Ocena użytkowników:  / 14
SłabyŚwietny 

Miesiąc wrzesień dla Arsenalu miał być miesiącem decydującym, trzydziestoma dniami prawdy. Po pierwsze miało nastąpić przełamanie skuteczności, odblokowanie formy i wjechanie na odpowiedni tor, który prowadziłby na stację „Mistrzostwo”. Po drugie to w tym miesiącu do składu mają wrócić wielcy nieobecni, m.in. Jack Wilshere. Po trzecie Kanonierzy mieli stoczyć dwa bardzo ważne mecze z City i The Blues, które miały być odpowiedzią na to, jakimi możliwościami dysponują w tym sezonie The Guuners. Właśnie, mieli stoczyć 2 ważne mecze, bo jeden z pojedynków – tych „szlagierowych” – za Nami. I jak wypadli Kanonierzy?

Wrzesień układa się po myśli kibiców i zapewne całego Arsenalu. Zaczęło się od zwycięstwa nad Liverpoolem, następnie rozgromienie Świętych no i podtrzymanie formy, z jak się okazało wymagającym mistrzem Francji -  Montpellier. Kolejny rywal, to Mistrz Anglii, który potrzebował rehabilitacji po bolesnej, bo pechowej porażce w LM z Realem Madryt.

Znaków zapytania przed meczem na Etihad Stadium było wiele, ale większy był chyba entuzjazm, który podbudzały zwycięstwa Kanonierów. Świetnie grająca obrona, skuteczna i atakująca z wielkim rozmachem ofensywa, robiący ogromną przewagę w środku pola pomocnicy to wszystko składało się na jedno… pewnie zwycięstwo z Manchesterem City.

Mecz pokazał jednak troszkę inny stan rzeczy. Skład na to spotkanie wyglądał następująco:Mannone, Jenkinson,Mertesacker, Koscielny, Gibbs, Diaby (71. Giroud), Arteta, Ramsey, Cazorla, Podolski (72. Walcott), Gervinho (89. Coquelin).

Mecz układał się po myśli wszystkich kibiców The Gunners. To z czego słynie klub z północnego Londynu – częste i szybkie wymiany piłki – prezentował od pierwszego gwizdka arbitra. Jednak im bliżej było bramki rywala, tym trudniej było skonstruować akcję, która mogłaby zagrozić, będącemu w słabszej dyspozycji - Joe Hartowi. Jeźdźcem bez głowy i człowiekiem do odstrzału okazał się Gervinho. Ten, który zagrał fantastyczne zawody z Southampton, nie pokazał nic, dosłownie nic. Miał na nogach 100% okazję, wychodząc sam na sam z  bramkarzem City, ale… takie przyjęcie to nawet nie liga okręgowa, nie obrażając nikogo. To po prostu dramat.

Nie podobał mi się w tym spotkaniu Podolski. Chwaliłem go sam, za to, że często jest pod grą. W tym meczu brakowało Nam jednak typowego sępa pola karnego. Świetnie grał Ramsey do spółki z Artetą i Diabym, rządzili w środku pola i świetnie wymieniali się pozycjami, więc tutaj Lukas nie był potrzebny. Był bezproduktywny i mimo starań, walki i serca, które zostawił na boisku, nic wielkiego nie zwojował.

Zwojowała za to obrona, bo to co grają nasi defensorzy, to po prostu mistrzostwo świata. Jenkinson – rewelacja. Jest wszędzie przez 90 minut, walczy, biega jak natchniony, odbiera piłki i dogrywa kluczowe podania, tak samo jak drugi skrzydłowy – Gibbs. Dwójka stoperów – w tym meczu Kościelny i Mertesacker – zagrali również kapitalnie, przy tak szybkich zawodnikach City. Kościelny ukoronował swój występ bramką, Per po raz kolejny udowodnił, że znajduje się w znakomitej dyspozycji i nie straszny mu szybki Aguero, czy Tevez. Brakowało Vermaelena, który wg informacji przedmeczowych rozchorował się w dniu spotkania, ale rozczarowany postawą swojego zastępcy na pewno nie było.

Zostańmy jednak przy pierwszej połowie spotkania. Akcje Arsenalu wyglądały obiecująco do 25-30 metra bramki rywali. Im bliżej pola karnego i bramki strzeżonej przez Harta, tym mniej schematycznie, a bardziej statycznie zachowywali się gracze Wengera. Gdy jednak akcja przeniosła się w pole karne rywala, piłkę miał Gervinho i … wszyscy widzieliśmy, nie ma co tego komentować.

To co nie udawało się piłkarzom z Londynu, świetnie wychodziło piłkarzom z Etihad. Atakowali rzadziej, jednak akcje były precyzyjniejsze, groźniejsze. Przekonaliśmy się o tym w 40 minucie spotkania, gdy skarceni zostaliśmy po błędzie Vito Mannone przez Lescotta.

Jedni będą mówić: wina obrońców, inni bramkarza. Moim zdaniem wina leży po stronie bramkarza, bo jeśli decyduje się na wyjście do piłki, to choćby się waliło i paliło, tę piłkę musi złapać, wybić etc. Obrońcy zapewne widzieli wyjście Mannone i nie walczyli o piłkę tak, jakby walczyli w momencie, gdyby w „płotkach” został Włoch. Dobrze grający w ostatnich spotkania bramkarz Arsenalu, został skarcony za własną fantazję i złą decyzję. W tym meczu wiedzieliśmy wszystkie słabości Włocha: słaba gra w powietrzu, jeszcze gorsza gra nogami, słaba komunikacja z obroną. Przeraża mnie fakt, że Fabiański ma dokładnie te same minusy, można mu wytknąć te same błędy, a to przecież 3 bramkarz The Gunners. Więc czy Vito Fabiański, czy Łukasz Mannone, co to za różnica, bo coraz częściej bramki tracone przez Arsenal, to błędy bramkarzy (tak jak pomyłka Szczęsnego w meczu ze Świętymi).

Pierwszą połowę w ogólnym rozrachunku można i tak i tak zapisać na plus. Arsenal ma w swojej mentalności, sposobie gry syndrom „jednej połowy”, bo nie było w tym sezonie meczu, gdzie całe spotkanie grane byłoby na jednym poziomie, zawsze jest to forma szarpana. Jednak słabsza gra w drugiej połowie spotkania zaowocowała strzeloną bramką, ratującą remis 1:1. W tym meczu z obydwu stron piłkarze mogliby sobie powiedzieć: „My gramy w piłkę, a oni nam strzelają bramkę”.

City pokazało, że w tym sezonie będą starali się o obronę mistrzowskiego tytułu, ale to Arsenal mógł to spotkanie wygrać, gdyby dyspozycja ofensywy była dzisiaj na wyższym poziomie i nie ma co ukrywać w moim subiektywnym odczuciu, był drużyną lepszą. Gdybyśmy oglądali obronę grającą na poziomie, który prezentowała w poprzednim sezonie, na początku rozgrywek…. 3:0 byłoby miłym gestem ze strony City. To jak ogromny postęp poczynili wszyscy obrońcy Arsenalu jest niesamowite, ochy i achy i owacje na stojąco. Sagna nie będzie miał łatwej drogi, by wygryźć ze składu Jenkinsona, a Santos prędzej rozbije kolejne auto, niż wskoczy w miejsce Gibbsa.

Bez wątpienia bramka strzelona przez Kościelnego należała się Arsenalowi za dzisiejszą postawę w meczu. Mamy na boisku całość, jakiś kolektyw, który może i dzisiaj nie zachwycił, jednak napawa optymizmem przed kolejnymi meczami. Tylko ten Gervinho. Liczyłem na występ Walcotta, ale w jego przypadku, gdy sprawy z kontraktem są nierozwiązane, raczej na boisku często nie będziemy go oglądać. Wszedł na ostatnie 20 minut i był jakiś taki „marudny”, nieobecny, niechętny do gry. „Z niewolnika nie ma pracownika”, no cóż. Giroud jak na napastnika chce za dużo podawać, a zawsze robi to w niekonwencjonalny sposób, mało czytelny dla pozostałych graczy. Liczę na jego przełamanie, bo w tym graczu jest niesamowity potencjał, który odblokuje się. Postawiłbym na niego w meczu z Coventry od pierwszych minut, w takim spotkaniu będzie można przełamać niemoc strzelecką. Właśnie…Coventry… to kolejny rywal Arsenalu, bo od spotkania z tym rywalem Kanonierzy rozpoczynają przygodę w Pucharze Ligi. Środa – Emirates Stadium – godzina 20:45, to nie Liga Mistrzów, a kolejny mecz, mecz który wbrew pozorom, może okazać się trudny dla piłkarzy Wengera. Co przyniesie środa? Pożyjemy, zobaczymy…

Oceny Armatki.net:

Vito Mannone - 5,5
Carl Jenkinson - 7
Laurent Kościelny - 8
Per Mertesacker - 8
Kieran Gibbs - 7
Abou Diaby - 6
Mikel Arteta -6,5
Aaron Ramsey - 6
Gervinho - 5
Santi Cazorla - 7
Lukas Podolski - 6
 
Olivier Giroud - 5,5
Theo Walcott - 5,5
Francis Coquelin - grał zbyt krótko, by oceniać
 

 

Zapraszam do komentowania: