Publicystyka

Kto następny? Sprawdzamy potencjalnych kandydatów

Co prawda nie jest to jeszcze oficjalnie ta chwila, jednak nieuchronnie zbliżamy się do momentu, w którym zaśpiewamy “The End” zespołu The Doors, bądź też bardziej swojskie “To już jest koniec” Elektrycznych Gitar. Era Wengera znajduje się obecnie w swoim ostatnim okresie, zatem trzeba zadać sobie pytanie “co dalej?” i rozejrzeć się za następcą. W tym tekście postaramy się porównać najpoważniejszych kandydatów do objęcia stanowiska menedżera z osiągnięciami Francuza jeszcze sprzed kadencji w Arsenalu.

Taki wybór próby jest oczywisty. Spoglądając na listę życzeń kierownictwa londyńskiego klubu (bierzemy pod uwagę Massimiliano Allegriego, Leonardo Jardima, Rogera Schmidta i Thomasa Tuchela) nie sposób się nie oprzeć wrażeniu, iż Arsenal ponownie podąży tą samą drogą, co w 1996 roku. Wszyscy kandydaci mają bowiem ponad 40 lat (Wenger w momencie objęcia stanowiska liczył sobie niespełna 47 wiosen), oraz dopiero aspirują (może z wyjątkiem Allegriego) do bycia szkoleniowcami na dorobku.

KARIERA PIŁKARSKA

Może i osiągnięcia boiskowe nie są tak istotne w pracy trenerskiej, ale bycie w przeszłości kozakiem lub przeciętniakiem na pewno ma pewien wpływ na postrzeganie menedżera, szczególnie na początku jego drogi w tym fachu. Nic więc dziwnego, że Wenger z kilkunastoma występami w pierwszej lidze francuskiej na koncie budził raczej uśmiech na twarzy Iana Wrighta czy też Tonego Adamsa. Pod względem doświadczeń zawodniczych najlepiej wypada Allegri. W pierwszej połowie lat 90. był solidnym ligowcem, grającym w Pescarze, Cagliari czy Perugii. Debiutancki sezon w Serie A (92/93) zakończył z dwunastoma bramkami na koncie, co jak na centrocampistę (pomocnika) było świetnym wynikiem. Na tle Włocha blado wypadają kariery w niższych ligach niemieckich Tuchela (jedynie kilkanaście spotkań w 2. Bundeslidze) i Schmidta. O piłkarskich przygodach Jardima natomiast… milczy nawet Wikipedia.

SUKCESY SZKOLENIOWE

Pod tym względem znów wyróżnia się Allegri. Już jego pierwszy sezon w wielkim europejskim klubie, jakim niewątpliwie był wtedy (sezon 2010/11) Milan, zakończył się bowiem mistrzostwem. Co prawda w następnych latach “rossonerim” z Allegrim u steru wiodło się różnie, ale dalej jest to ostatnie scudetto drużyny z Mediolanu. Wraz z następnym klubem, Juventusem, zdominował wręcz włoską piłkę. Dwie podwójne korony z rzędu i finał Ligi Mistrzów w 2015 roku wystawiają szkoleniowcowi z Półwyspu Apenińskiego najwyższą notę. Pod względem trofeów przebija Wengera, który przed objęciem Arsenalu raz wygrał ligę z Monaco, oraz sięgnął po puchar Francji i Japonii. Pozostali nie mają za wielu trofeów w swoim dorobku. Schmidt trzy lata temu zdobył w Austrii dublet z Red Bullem Salzburg, Tuchel może się na razie tylko wicemistrzostwem Niemiec. Jardim jest natomiast mistrzem Grecji z Olympiakosem, jednak pomimo znakomitej dyspozycji jego teamu (10 punktów przewagi nad wiceliderem)… został zwolniony w połowie sezonu.

NA EUROPEJSKIEJ ARENIE

W tym miejscu warto przedstawić niezbyt imponujące trzy podejścia Wengera w rozgrywkach europejskich wraz z Monaco. W sezonie 1988/89 piłkarze z księstwa odpadli w ćwierćfinale Pucharu Europy z Galatasaray. Dwa lata później Wenger pierwszy raz poczuł smak porażki w 1/8 finału – lepsze w Pucharze UEFA okazało się Dynamo Moskwa. Sezon 1991/92 to finał Pucharu Zdobywców Pucharów, który jednak padł łupem Werderu Brema po zwycięstwie 2:0. Najlepiej w Europie wiodło się oczywiście Allegriemu. Zanim dotarł do finału i 1/8 finału z Juve, raz osiągnął ćwierćfinał i trzykrotnie “zachorował na Arsenal” z Milanem. 1/8 to nie jest także ulubiony ułamek Schmidta. Osiągał bowiem tę fazę zarówno w Lidze Mistrzów z Bayerem, jak i w Lidze Europy z Bayerem i Salzburgiem. W jego przypadku warto również przypomnieć europejski debiut, zakończony kompromitacją i odpadnięciem z luksemburskim Dudelange już w przedbiegach walki o Ligę Mistrzów przed niespełna czterema laty. Jardim grał w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Monaco i osiągał raczej średnie rezultaty z Bragą i Olympiakosem. Tuchel natomiast oprócz ubiegłorocznego ćwierćfinału z Borussią wprowadził po raz pierwszy do pucharów Mainz. Przygoda trwała jednak krótko – już w 3. rundzie eliminacji do LE przegrali w karnych z rumuńskim Gaz Metanem.

FILOZOFIA

Cała czwórka trenerów jest jeszcze stosunkowo młoda, co widać w ich metodach szkoleniowych oraz rozwiązaniach taktycznych. Najbliżej do ofensywnego stylu gry, który preferuje Wenger, jest oczywiście Tuchelowi i Jardimowi oraz w pewnym stopniu Allegriemu. Opisywani kandydaci nie boją się również postawić na młodych zawodników – pod tym względem w ostatnich tygodniach zdecydowanym liderem jest Schmidt, którego Bayer ma obecnie jedną z najmłodszych jedenastek w topowych ligach Europy. Szkoleniowiec z Leverkusen wyróżnia się również bardzo krewkim temperamentem. Podczas zeszłorocznego spotkania z Hoffenheim zaatakował trenera przeciwników, Juliana Nagelsmanna, co skończyło się kilkumeczową dyskwalifikacją. Nie był to jego pierwszy tego rodzaju wybryk.

Widać jednak pewną prawidłowość w doborze kandydatów przez kierownictwo Arsenalu. Każdy z nich w mniejszym lub większym stopniu przypomina Arsene’a Wengera. Na Emirates Stadium za wszelką cenę chcą więc kontynuować myśl szkoleniową, zapoczątkowaną przed ponad 20 latami.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *