestrzeni całego sezonu. I tu moim zdaniem jest problem, bo można nakupować zawodników za setki milionów funtów, a skończyć na 6. pozycji (pozdrawiam fanów Manchesteru United, którzy naplują mi w twarz, mówiąc, że przynajmniej wygrali Ligę Europy, czego im serdecznie gratuluję). Problemem jest mentalność piłkarzy i mam ogromną nadzieję, że w sezonie 2017/2018 pokażą taki sam pazur, jak pod koniec minionej kampanii”.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *